Drużyna Biało-Czerwonych już w Sydney!

Polska reprezentacja weteranów poszkodowanych wylądowała już w Australii i szykuje się do udziału w Invictus Games. – W Sydney reprezentujemy Wojsko Polskie oraz Polskę – mówi płk Leszek Stępień, dyrektor Centrum Weterana, który przewodniczy delegacji. Polacy wezmą udział w igrzyskach po raz pierwszy w historii tej imprezy.

Zawodnicy wylecieli do Australii we wtorek wieczorem z warszawskiego lotniska Okęcie. Ubrani w biało-czerwone dresy i czapki z napisem „I am team Poland” wyróżniali się w tłumie pasażerów. Choć czekała ich ponad 24-godzinna podróż, humory dopisywały, bo oto po raz pierwszy w igrzyskach Invictus Games wezmą udział polscy weterani, żołnierze poszkodowani na misjach.

Oficjalne otwarcie sportowej rywalizacji odbędzie się w sobotę w operze w Sydney. Do Australii przyjedzie 500 weteranów z 18 państw, żołnierzy, którzy zostali ranni podczas służby. Zaprosiła ich fundacja Invictus Games założona przez księcia Harry’ego z brytyjskiej rodziny królewskiej. Co roku igrzyska odbywają się w różnych państwach i na różnych kontynentach (w Londynie, na Florydzie, w Toronto).

Polska delegacja liczy 42 osoby. 15 zawodników reprezentuje całe siły zbrojne. Pochodzą z jednostek i instytucji podległych Departamentowi Spraw Socjalnych, Garnizonu Warszawa i Żandarmerii Wojskowej, DO RSZ, Departamentu Kadr (WKU, WSZW oraz spoza MON) oraz z jednostek wojskowych DG RSZ. Towarzyszą im najbliżsi członkowie rodziny, a także trenerzy, opiekunowie grupy oraz lekarz i fizjoterapeuta.

– Przygotowania do startu polskich zawodników w igrzyskach Invictus Games w Sydney rozpoczęliśmy wiosną 2017 roku – mówi płk Leszek Stępień. Weterani trenowali na trzech zgrupowaniach, które odbyły się w Ośrodku Szkoleniowo-Kondycyjnym w Mrągowie. Przygotowywali się pod okiem wykwalifikowanej kadry. Jedni są po amputacjach rąk i nóg, inni przeszli ciężkie operacje. Wszyscy podjęli wyzwanie przekroczenia fizycznych ograniczeń, aby godnie reprezentować swój kraj. Udział w igrzyskach traktują jako zaszczyt i honor. Nasi zawodnicy wystartują w różnych dyscyplinach, których w większości dotychczas nie uprawiali. Zgodnie twierdzą, że start w tak wielkiej międzynarodowej imprezie był dla nich potężnym bodźcem do treningów, aby osiągnąć jak najlepsze wyniki.

Sierż. Andrzej Skrajny przyznał, że gdyby nie zaczął trenować przed Invictus Games, nie wiedziałby, ile sport może zmienić w jego życiu. Spadła waga, wzmocniły się mięśnie. – Gdy poprawiła się kondycja fizyczna, poczułem się lepiej psychicznie – mówi.


Film: st. chor. sztab. Waldemar Młynarczyk / DORSZ Combat Camera

Janek Koczar, który pracuje jako starszy dokumentalista w Wojewódzkiej Komendzie Uzupełnień w Rybniku, nie spodziewał się, że koledzy uroczyście go pożegnają, a komendant ppłk Andrzej Sygulski będzie mu życzył powodzenia w Sydney oraz zdobycia medali. – Byłem zaskoczony, że ktoś docenił mój trud, jaki włożyłem w przygotowania do igrzysk – przyznaje. W Sydney wystartuje w kilku konkurencjach: pchnięciu kulą, rzucie oszczepem, siatkówce na siedząco oraz rugby na wózkach.

– Medale nie są najważniejsze – twierdzi płk Stępień. Podkreśla, że ważne jest przesłanie, jakie towarzyszy uczestnikom zawodów: zachęcić innych żołnierzy rannych na misjach do uprawiania sportu, aby spróbowali pokonać własne słabości i wystartowali w kolejnych igrzyskach Invictus Games.

15 zawodników zapewnia, że w Sydney dadzą z siebie wszystko. Jak powiedział Tomasz Kloc (startuje w wioślarstwie halowym, siatkówce na siedząco, rzucie dyskiem i pchnięciu kulą), sięgnięcie gwiazd bywa ważniejsze, niż uchwycenie tej spadającej.

Małgorzata Schwarzgruber, korespondencja z Sydney
autor zdjęć: Team Invictus Poland

Sponsorem relacji z zawodów Invicuts Games jest Polska Grupa Zbrojeniowa.

 
Źródło Polska Zbrojna