Bombardier i Zagłoba – 101 lat temu urodził się Mieczysław Pawlikowski, żołnierz i aktor

Mieczysław Pawlikowski jako Zagłoba na planie filmu „Pan Wołodyjowski” Jerzego Hoffmana. Fot. PAP/CAF/J. Gill

9 stycznia 1920 r. urodził się Mieczysław Pawlikowski, sierżant bombardier Polskich Sił Powietrznych na Zachodzie; dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Do historii filmu polskiego przeszedł rolą Onufrego Zagłoby w „Panu Wołodyjowskim” i „Przygodach pana Michała”.

„Jak odbywają się próby to ja się już po pewnym czasie zaczynam nudzić, to znaczy jeżeli już wiem, co będę grał i szukał czegoś w postaci, to już właściwie mnie próby nie bawią. Ja bym już chciał spiąć się i grać” – wyznał Mieczysław Pawlikowski w Programie I Polskiego Radia 25 grudnia 1975 r.

Urodził się 9 stycznia 1920 r. w Żytomierzu, który podczas wojny polsko-bolszewickiej przechodził z rąk do rąk. Po traktacie ryskim, miasto znalazło się w Związku Sowieckim, rodzina Pawlikowskich przeprowadziła się na Wołyń, do Łucka.

Ojciec Mieczysława, Józef Pawlikowski był starszym sekretarzem Sądu Okręgowego w Równem, z siedzibą w Łucku, a w latach 1927-28 – komornikiem „na powiat łubieński” (Dziennik Urzędowy Ministerstwa Sprawiedliwości 17/1927). Angażował się w działalność patriotyczną, był m.in. członkiem Zarządu Powiatu Związku Strzeleckiego „i na łamach tygodnika +Wołyń+ zdawał sprawozdania z działalności łuckich oddziałów strzeleckich”. „Z racji wspólnej działalności w Związku Strzeleckim i pracy w sądzie Jan Marcinkowski przyjaźnił się z Józefem Pawlikowskim” – napisał o swoim dziadku, także sekretarzu Sądu Okręgowego w Łucku, Tadeusz Marcinkowski („Skarby Pamięci”, 2013).

W Łucku Mieczysław spędził dzieciństwo i młodość – był uczniem Państwowego Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki. „W naszym gimnazjum było bardzo dużo sportu, pływanie, mieliśmy piękną rzekę Styr z możliwością skoków z trampoliny, piękne baseny. Były tam korty tenisowe, łodzie, sportowe łodzie, jedynki, dwójki, były zawody jakieś, na rzece Styr. Piękna rzeka” – wspominała Janina Kępska, siostrzenica Prezesa Sądu Okręgowego w Łucku („Archiwum Historii Mówionej”). Była to szkoła wielonarodowa, realizująca program wojewody Henryka Józefskiego – polepszenia współżycia wszystkich narodowości na Kresach.

Aktorem Teatru Wołyńskiego w Łucku był, 15 lat starszy od Pawlikowskiego, Leopold Skwierczyński. Ich drogi życiowe będą się odtąd przecinać. „Miecio Pawlikowski, ten aktor” był szkolnym kolegą Kępskiej, zachowały się nawet ich wspólne zdjęcia, gdy podczas akademii recytują wiersze. „Bardzo popularna wśród wołyńskiego społeczeństwa była (…) Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej Państwa. Organizacja ta popierała rozwój lotnictwa” – wspominał Marcinkowski. Pierwszy kurs szybowcowy w Łucku zorganizowano w 1936 r. Wzięło w nim udział siedmiu gimnazjalistów, w tym przyszły aktor. „Gdyś człeku morowy, wal na kurs szybowcowy” – brzmiał tytuł debiutanckiego tekstu opublikowanego przez Mieczysława Pawlikowskiego w tygodniku „Wołyń” (50/1936).

„Był rok 1937. Wtedy po raz pierwszy oderwałem się na wysokość kilkudziesięciu centymetrów od ziemi. Szybowałem kilkanaście metrów. Było to przeżycie, którego nigdy już nie mogłem zapomnieć. W klapie gimnazjalisty błękitniała odznaka pilota szybowcowego. Najpiękniejszy sport moich młodzieńczych lat. Sport, bo zawodem miało być aktorstwo. Właśnie w szkole średniej połknąłem dwa bakcyle: lotnictwa i teatru. Teatr stał się profesją, lotnictwo spełnieniem żołnierskiego obowiązku w czasie II wojny światowej” – napisał Pawlikowski po latach w książce „Siedmiu z Halifaxa J”.

