Biedroń i czarownica

 FELIETON 

Tęczowy prezydent Słupska, Robert Biedroń pragnąc pokalać się za grzechy „czasów ciemnych” i panowania katolickich przesądów stał się mimowolnym ich propagatorem.
Niezwykle cenny cytat znajdziemy na stronie … www.racjonalista.pl (sic!):

„Za kult odpowiedzialne są lewicowe władze miasta, które kreują czarownicę słupską na ofiarę krwawej inkwizycji. Ma to być rehabilitacja ofiary kościoła rzymskokatolickiego, by pokazać, jakże to kościół męczył kobiety. Dokładnie takie tezy sformułowała na stronie urzędowej Słupska Karolina Chalecka, urzędniczka ds. promocji i rozwoju w Biurze Prezydenta.”
Nie wiem, co pierwotnie napisała Karolina Chalecka na internetowej stronie Urzędu Miasta Słupska, ale wersja zalinkowana nie zawiera bezpośredniego zarzutu, że za zbrodnię odpowiedzialna jest inkwizycja. Jest tylko myląca informacja, że „inne kraje” już zaczęły rehabilitować czarownice. Sugeruje to, że my „jesteśmy opóźnieni” w temacie rehabilitacji czarownic. Zncznie bardziej leci w balona GW.  

Ponadto Gazeta Wyborcza obwieściła:
Biedroń przywraca dobre imię spalonej w Słupsku czarownicy. „Czas mówić, jak kiedyś traktowano kobiety”
I informacja ta ma wszelkie cechy „Czerskiego Centrum Dezinformacji”, miesza fakty prawdziwe z fałszywymi, a przede wszystkim ukrywa prawdziwe intencje uhonorowania nieszczęśliwej kobiety – Triny Papisten poprzez nadanie jednemu ze słupskich rond jej imienia. Wyżej wymieniona to ostatnia słupszczanka spalona na stosie za „uprawianie czarów” w roku 1701, tym samym, w którym Fryderyk Wielki ogłosił się królem w Prusiech. Tyle że postępowemu prezydentowi Słupska chodziło o podkreślenie różnicy między czasami inkwizycji a obecną cudowną epoką tolerancji dla wszystkich odmiennych. I tu zaczynają się jaja. Bo po pierwsze: u progu XVIII wieku Słupsk był miastem w większości niemieckim i prawie w 100% luterańskim, gdy tymczasem spalona Katarzyna Zimmerman (Trina Papisten to szydercza ksywa, nie nazwisko, w wolnym tłumaczeniu: Kaśka Katoliczka) z domu (kaszubskiego!) Nipkow nie tylko była Polką (Kaszubką), ale na dodatek katoliczką. I na śmierć nie skazała jej nieistniejąca w ultraluterańskich Prusach inkwizycja, ale sąd pruski. Tak oto nieświadomie do roli męczennicy podniesiona została przez ultraliberalnego prezydenta Słupska polska, moherowa katoliczka, modelowy przykład polskości Ziem Zachodnich zapomniany przez Kościół, przedwojennych endeków i PRL-owskich komunistów. I to przykład naprawdę umęczony, jej śmierć to prawdziwa martyrologia. I tak oto przez przypadek Robert Biedroń i Słupsk dowiedział się, że moherowi katolicy nie palili na stosach czarownic, pruscy protestanci – jak najbardziej. Teraz już mniej dziwisz się drogi Czytelniku, że zarówno GW, jak i Biedroń próbują na gwałt tę nieszczęśliwą kobietę przerobić na męczennicę w walce o równe prawa kobiet.
Jeżeli jednak uważasz, że Biedroń i magistrat Słupska ma monopol na głupotę, to się mylisz. Trzej prawicowi radni Słupska postanowili decyzję o nadaniu imienia Triny Papisten jednemu ze słupskich rond oprotestować. Tę kobietę spotkał okrutny los dlatego, że w oczach Prusaków uosabiała wszystko to, czego niesłusznie nienawidzili: słowiański język, lokalne zwyczaje i katolicką wiarę. Czemu więc prawicowi słupscy radni protestują?

Też uważają, że mamy dużo czarownic do zrehabilitowania? Czy ta nieszczęśliwa kobieta nie zginęła poprzez swoje związki z polskością? Przecież ten niewątpliwy mord sądowy obarcza pruskie władze i pruskie zwyczaje! A w ogóle Niemcy od czasów Lutra to nie jest normalny naród i tak będzie, dopóki duch Hohenzollernów nie zostanie pokonany przez ducha Hohenstaufów.
I proszę mi nie mieć za złe, że źródłem informacji jest dla mnie www.racjonalista.pl.
Nie stałem się z tego powodu wyznawcą głoszonych tam poglądów. Ale tym razem zasłużyli na kilka dobrych słów.

Jerzy Gawin