Bajka z morałem

opowiadanie Marka Kolaczkowskiego

Człowiek, który mieszkał w raju, czyli nowa staroarabska bajka z morałem, który trzeba sobie, niestety, samemu odnaleźć.

To był piękny dzień. Zupełnie nie wiosenny a letni. Olbrzymie niebo bez chmurki i gorące słońce. Około południa pojechałem na plażę Coogee do swojej ulubionej kafejki. Kiedy jechałem ulicą w dół i znowu zachwycałem się widokiem, znanym mi przecież od dawna, przyszedł mi do głowy pomysł pisanki. Kiedy parkowałem samochód, pomysł się klarował a kiedy Jorge przyniósł mi do stolika dużą czarną i szklankę zimnej wody, pomysł był gotów… No, prawie gotów. Zacząłem więc pisać…

Pośrodku Strasznej Pustyni, w dolinie okolonej rozżarzonymi wzgórzami leżała piękna oaza. Obfite źródło stworzyło jezioro w którym pływały ryby. Dookoła rosły palmy ze słodkimi daktylami pośród których uganiało się wesołe ptactwo. Stada kóz pasły się na soczystej trawie. W oazie żył człowiek. Żył tam od urodzenia a nigdy nie opuścił doliny. Nigdy nie wszedł na rozżarzone wzgórza, żeby ze szczytu spojrzeć na Straszną Pustynię.
Kiedyś zabłąkana karawana dotarła do wzgórz. Wycieńczone wielbłądy i umierający z pragnienia ludzie. Jeden z nich, ten najsilniejszy, wspiął się na górę ostatkiem sił, by jeszcze przed Śmiercią zobaczyć co jest po drugiej stronie. Ze szczytu zobaczył oazę w dolinie a widok ten dodał mu sił. Gromko krzyknął do ludzi z karawany co widzi, czym dodał sił innym.
Kiedy napojeni, syci i wypoczęci siedzieli nad wodą w cieniu palm, dowódca karawany rzekł do człowieka:
– Dookoła, na wiele dni jazdy wielbłądem, rozciąga się Straszna Pustynia a ty tu żyjesz jak w raju. Masz Świeżą, chłodną wodę i słodkie daktyle. Masz ryby w jeziorze, ptaki w koronach palm i ich jaja. Masz mleko kóz i ich mięso. Doprawdy, żyjesz jak w raju.
– A cóż to za raj? – Odrzekł człowiek ze smutkiem. – Kozy ciągle mącą wodę i bardzo szybko biegają, kiedy chcę je złapać. Daktyle rosną wysoko i trudno je zerwać. Ryby są bardzo płochliwe i muszę się namęczyć, żeby zrobić sieci. Ptaki latają wysoko, bronią swych gniazd i nie chcą wchodzić do pułapek tak jakbym sobie tego życzył. Same utrapienia. A poza tym jestem tu bardzo samotny. – Zakończył z westchnieniem.

***

Tu bajka o człowieku, który nie dostrzegał swego raju, mogła by się już zakończyć. Jest prosta i przejrzysta. Ale może jednak zbyt prosta? Coś mnie korci, żeby opowieść pociągnąć dalej…

***

Zapadł wieczór i zapadła też długa chwila milczenia. Każdy wpatrzony w płomienie ogniska zatopił się w swych myślach i w swych marzeniach. Ciszę przerwał dowódca karawany zwracając się do człowieka:
– Za parę dni, kiedy nabierzemy sił, znowu ruszymy w drogę. Jeśli ta oaza nie jest dla ciebie rajem to zabierz się z nami. Za piaskami pustyni są duże i ludne miasta. Ludzie hodują tam powolne sobie zwierzęta, drzewa rodzą wielką różnorodność owoców, ptaki chętnie znoszą im swoje jaja a niezmącona woda płynie wprost do ich domów. A poza tym jest tam wiele pięknych kobiet, które chcą być towarzyszkami życia samotnego mężczyzny. Jedź z nami a może tam znajdziesz swój raj.
– Więc to takie proste? – Zdziwił się człowiek. – Pojadę z wami do wielkiego miasta a tam dostanę dom do którego płynie czysta woda, powolne mi zwierzę, ptaka, który chętnie znosi mi jajka, różne owoce a jeszcze piękną kobietę, która zechce być mą towarzyszką?
– Nooo, niezupełnie. – Dowódca karawany uśmiechnął się kwaśno. – Aby to wszystko posiadać musisz mieć pieniądze. Im więcej ich masz tym większy dom i czystsza woda. Owoce słodsze a kobiety piękniejsze.
– A bez pieniędzy się nie da? – Zapytał człowiek.
– Bez pieniędzy woda cuchnie w rozlatującym się domu, daktyle są zepsute a kobieta tak zrzędzi, że chce się uciec na pustynię. – Dowódca karawany smutno pokiwał głową.
– Skądże ja wezmę pieniądze? – Zasępił się człowiek – Czy kupisz ode mnie tę oazę, którą uważasz za raj?
– A na cóż mi twoja oaza? – Zdziwił się dowódca karawany. – To twój raj. Mój jest zupełnie gdzie indziej. 
Na niebie zalśniły gwiazdy i wzeszedł pyzaty księżyc. Wszyscy zamilkli wpatrzeni w ogień.
– Dziękuję ci gościu za twą propozycję bym udał się z wami do wielkiego miasta. – Przerwał ciszę człowiek. – Pozostanę jednak tutaj, w swej oazie. Wprawdzie nie dostrzegam tu raju ale skoro ty go dostrzegłeś to może kiedyś i mnie się uda?

Marek Kołaczkowski

A teraz proszę Cię, napisz mi jakiś morał do tej bajki.