Latem 1937 r. Pawlikowski ukończył kurs szybowcowy a w 1939 r. zdał maturę i miał studiować w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej – ale wybuchła wojna. Portal Polishairforce podaje, że Pawlikowski nie brał udziału w kampanii wrześniowej. Z dwoma kolegami przez Słowację i Węgry przedostał się do Francji. 22 listopada 1939 r. zaciągnął się do Wojska Polskiego we Francji – do lotnictwa. Stacjonował w bazie w Lyon Bron, gdy dotarł tam Leopold Skwierczyński, aby objąć funkcję oficera oświatowego (Krzysztof A. Tochman: „Słownik biograficzny cichociemnych”, 2002).

Okazało się jednak, że „słynna linia Maginota we Francji jest starszą siostrą naszego gromkiego: +Silni, zwarci, gotowi…+” – podsumował Pawlikowski dalsze wydarzenia. Jeszcze przed upadkiem Francji wyjechał do Polskich Sił Powietrznych formowanych w Wielkiej Brytanii. W bazie RAF Eastchurch został zarejestrowany 13 marca 1940 r. Odtąd miał w RAF numer służbowy 781181, jak podaje „Lista Krzystka” tj. wykaz personelu Polskich Sił Powietrznych. Dalszy ciąg historii zawiera książka „Lotnicza Czołówka Teatralna Blackpool 1941-1946” (2003) – Skwierczyński zorganizował żołnierski teatr. Lotnicza Czołówka Teatralna debiutowała 1 lipca 1941 r. w Blackpool „Zemstą” Aleksandra Fredry, a Pawlikowski który „miał naturalny talent aktorski”, zagrał pierwszą w życiu rolę – Wacława.

Przed rozpoczęciem szkolenia bojowego, objechał Anglię i Szkocję – wystąpił w 42 przedstawieniach. Na zakończenie tournee, zespół Czołówki zaproszono na pokład M/S Batory. „Było to wielkie dla nas przeżycie. Oto po długich miesiącach bytowania na obczyźnie mieliśmy stanąć na skrawku wolnego polskiego terytorium. (…) Po bardzo serdecznym powitaniu prawdziwy polski obiad, polskie papierosy, no i zwiedzanie statku. Długo stoję przed umieszczoną na statku skrzynką pocztową. Zwykła, najzwyklejsza skrzynka pocztowa, jaką można było spotkać na każdym niemal rogu ulicy w Polsce. (…) Orzełek i napis: +Skrzynka pocztowa+ – i to wszystko… a jednak to tak wiele” – napisał Pawlikowski. W tamtym czasie drukował satyryczne felietony w dwutygodniku „Skrzydła”, piśmie żołnierzy Polskich Sił Powietrznych, wydawanym od 1941 r. w Blackpool.

13 kwietnia 1942 r. rozpoczął szkolenie w specjalności bombardiera. „Bombardier był swego rodzaju uniwersalistą. Musiał znać się na wszystkim i w razie potrzeby zastąpić każdego członka załogi: pilota, nawigatora, radiotelegrafistę” – wspominał.

We wrześniu trafił, w stopniu kaprala, do bazy, w której formowano załogi bombowców Wellington. Wiedział już, że szkolenie pilotów bombowców amortyzuje się dopiero po trzecim bojowym locie – tyle trzeba przeżyć, aby nie przynieść strat brytyjskiej koronie. Z danych brytyjskich wynika, że straty przy nalotach potrafiły wynosić nawet 10,5 proc. załóg. 27 lutego 1943 r. załoga Pawlikowskiego dostała przydział do 305 Dywizjonu Bombowego „Ziemi Wielkopolskiej”.

W tamtym okresie dowództwo Lotnictwa Bombowego RAF (Bomber Command) wdrażało nową strategię ofensywy. Wg brytyjskiego historyka Martina Gilberta zapoczątkowała ją obietnica Churchilla – dana Stalinowi – że „osaczy całe Niemcy”. Anglicy chcieli zniszczyć bombami „niemal każde mieszkanie w prawie każdym niemieckim mieście” i osłabić niemiecki potencjał gospodarczy poprzez serię nalotów na Zagłębie Ruhry. Ofensywa na „zbrojownię Rzeszy” od marca do czerwca 1943 r. objęła 21 niemieckich miast. Bombowce nad Niemcami pojawiły się w wielopiętrowych, sześciennych, długich na pięć kilometrów, szerokich na osiem i głębokich na trzy kilometry formacjach, wobec których niemieckie myśliwce były bezradne.

