Dumka na dwa serca…

Raisa i Józef Misztela

Dziś będzie o tym, że dla prawdziwej miłości nie istnieją granice i odległości, nie istnieją przeszkody nie do pokonania. Będzie również o przypadku lub, jak chcą inni, przeznaczeniu, zmieniającym niejednokrotnie diametralnie naszą dotychczasową rzeczywistość.

Raisa i Józef Misztelowie

Jakiś czas temu, szukając informacji na temat wykonawcy pewnej piosenki, trafiłem na mieszkającą w Polsce, a pochodzącą z Ukrainy, Raisę Misztelę. Dzięki jednemu z portali społecznościowych zostaliśmy znajomymi. Niedawno, chcąc napisać tekst między innymi o tym, co myślą o wydarzeniach na Ukrainie jej zwykli mieszkańcy, zagadnąłem do Raisy. Przy okazji rozmowy okazało się, że życie jej i jej męża Józefa to niezwykła historia. Historia o miłości Polaka i Ukrainki, która nie zdarzyłaby się, gdyby nie rzeczony przypadek albo może właśnie przeznaczenie. To także historia dwojga zakochanych, którzy o swoje szczęście musieli walczyć z… systemem komunistycznym!

raisa_jozef_misztela 3

Raisa Smorgon urodziła się w Doniecku na Ukrainie, wtedy wchodzącej jeszcze w skład ZSRR. Jako młodziutka dziewczyna Raisa była solistką w ukraińskim odpowiedniku naszych Alibabek, które tam nazywały się Promiń (Promień). Z tym zespołem koncertowała po Związku Radzieckim oraz po krajach tzw. bloku wschodniego.

raisa_jozef_misztela 4

– Największym sukcesem naszego zespołu było zdobycie w 1983 roku w Złotych Piaskach w Bułgarii Grand Prix na odbywającym się tam festiwalu – mówi Raisa.

Mąż Raisy, Józef Misztela, pochodzi ze wsi Nowinki pod Piotrkowem Trybunalskim. Gdy był dziewięcioletnim chłopcem, uległ wypadkowi. Jego dłoń mocno pokiereszowała młockarnia. Lekarzowi ledwie udało się ją uratować, ale nie wróciła już nigdy do pełnej sprawności. Mimo to po kilku latach od tego traumatycznego zdarzenia, jakby na przekór temu, co się stało, Józek został sportowcem. Konkretnie został zapaśnikiem. Pierwszym jego klubem była Piotrcovia Piotrków Trybunalski, potem była Siła Mysłowice. Trzeba dodać, że w czasach, kiedy Józef Misztela był u szczytu kariery, jego konkurentami z maty, w kategoriach 74 i 82 kg, były między innymi takie tuzy sportowe, jak: Andrzej Supron, Jan Dołgowicz czy Stanisław Krzesiński. Wspomnijmy też, że gdyby nie wypadek Józek nie zostałby sportowcem, wcześniej chciał bowiem być… marynarzem, ale wtedy nie wydarzyłaby się ta historia.

raisa_jozef_misztela 2

Jest rok 1976. Młody zapaśnik Józek Misztela wyjeżdża na zawody do Doniecka. Tym razem nie przypuszcza nawet, że przywiezie stamtąd coś więcej niż tylko medale czy statuetki za sukcesy sportowe. Pomogła mu w tym… smykałka do biznesu. Na sugestię szefowej obiektu, w którym odbywał się zapaśniczy turniej, iż chciałaby kupić jeansy dla swojej szesnastoletniej córki Raisy, „był przygotowany”. W gabinecie kierowniczki zobaczył też zdjęcie dziewczyny, ale… nie był nim zbytnio zachwycony.

– Delikatnie mówiąc, dziewczę ze zdjęcia nie zrobiło na mnie najlepszego wrażenia – wspomina.

