Iza Janachowska dla iTVN o nowym programie i ślubnej pasji

I-NIE-OPUSZCZE-CIE-AZ-DO-SLUBU-TVN

Jest dowodem na to, że pasja potrafi uczynić człowieka w pełni szczęśliwym. Nie wyobraża sobie życia bez podróży i powrotów do rodzinnego domu, bo tylko w Polsce czuje się najlepiej. Do wszystkich zawodowych wyzwań podchodzi w pełni profesjonalnie. Lubi mieć dobry plan i nawet w sytuacjach, które dla innych mogą być kryzysowe potrafi znaleźć receptę na sukces. W otwartej rozmowie dla widzów ITVN dzieli się swoimi radami dotyczącymi ślubnych przygotowań oraz przede wszystkim podpowiada, co zrobić, by uwierzyć w niemożliwe.

Jak zrodziło się zainteresowanie tematyką ślubną w Pani życiu?

Zupełnie tradycyjnie. Zaczęłam organizować swój ślub i zwariowałam, wsiąkłam w ten temat totalnie. Tematyka ślubna jest dla mnie bardzo kobieca, stwarza wiele możliwości. Nie wszystkie udało mi się wykorzystać podczas własnej uroczystości, więc szukałam okazji, aby spełnić inne swoje marzenia z tym związane.

JANACHOWSKA-TVN-CEZARY-PIWOWARSKI-3

Kiedy pojawił się pomysł na Pani bloga „Wedding Dream by Izabela Janachowska”?

Po zorganizowaniu własnego wesela ciągle myślami tkwiłam w tematach ślubnych i nie dawało mi to spokoju. Przyszedł mi do głowy pomysł, że skoro sama dla siebie nie mogłam wyprawić tysiąca uroczystości to chociażby zacznę dzielić się swoimi koncepcjami z innymi. W dzisiejszych czasach najlepszą formą komunikacji są rożne działania w Internecie, więc zdecydowałam się na bloga, choć zupełnie nie należę do osób rozeznanych w podobnych technologiach. Zależało mi, aby blog nie był przeładowany, szukałam czystej, prostej formy.

W jakich okolicznościach w takim razie powstała idea programu „I nie opuszczę Cię aż do ślubu”?

Miałam taki moment w moim życiu, że skończyłam taniec, zaczęłam pisać blog, jednocześnie zdałam sobie sprawę, że wiele lat spędziłam przed kamerą i brakuje mi tego. Bo telewizja działa trochę jak narkotyk, gdy zaistnieje się w niej już w jakiś sposób, to ciężko z tego zrezygnować. Rozwiązaniem było połączenie nowej pasji ze starą, musiałam więc zarazić pomysłem na program panią Małgorzatę Łupinę, dyrektor TVN Style. Okazało się, że stacja już wcześniej myślała o pokazaniu tematu ślubu. Byłam wniebowzięta, gdy mój pomysł na program się spodobał. Spełniło się moje marzenie – by z nową pasją wrócić do telewizji.

Blog i własny program wymagają mnóstwa pomysłów. Skąd czerpie Pani ślubne inspiracje?

Mój blog sam w sobie jest też bardziej inspiracyjny niż pokazujący stricte, jak coś zrobić, ale będziemy na pewno to rozbudowywać, bo nowości wciąż przybywa. Ja natomiast czerpię inspiracje z życia, z podróży. Gdziekolwiek nie jestem na świecie, kupuję wszystkie gazety związane ze ślubami, przeglądam je, wyciągam wnioski, próbuję również zagraniczne trendy przełożyć na Polskę. Jeżdżę też na targi ślubne, zrobiłam kurs wedding plannera w Stanach. Staram się prezentować to szerokie spektrum, aby odbiorcy byli świadomi, że jeśli tylko mają ochotę, to mogą zaszaleć. Wystarczy pamiętać, że wszystko, co wymyślimy, powinno stworzyć wspólną całość.

I.-JANACHOWSKA-TVN-CEZARY-PIWOWARSKI-1

Czy Polacy śledzą zatem zagraniczne trendy weselne?

Wydaje mi się, że rzadko. W tematyce ślubnej jesteśmy zamknięci w tradycjach, zwyczajach i nie przychodzi nam do głowy, aby coś zmienić, zrobić inaczej niż wszyscy pozostali w rodzinie. Istnieją pewne stereotypy, schematy, które każdy powiela.