„O godzinie jedenastej zapowiedziano na naszej stacji +wielką, świętą wojnę+. Leci wszystko, co żyje – więc nasza załoga też” – wspominał Pawlikowski. „+Inteligentniak+, czyli brytyjski oficer wywiadu, odsłania olbrzymią mapę i mówi łamaną polszczyzną: +Proszę panów, dżysz nie ma lipy – your target for to-night is Essen!… (Wasz cel w nocy to Essen.)+ (…) Tej nocy w nalocie weźmie udział 800 maszyn. Nasz dywizjon leci w trzeciej fali. Cel zostanie oznaczony czerwonymi i zielonymi rakietami”.

Pierwszy lot bojowy Pawlikowski odbył nocą z 12 na 13 marca nad Essen – bombardowali zakłady zbrojeniowe Kruppa. „Zbliżamy się do Essen! Cel widać jak na dłoni. Wielkie morze ognia na ziemi. Nad miastem płonie olbrzymia różnokolorowa choinka, jakby jakąś niewidzialną ręką zawieszona u niebieskiego stropu”. Po tym ataku londyńskie gazety opublikowały zdjęcia zgliszczy fabryki Kruppa (Zdjęcia lotnicze robił też Pawlikowski – dokumentacja należała do jego obowiązków). „Budynki zarządu wyglądają jak puste pszczele plastry. Największa odlewnia przypomina zdjęcia lotnicze Pompejów” – opisywano. Zniszczono wytwórnię zapalników, której produkcję trzeba było przenieść do Oświęcimia. W gruzach legła fabryka wyposażenia czołgów, co o dwa miesiące opóźniło prace nad modelami Pantery i Tygrysa.

Kolejne loty Pawlikowski odbywał w 300 Dywizjonie Bombowym „Ziemi Mazowieckiej”. Latał nad Morze Północne poszukując załóg, które wodowały podczas powrotu z bombardowania Kilonii (tzw. dinghy search). Dwukrotnie pacyfikowali Duisburg, bombardowali Mannheim, minowali porty Lorient i Brest we Francji, a w nocy z 4 na 5 maja, wzięli udział w bombardowaniu Dortmundu przez 596 alianckich bombowców.

Pawlikowski znalazł się w grupie lotników, którzy odmówili bombardowania osiedli cywilnych. „Wieczorem odprawa. (…) Był tu kpt. pil. Henryk Myszkowski z załogą (jako nawigator leci z nimi dziś mjr Chrzanowski), chor. Jan Bakanacz i Miecio Pawlikowski, który dziś leci jako przedni. (…) Na salę weszło kilku oficerów wyższego stopnia, obaj dowódcy i +Inteligent+ w stopniu majora” – czytamy we wspomnieniach Jana Henryka Janczaka pt. „Podcięte skrzydła” (1976). Celem było Lens w północnej Francji, gdzie znajdowała się „fabryka, produkująca części do nie znanej jeszcze broni, przygotowywanej przez hitlerowskich uczonych. W fabryce zatrudnionych było wielu mieszkających w pobliżu Polaków. Ostrzegano ich za pomocą ulotek, by porzucili pracę w fabryce”, tym bardziej że – jak stwierdził oficer brytyjskiego wywiadu „nie była ona przymusowa”. Niektórzy z Polaków, dowiedziawszy się, że produkują części do tajnej broni, która zabijać będzie ludność cywilną, zrezygnowali, ale inni „skuszeni podwyższonymi zarobkami – bo tak odpowiedzieli Niemcy na ulotki – nie porzucili pracy” – relacjonował Janczak opowieść angielskiego majora, który miał dodać jeszcze, że „jest polecenie, aby jeden samolot zrzucił ładunek bomb na osiedle. Będzie to akcja odstraszająca i ostrzegająca (…), więc kto na ochotnika?”. „Lecimy nad fabrykę, dworzec, i to wszystko. Tamtą brudną robotę zostawcie komu innemu” – odpowiedzieli Polacy.

