„Bukowno mam w sercu…” – z KASIĄ SZKLARCZYK, zwyciężczynią 7. edycji programu TOP MODEL POLSKA (2018), rozmawia Agnieszka Zub

Agnieszka Zub: Jak zmieniło się Pani życie po wygraniu programu TOP MODEL?

Kasia Szklarczyk: Największą zmianą jest zdecydowanie popularność, którą zyskałam, będąc w programie. Ludzie rozpoznają mnie na ulicy, proszą o zdjęcie, autograf – to jest to bardzo miłe!

Kasia Szklarczyk
Kasia Szklarczyk | Instagram

A.Z.: Jak to jest, kiedy dziewczyna z małego miasteczka trafia do wielkiego świata? Czy wyobrażenia o tym świecie pokryły się z rzeczywistością?

K.S.: Uważam, że ludziom z „małych miasteczek” niczego nie brakuje, a często mają nawet więcej wartości od ludzi z „wielkiego świata”. Na szczęście nigdy nie wyobrażałam sobie, jak to jest w tym wielkim świecie, dlatego też nic nie mogło mnie rozczarować.

A.Z.: Jak wspomina Pani pracę w programie TOP MODEL?

K.S.: Był to bardzo intensywny czas, wiele nieprzespanych nocy i dużo stresu. Jednak to wszystko teraz profituje i uważam, że udział w programie był najlepszą decyzją w moim życiu.

A.Z.: Jak pracuje się z Marcinem Tyszką? Pytam w kontekście tego, że początkowo nie był Pani przychylny…

K.S.: W programie Marcin był przede wszystkim Jurorem. Dostałam od niego wiele cennych uwag, które wzięłam sobie do serca, i dzięki temu wiedziałam, nad czym mam pracować. Po programie miałam przyjemność pracować z Marcinem trzy razy podczas kampanii Apart i całkowicie szczerze mogę powiedzieć, że z żadnym fotografem tak dobrze mi się nie współpracuje, jak właśnie z nim.

A.Z.: Czy uroda zawsze jest atutem?

K.S.: Uroda to bardzo szerokie pojęcie. Wiadomo, że modelka musi być szczupła, mieć zadbane włosy, cerę, paznokcie. Ale klienci nie zawsze szukają pięknych modelek, a raczej ze specyficzną, oryginalną urodą. Modeling to bardzo szeroka branża. Uważam, że każdy typ urody ma szansę na sukces. Wbrew pozorom, w tym świecie często od urody bardziej liczy się osobowość.

A.Z.: „Zawsze podkreślałam, skąd pochodzę i nie rozumiem ludzi, którzy wstydzą się swoich małych miasteczek! Ja tam się wychowałam i czuję się tam najbezpieczniej w świecie” – napisała Pani na swoim profilu na Instagramie, tuż po otrzymaniu nagrody Serce dla Bukowna w czerwcu tego roku. To piękne słowa…

K.S.: I prawdziwe! Ja Bukowno mam w sercu, zawsze chętnie tam wracam. Mam wiele cudownych wspomnień z czasów dzieciństwa. Często tęsknię za tym spokojnym miasteczkiem, szczególnie gdy pęd życia stołecznego daje się we znaki.

A.Z.: Obecnie studiuje Pani architekturę wnętrz. Wcześniej studiowała Pani weterynarię… Skąd ta zmiana?

K.S.: Weterynaria to był dość spontaniczny wybór, do którego nie byłam do końca przekonana. Kierowałam się moją miłością do czworonogów. Jednakże po kilku miesiącach studiowania zrozumiałam, że to nie jest moja droga. Nie czułam się szczęśliwa, spełniona. Wtedy postawiłam wszystko na jedną kartę. Spakowałam swoje rzeczy i pojechałam do Warszawy (w której zawsze chciałam mieszkać). Wybrałam architekturę wnętrz, ponieważ mam duszę artysty i milion pomysłów na minutę!

A.Z.: Co lubi Pani w sobie najbardziej?

K.S.: Jeśli chodzi o mój charakter, to empatię, determinację oraz ambitność. Z kolei w wyglądzie lubię swój uśmiech, stąd też tak często się uśmiecham.

A.Z.: Czy sukces zmienia?

K.S.: Niektórych na pewno. Ja na szczęście mam wspaniałych rodziców, którzy w dzieciństwie wpoili we mnie najcenniejsze wartości. Dzięki temu przysłowiowa sodówka nie uderzyła mi do głowy.

A.Z.: Wiem, że w wolnych chwilach lubi Pani malować…

K.S.: Uwielbiam! Ale niestety tych wolnych chwil jest ciągle mało. Gdy już się taka znajdzie, chwytam za pędzel i oddaję się pasji. Jest to dla mnie bardzo relaksujące.

A.Z.: Plany na przyszłość?

K.S.: Na pewno związane z modelingiem (planuję wyjazd do USA), ale kto wie, może jeszcze zobaczycie mnie na szklanym ekranie!

 

Źródło: Głos Bukowna nr 10/2019