Za to nazajutrz, wychodząc z hali po walkach, zobaczył zjawiskowo piękną młodą kobietę. To była właśnie Raisa! Zaiskrzyło. Niestety ich szczęście nie trwało długo. On musiał wracać do Polski, a Ona została w Doniecku. Nie zapomnieli jednak o sobie, bo to była prawdziwa miłość… Choć, niestety, „na odległość”. Pisali do siebie bardzo dużo listów i rozmawiali przez telefon. Józek godzinami stał na poczcie, żeby móc usłyszeć głos ukochanej. Przez trzy lata widzieli się może tylko ze sześć razy, ale to wystarczyło, by młody sportowiec poprosił Raisę o rękę.

– Józek przyjechał do Doniecka, zaprosił mnie do restauracji i oświadczył się. Ja się zgodziłam. Kiedy wróciliśmy do mnie domu, poprosił ponownie o moją rękę przy mojej mamie. I wtedy, nie wiem, jak to się stało, uciekłam do kuchni – mówi z uśmiechem Raisa.

Skonfundowany Józek nie wiedział, o co chodzi. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. A wesela były dwa: jedno w Doniecku, a drugie w Polsce. Na Ukrainie, wedle lokalnej tradycji, był nawet w gazecie anons, że: „Raisa Smorgon i Józef Misztela 4 sierpnia biorą ślub”.

– Sama uroczystość to było prawdziwe wydarzenie, ponieważ rzadko kto wtedy brał tam ślub z obcokrajowcem – mówi Raisa.

Niestety władza radziecka postanowiła dać prezent nowożeńcom i nie zezwoliła młodej mężatce na opuszczanie Ukrainy.

– To było prawdziwe piekło. Miałam męża i nie miałam… – mówi.

A kiedy się w końcu udało i przyjechała do Polski, to w jednym dniu najpierw się ochrzciła, a potem wzięli z Józkiem ślub kościelny. Oprócz ślubu mieli także i inne powody, aby się cieszyć.

– Zaśpiewałam wtedy na festiwalu w Opolu razem z Krystyną Prońko i Janem Pietrzakiem. W tym samym czasie mój mąż został mistrzem Austrii w zapasach. To były wielkie wydarzenia w naszym życiu – wspomina. – A potem zmarł mój dziadek i musiałam pojechać na pogrzeb. I nie wróciłam, ponieważ znowu mnie nie puścili.

Rozpoczęła się walka pomiędzy Józkiem a konsulatem o to, aby On i Raisa mogli być razem. I zapaśnik dopiął swego.

– W stanie wojennym mój mąż przyjechał do Doniecka i powiedział, że już nie pozwoli nikomu nas rozdzielić. Był u mnie cały miesiąc. Zaszłam w ciąże. Znowu była walka o wyjazd. Mąż wymyślił, że miał wypadek i dał mi telegram. No i nareszcie pojechałam do Polski – opowiada z przejęciem Raisa.

Niestety przyjazd do Polski to jedno, a prawo stałego pobytu w kraju nad Wisłą to drugie. Ale i na to znalazł się niekonwencjonalny sposób.

– Zbliżał się termin porodu, więc poszłam do szpitala „na niby”. Byłam w nim dwa tygodnie. To były bardzo długie dwa tygodnie. Zdrowy człowiek i szpital. Wyobrażasz sobie? Kiedy urodziła się pierwsza córka, Marlena, dostałam w końcu kartę stałego pobytu. Już było lżej. W 1986 na świat przyszła nasza druga córka, Regina – mówi Raisa.

Dzięki tej wielkiej determinacji małżonkowie mogli w końcu być razem, mogli w miarę normalnie żyć. Już w Polsce Raisa ukończyła wyższe studia i zdobyła uprawnienia tłumacza przysięgłego. Nie zapomniała też całkowicie o swoim muzycznym talencie. W 2002 roku powróciła na estradę, występując w programie telewizyjnym „Droga do Gwiazd”, w którym dotarła aż do półfinału. W tym samym roku wydała płytę „Złote przeboje Ałły Pugaczowej”. Od tego czasu dała wiele świetnych koncertów w Polsce i poza jej granicami.