24 maja 1943 r. załogę Pawlikowskiego przeniesiono do 138. Dywizjonu do Zadań Specjalnych RAF – wykonywali nocne zrzuty broni, amunicji i zaopatrzenia dla ruchu oporu we Francji, Belgii i Holandii, a nawet Danii i Norwegii. Pierwszy lot Pawlikowski wykonał w nocy z 13 na 14 czerwca nad Francję. Łącznie do końca lipca poleciał nad Francję 11 razy. Nocą z 16 na 17 sierpnia 1943 r. podczas jego 29. lotu bojowego, bombowiec został trafiony przez Niemców i 7-osobowa załoga przeżyła przymusowe lądowanie „ze schowanym podwoziem, w kompletnych ciemnościach”, we wsi Arx w departamencie Landes, około 180 km od granicy francusko-hiszpańskiej. „Układamy się w kadłubie na podłodze, spadochrony pod głowami – czekamy. Są to potworne chwile, podczas których przesuwa się przed oczami film całego życia, serce ściska żal, a równocześnie jakby rezygnacja. (…) Potworne jest czekanie na zderzenie z ziemią, która Bóg raczy wiedzieć, czy nie wystrzeli w ostatniej chwili pniami drzew lub linią wysokiego napięcia” – wspominał Pawlikowski dramatyczny moment.

Po licznych perypetiach, lotnicy w ciągu 13 dni sforsowali Pireneje nogami owiniętymi w szmaty, bo ich buty nie wytrzymały trasy. Przez Andorę, okolice Barcelony, Madryt i Gibraltar, nocą z 27 na 28 października Pawlikowski powrócił do Wielkiej Brytanii. Ucieczka z okupowanego kontynentu udała się wszystkim członkom załogi. Z adnotacją „czasowo niezdolny do służby w powietrzu i na ziemi” Pawlikowski trafił do Bazy Sił Powietrznych w Blackpool – i wrócił do teatru dla żołnierzy. Gdy Skwierczyński zgłosił się na przeszkolenie w dywersji, przejął funkcję szefa, reżysera i organizatora Lotniczej Czołówki Teatralnej. Pracował też jako „redaktor i spiker polskich audycji radia BBC”.

2 lutego 1945 r. powrócił latania jako instruktor przyszłych bombardierów. Nazajutrz – 3 lutego – tygodnik polskich sił zbrojnych „Polska Walcząca żołnierz Polski na Obczyźnie” wydrukował jego wiersz-modlitwę o koniec wojny w Polsce. Pawlikowski nie miał wątpliwości, czy wrócić do Polski pod rządami komunistów. „Przed odlotem z Anglii odwiedziłem cmentarz w Newark. Jest to miejsce spoczynku polskich lotników. (…) Myślałem o tym, że chyba nie znają Ci, których tu złożono, wiecznego spoczynku. Że ta ziemia musi bardzo Ich przygniatać, że pragną, jak i my żyjący, najrychlejszego powrotu do Polski” – wspominał.

W sierpniu 1945 r. przyleciał do Warszawy. „Widziałem najbardziej zniszczone obiekty Trzeciej Rzeszy, przywoziłem własnoręcznie wykonane zdjęcia lotnicze zbombardowanych celów nieprzyjacielskich. Nie wyobrażałem sobie jednak, że tak może nie być milionowego miasta, jak wówczas nie było Warszawy” – ocenił widok z okna samolotu.

Od września 1945 r. przez dwa sezony, grał w Miejskich Teatrach Dramatycznych w Warszawie. Kolejny sezon spędził w Teatrze w Kielcach; przez krótki czas był też kierownikiem-organizatorem sceny tego teatru w Radomiu. Szybko wrócił na sceny warszawskie. Biuletyn ZAIKS-u (kwiecień 2017) podkreślił, że Mieczysław Pawlikowski był członkiem tego szczególnego zespołu Teatru Współczesnego, który Erwin Axer skonstruował w 1957 r. – i który uchodził „za jeden z najlepszych zespołów w dziejach polskiego teatru”, który dawał „znakomite, nawet legendarne przedstawienia”.

20 czerwca 1950 r. ożenił się z Ireną z Zawistowskich Brzozowską, starszym sierżantem V Oddziału Komendy Głównej AK, powstańcem warszawskim, jeńcem Stalagu IV-B Mühlberg/Elbe, która po wyzwoleniu z obozu znalazła się w 1 Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej.

Zagrał w ponad 30 filmach – największą popularność przyniosła mu rola Onufrego Zagłoby w „Panu Wołodyjowskim” Jerzego Hoffmana i serialu „Przygody Pana Michała” Pawła Komorowskiego. Stan zdrowia uniemożliwił mu kontynuację tej kreacji w „Potopie” – zastąpił go Kazimierz Wichniarz.

Mieczysław Pawlikowski zmarł w Warszawie 23 grudnia 1978 r. Spoczywa na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Iwona L. Konieczna (PAP)

Źródło: dzieje.pl