Jak więc śluby wyglądają za granicą? Proszę wymienić różnice.

Są zdecydowanie bardziej spersonalizowane, wyjątkowe, niepowtarzalne i całkowicie oddają charakter nowożeńców. Chodzi generalnie o nastawienie i podejście do sprawy. Wybranie tematu przewodniego, włączenie swojego hobby, przemycenie bardzo osobistych akcentów to są te różnice. W Polsce ktoś, kto wybiera się na wesele, wie, jak ono będzie wyglądać. W pierwszej edycji programu niestety nie miałam takich osób, które byłyby na tyle odważne, żeby zaangażować na sto procent własną osobowość w ślubne przedsięwzięcie.

Czym wobec tego zaskoczy druga edycja programu?

Na pewno ludzie bardziej otworzyli się na program. Pierwsza edycja nie była dla nas łatwa pod każdym względem ani pozyskiwania uczestników, ani produkcyjnym, ani zdjęciowym, dlatego obecne zainteresowanie bardzo nas cieszy. Widzowie i uczestnicy zobaczyli, o co chodzi w programie. Dla wielu osób to jest na pewno przygoda życia. W drugim sezonie pojawiło się znacznie więcej zgłoszeń, może zdarzyć się więc, że wystąpią pary mieszane – panna młoda Polka, a pan młody – Włoch. Zetkniemy się dzięki temu z różnymi kulturami, połączymy tradycje, temperamenty. W drugiej edycji będę prezentowała trendy na dany sezon, opowiem, co jest modne i w co warto zainwestować często nie pieniądze, a czas. Ja sama, robiąc przemiany, bazuję na naprawdę minimalnym budżecie.

Do czego jeszcze ogranicza się rola ekipy programu w momencie przybycia na plan czyli dwa dni przed uroczystością?

Do skontrolowania tego, co jest, a czego nie ma, zrobienia listy z tym, o czym młodzi zapomnieli, czego nie dopilnowali. Staram się zawsze podkreślać i powtarzam – próbujcie, pytajcie, róbcie próbne fryzury oraz makijaże. Jeśli zamawiacie bukiet, zobaczcie najpierw, w jakiej stylistyce porusza się wasza florystka, popierajcie swoje wizje zdjęciami, a nie opowieściami. Moje zadanie ogranicza się do zapobiegania jak największej ilości rozczarowań tego dnia, więc im lepszy plan, tym większy spokój, że o niczym nie zapomnimy. Na godzinę przed ślubem nikt nie poprawi bukietu czy ułożenia stołów. Ja jestem oczywiście po to, żeby gasić te wszystkie pożary, niedociągnięcia.

Krótko mówiąc, nie można Pani zastąpić. Natomiast jakie niedopięte przygotowania najbardziej Panią zaskakują?

Pary mają wiele niedopiętych spraw: auto, kwiaty, dekoracje, rozsadzenie gości i z mojego punktu widzenia każde nieprzygotowanie jest niedopuszczalne (śmiech). Jednak co mnie wciąż zaskakuje to ten luz, że jakoś to będzie. Przygotowując swój ślub, na wszelkie niepowodzenia starałam się mieć gotowe wyjście awaryjne.

I.-JANACHOWSKA-TVN-CEZARY-PIWOWARSKI-2

Na co wtedy położyć nacisk, gdy nie wszystkie elementy ceremonii są do wykonania w ostatniej chwili?

Najważniejsze jest przygotowanie budżetu, do którego należy się ograniczyć, wtedy wiele kwestii organizacyjnych rozwiązuje się bez problemów. Wygląd panny młodej to też dość istotne, bo ślub będzie wspominała do końca życia. Kładłabym też duży nacisk na muzykę i to stereotyp, że dobrą zabawę generuje ilość wypitego przez gości alkoholu.

Jeśli już mówimy o gościach, to w jaki sposób reagują na obecność Pani oraz kamer?

Ogólnie wszyscy nastawieni są bardzo przyjaźnie. Już w trakcie przyjęcia goście próbują zaprosić mnie do tańca, więc mam plejadę wujków, którzy z drugim kieliszkiem wódki nabierają odwagi i muszą ze mną zatańczyć (śmiech). Cała ekipa po dwóch dniach intensywnej pracy z jednej strony jest tak zmęczona, że żadna nam zabawa w głowie. Z drugiej – to na tyle miły moment, że ciężko nam odmawiać na takie ciepłe, sympatyczne gesty okazywane oczywiście w ramach podziękowania. I trzeba podkreślić tę niesamowitą relację, która wytwarza się między mną a młodymi. Jestem na pewno obcą osobą, ale pojawiam się w najważniejszym momencie w ich życiu z pomocną ręką.

