Jedenaste – nie osądzaj

Poniższy tekst ukazał się pierwotnie na blogu internetowym „Australopitek – zapisane do góry nogami” http://australopitek.blog.pl/jedenaste-nie-osadzaj;

Dzisiaj na poważnie. Niezmiennie ciekawi was, jak wyglądała nasza ścieżka wizowa. Obiecałam sobie, że nie będę się wdawać w dyskusje o wizach i zdania nie zmienię, więc powiem krótko, że wizy: studencka, sponsorowana i pobytu stałego to trzy etapy, przez które przeszliśmy my. Weźcie jednak pod uwagę, że przypadek każdego emigranta w Australii jest inny. Ludzie mogą tu opowiadać swoje historie godzinami, co mi osobiście kojarzy się z kredytami hipotecznymi. Jaka waluta, jaki bank, na jak długo  itp. Ale cel jest podobny – żeby mieć swój kat.

 

Nie inaczej jest z emigracją. W ogólnym pojęciu każdy emigruje w poszukiwaniu lepszego życia. Po Europie migrować jest dużo łatwiej. Nie podoba mi się tutaj? To jadę tam. Tam też źle? To przenoszę się w jeszcze inne miejsce. I tak można w nieskończoność szukać miejsca, gdzie trawa jest bardziej zielona, a ostatecznie wrócić na garnuszek rodziców, bo w końcu skądkolwiek w Europie będzie do tych rodziców blisko. Bo w Europie zawsze jakoś to będzie.

 

Piszę o tym, ponieważ przeczytałam o fali krytyki wywołanej przez Mozila, który ośmielił się zaśpiewać „Nienawidzę Cię Polsko”. Tytuł mocny i dość wymowny, przyznaję. Zwłaszcza, jeśli gość śpiewa o tym co prawda w języku polskim, ale z obcym akcentem. Chciałabym wiedzieć, czy ci, którzy opluli Mozila i posłuchali chociaż raz tego, co on sam powiedzieć chciał, a czego nie. Bo ja posłuchałam z ciekawości i złapałam się za głowę myśląc sobie jakie to prawdziwe…

 

Tam wkurzała mnie głupota, bida z nędzą, młodzi, starzy

Tu mnie wkurza, że mam wszystko, co mi tylko się zamarzy

Może czasem ten to pojmie, kto już dawno z kraju wybył

Że tam bieda jest na prawdę, a bogactwo tu na niby

Powiem wam jak się ośmielę, bo to bardzo głupi temat

Tam drażniła msza w niedzielę, tu mnie wkurza, że jej nie ma

Tu wkurzają mnie pedanci, tam wkurzały mnie niechluje

Wszystko mi się pomieszało i już nie wiem, co ja czuję

 

Takie właśnie jest oblicze emigracji dla osiemdziesięciu procent emigrantów. Tu źle i tam niedobrze:-) Tu nie chodzi o biedę, czy msze, bo to tylko przecież punkt odniesienia. W rozmowie z ambasadorem powiedziałam wprost, że sama sercem jestem w Polsce, a rozumem w Australii. Ludzie kochani, to nie jest tak, że się wyjeżdża z Polski i od razu trafia się do raju. Najczęściej najpierw trafia się do emigracyjnego czyśćca, gdzie już samo życie w oparciu o determinację weryfikuje, co by tu z delikwentem zrobić. Dotyczy to zarówno pokolenia emigrantów z lat osiemdziesiątych, jak i tych, którzy z Polski wyjechali całkiem niedawno.

 

Fajnie, bo niczego nie brakuje w sensie materialnym, nowiuteńkie auto stoi garażu, można sobie latać na zakupy do Kuala Lumpur i generalnie dużo więcej fajnych rzeczy można robić, ale to naprawdę nie wszystko. Jeżeli macie znajomych, którzy wyjechali chociażby do Londynu i po dwóch miesiącach wpierają wam, jak to w Polsce jest do bani, a zagranicą wspaniale, to im nie wierzcie. Proponuję wam odczekać kolejnych kilka miesięcy i porozmawiać z ta samą osoba raz jeszcze. Co wtedy powie? Że chodzi do polskiego sklepu, bo angielskie piwo nie takie, bo wędliny są obrzydliwe, a poza tym to do mamy nie można już ot tak wlecieć na schabowego i dziewczyny jakie brzydkie, człowieku! I wtedy się okazuje, że ta Polska nie jest taka całkiem zła, ale co… żeby od razu wracać?

 

No właśnie większość emigrantów nie wraca, a jednocześnie miota się między tam a tu, między dumą a rzeczywistością. Bo to takie antypolskie przyznać, że się nie udało. Bo co ludzie powiedzą? Bo znowu będę musiał pracować za dwa tysiące złotych. Tak, moi drodzy – tak myślą emigranci. Co zresztą nie jest bezzasadne, bo tak samo obrzuca się nas kamieniami za to, że w ogóle ośmieliliśmy się wyjechać z Polski. Zdrajcy! Czytałam komentarze o powyższej piosence i załamałam ręce. Ja też miałam momenty zwątpienia kiedy byliśmy na wizie studenckiej, nie jestem wyjątkiem – niejednokrotnie o tym pisałam.

 

Hejterom polecam spróbować emigracyjnego miodu. Jak to fajnie wspinać się po szczebelkach podczas, kiedy ktoś kto jest już na górze wali cię po paluchach i znowu spadasz…

 

Australia to nie jest nasza pierwsza emigracja, dlatego uwierzcie mi, wiem o czym piszę. Mnie na szczęście bełkot pseudo patriotów już nie rusza…

 

Emilia Wójcik

Image courtesy of Stuart Miles at FreeDigitalPhotos.net