– Polski rynek muzyczny jest trudny, bardzo trudno się tu wybić. Ale ja jestem niszową artystką. Mam swoich fanów. Dla mnie jest najważniejsze, żeby dawać ludziom radość, a nie lansować się za każdą cenę – podkreśla Raisa.

W 2004 roku piosenkarka zagrała epizod w filmie „Święta wojna”, natomiast w 2007 ukazał się jej pierwszy krążek pod tytułem „Panta Rei”.

– Przy tym albumie pracowało wielu znanych kompozytorów, autorów tekstów oraz producentów, np. Marcin Kindla, Jerzy Słota (VOX), Regina Misztela, Konrad Rutkowski, Anna Ignaszewska, Mirosław Breguła (Universe), Krzysztof Logan Tomaszewski – mówi piosenkarka.

Płyta jest bardzo różnorodna, mieści się w szeroko pojętym gatunku pop. Teksty przepełnione są emocjami, a aranżacje i kompozycje w połączeniu z głosem Raisy brzmią przyjemnie dla ucha. Po prostu fajna muzyka do słuchania na przykład podczas podróży samochodem.

Raisa Misztela wystąpiła również w programie Polsatu „Must be the music Tylko Muzyka”, gdzie była bardzo dobrze oceniona przez jurorów. Obecnie pracuje nad nową płytą.

A co z Józkiem? Po zakończeniu kariery zapaśniczej został trenerem, potem biznesmenem. Ciekawostką jest to, że swój ostatni pojedynek w karierze Józef Misztela stoczył z Węgrem Ferencem Kocsisem. Wygrał z nim, a potem Węgier sięgnął po mistrzostwo olimpijskie w Moskwie. Józek ukończył również studia na AWF, choć za drugim podejściem, bo za pierwszym razem odrzucono go ze względu na uszkodzoną dłoń. Obecnie pan Józef Misztela realizuje się jako człowiek biznesu. Zaczynał jako przedsiębiorca w połowie lat ’80 minionego wieku, nieco przez… przypadek.

– Spotkałem znajomego, który był piekarzem. Chciał wyremontować piekarnię, ale nie miał pieniędzy. Ja takie wsparcie mogłem mu zaoferować – wspomina Józef Misztela.

Obecnie Józef Misztela zatrudnia grubo ponad 100 osób w swoich sklepach i marketach. Za dokonania w biznesie był wielokrotnie nagradzany między innymi tytułami „Kupca roku” i innymi.

Raisa o swoim życiu z mężem mówi: „To piękna bajka. I nie chcę, żeby kiedykolwiek się skończyła”. Jedynym zmartwieniem rodziny państwa Misztelów jest sytuacja, jaka ma obecnie miejsce na Ukrainie, gdzie Raisa zostawiła rodzinę.

– Sytuacja w Doniecku jest fatalna. Ludzie boją się wychodzić z domów. Dzisiaj napadli na szkołę i na przedszkole. Tam walczą najemnicy, Czeczeńcy. Im za to płacą. Oni okradają sklepy, a ludzie tak po prostu znikają. W sklepach, które jeszcze są, brakuje jedzenia. Działają tylko targi. Moja mama cały czas płacze. A ja nie mogę jej pomóc. Ona opiekuje się chorym mężem, a są razem ze sobą już 45 lat. To jest mój ojczym. On nie chodzi, ma amputowaną nogę i jest po dwóch wylewach… – opowiada Raisa.

Może przyjdzie czas, że i na wschód od Polski będzie wreszcie normalnie. Pozostaje nam tego na koniec życzyć wszystkim Ukraińcom oraz państwu Misztela.

 

Grzegorz Turski