Czyli podtrzymujecie kontakt z młodymi?

Tak! Są pary, z którymi polubiliśmy się na Facebooku i wysyłamy sobie wiadomości. Dostaję np. zdjęcia z podróży poślubnych albo z sesji plenerowych.
Ceremonie ślubne i wesela mają jednak coraz mniej zwolenników. Jaki ma Pani stosunek do formalnych związków?
Uważam, że w dzisiejszych czasach ślub ma większe znaczenie niż kiedyś, gdy na taki krok decydowano się głównie dlatego, aby ze sobą zamieszkać i takie były wymagania społeczne od osób chcących stworzyć razem rodzinę. Dziś możemy robić wszystko bez ślubu, więc zawarcie związku małżeńskiego bardziej wynika z potrzeby serca, czyli mamy do czynienia z chęcią niż obowiązkiem.

Na co zwróciłaby Pani uwagę przyszłym nowożeńcom, którzy decydują się na taki krok? Pani wskazówki lub rady?

Nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę, a zaplanować uprzednio wcześniej, najlepiej zacząć dziewięć miesięcy przed, dzięki czemu można chociażby wynegocjować lepsze ceny. Ustalić budżet i starać się go trzymać. Podzielić się obowiązkami, kto i za co będzie odpowiedzialny. Może niekoniecznie zadania przydzielić tylko rodzinie, ale na przykład przyjaciółce, zaufanym znajomym, z którymi ma się dobra relację. Dostatecznie wcześnie zająć się dokumentami w urzędzie.

Narzeczeni wiele mogą dowiedzieć się dzięki Pani i programowi. Dlaczego oprócz tego warto oglądać produkcję TVN Style „I nie opuszczę Cię aż do ślubu”?

Po pierwsze, to jedyny taki ślubny format. Każdy odcinek jest zupełnie inny. Nie tylko pod względem tego, co ja robię, czyli ratowania dekoracji, pokazywania trendów, ale stanowi inną historię – nowa para, sposób w jaki się poznali, inne miasta, wsie, ludzie młodzi albo dojrzałe związki z dziećmi czy dziewczyny w ciąży. Każda z tych historii urzeka. I co najważniejsze, wszystko kończy się happy endem. Mało mamy takich pozytywnych emocji w mediach. Tutaj nawet jak młodzi czegoś nie dopilnowali, to nadal mówimy o super momencie w ich życiu. Ogromną siłą tego programu jest właśnie miłość.

Gdzie zaś i w jakiej scenerii oraz atmosferze chciałaby Pani zorganizować uroczystość przyszłym bohaterom programu?

Marzy mi się wyjść poza te schematy, czyli organizować śluby w różnych obrządkach, marzy mi się zrobienie wesela cygańskiego, żydowskiego. Bardzo cieszę się z tych łączonych tradycji, ślubów dwóch kultur, które niebawem pojawią się w programie, czyli np. polsko-włoskiego.

Jak z kolei ocenia Pani pierwsze tańce młodych par jako zawodowa tancerka?

Pierwszy taniec jest ważny, symboliczny, ale nic na siłę. Jestem świadoma trendu na wielkie choreografie. Fajnie, jeśli para poszła na kurs tańca i okazało się, że umieją tańczyć, ale jeśli nie, to w takiej sytuacji przytulaniec, pocałunki i ciepłe emocje będą bardziej przyjemne zarówno dla oglądających, jak i samych wykonujących niekoniecznie miliony piruetów. Modą, którą teraz zauważam coraz częściej staje się polonez. Każdy go potrafi, dodaje podniosły nastrój – moim zdaniem to rewelacyjna opcja!

Skoro jesteśmy już w temacie tańca. Proszę zdradzić, co obecnie dzieje się z nim w Pani życiu?

Zawiesiłam baletki na wieszak. Nie tańczę w ogóle. Na początku moje kontuzje nie pozwoliły mi na kontynuowanie sportowo-zawodowego tańca, a potem uprzykrzały już nawet występy konkursowe i telewizyjne. Nastąpił taki moment, że postanowiłam zrezygnować. Nie miałam z tańca przyjemności, a w nim ważna jest wolność. Ja z każdym krokiem zastanawiałam się, czy nic się nie stanie z moim kolanem.

Kim w takim razie dziś Iza Janachowska jest w swoich oczach?

Jestem największym krytykiem siebie. Nie lubię oglądać się w telewizji, zawsze widzę, co powinnam poprawić i nad czym popracować. Mam wrażenie, że jestem typem perfekcjonistki również podczas organizacji wesel w programie, co oczywiście działa na plus. W życiu prywatnym takie podejście na pewno motywuje, ale też sprawa, że nie zawsze czuję się w pełni zadowolona z tego, co robię, choć ogólnie należę do szczęśliwych osób (śmiech).

Od natłoku obowiązków niewątpliwie czasem trzeba odpocząć, zrelaksować się. Czym zajmuje się Pani w wolnej chwili, uciekając od zawodowej pracy, celebryckiego świata?

Bardzo dużo podróżuję i właśnie dlatego, gdy wracam do Warszawy to uwielbiam swój dom, w nim komfortowo wypoczywam i funkcjonuję. Też chyba trochę zmieniam się z wiekiem, wcześniej na pewno więcej uczestniczyłam w imprezach medialnych, teraz wolę wieczorami odpocząć, ale generalnie hiper aktywność mnie uspokaja, czyli wolę mieć plan i działać, niż siedzieć i nic nie robić (śmiech).

Często zwiedza Pani świat, zna Pani angielski, niemiecki i rosyjski. Które miejsca szczególnie Panią urzekają i dlaczego?

Różne miejsca robią na mnie wrażenie. Jeśli chodzi o miasta, bardzo dobrze czuję się w Paryżu, Berlinie, Nowym Jorku. Chyba wynika to z faktu, że często tam bywam, więc dobrze się odnajduję w tych miejscach. Do tych samych kawiarenek czy galerii chodzę wtedy na śniadanie, na obiad, na zakupy. Jednak zakątkiem, który absolutnie stanowi dla mnie raj są np. Malediwy, gdzie urzeka mnie dziewiczość, taka pustka wokół. Natomiast przez półtora roku mieszkałam w Niemczech i marzyłam o powrocie do Polski, zdałam sobie sprawę, że tak jak kocham podróżować, tak kocham wracać do domu. I jakkolwiek narzeka się na Polskę, która oczywiście ma dużo minusów, dla mnie to mój dom, tutaj czuję się u siebie. Ze swojego doświadczenia wiem już, że nie mogłabym się stąd wyprowadzić i mieszkać gdzieś poza krajem.

W jakiej dziedzinie show biznesu zamierza Pani jeszcze spróbować swoich sił? Jaki ma Pani pomysł na siebie?

Jestem osobą, która kieruje się pasjami w swoim życiu. Moją pasja był taniec i w nim zaistniałam. Teraz są nią śluby i jestem tu gdzie jestem. Nie wiem, co przyjdzie mi do głowy za jakiś czas. Choć mam wrażenie, że śluby mogę organizować do stu jeden lat (śmiech).

Zatem tego z całym zespołem iTVN Pani życzymy! Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała
Katarzyna Suchenia (ITVN)
Zdjęcia Cezary Piwowarski (ITVN)

NA PROGRAM „I NIE OPUSZCZĘ CIĘ AŻ DO ŚLUBU” ZAPRASZAMY W KAŻDĄ ŚRODĘ O GODZ. 7.00 (AEDT – MELBOURNE, SYDNEY).

Materiał ten został opublikowany na łamach Expressu Polsko-Australijskiego dzięki współpracy polskiej telewizji TVN i australijskiej firmy EuroskyMedia – jedynego oficjalnego dystrybutora Polskiej Telewizji iPTV na terenie Australii i Nowej Zelandii. Program iTVN można odbierać w Australii i NZ zakupując pakiet polskich programów telewizyjnych w EuroskyMedia. Wśród ofert programowych 12 programów telewizyjnych w języku polskim, 70 stacji radiowych po polsku, dodatkowe kanały anglojęzyczne – abonament już od $25/miesięcznie. EuroskyMedia Pty Ltd, tel: 1300 771 453, www.eurosky.com.au, info@eurosky.com.au