Kościół Pokoju

Ewangelicki Kościół Pokoju w Świdnicy. Wnętrze, widok na organy. fot. Piotr Miernikiewicz/CC3

Katarzyna Podjaska

Czy wojna może przynieść coś dobrego? Historycy i socjologowie od lat dyskutują nad powodami wybuchu wojen, ich przebiegiem a także skutkami. Piszą coś o demografii, pobudzaniu gospodarki i migracji, ale ja uważam, że jedynym pozytywnym skutkiem wojny może być pokój. Podobnego zdania musieli być świdniczanie w roku 1657, kiedy to odprawiono pierwszą mszę w miejscowym Kościele Pokoju – dziś prawdziwej perle Dolnego Śląska wpisanej na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

            Wojna trzydziestoletnia trwała w Europie od roku 1618 do 1648 i przyniosła (jak to wojna) ogromne straty w ludziach – podobno w niektórych krajach I Rzeszy nawet do 50% (sic!). Na całym kontynencie europejskim zginąć miało ponad 8 milionów ludzi. Teoretycznie katoliccy Habsburgowie (jedna ze stron) zostali pokonani (choć ich wpływy w Czechach i na Węgrzech się umocniły) i na mocy traktatu pokojowego podpisanego w Münster (tzw. pokój westfalski) cesarz Ferdynand III Habsburg został zobowiązany przez Szwedów do zezwolenia ewangelikom w księstwach w Jaworze, Głogowie i Świdnicy na zbudowanie po jednym tzw. Kościele Pokoju – nazwa upamiętniała właśnie zakończenie wojny trzydziestoletniej. Niemniej Habsburgowie nie przegrywali ze spuszczoną głową – pozwolenie na wybudowanie miejsca kultu cesarz wystawił, ale dołączył do niego kilka obostrzeń: budynek nie mógł przypominać kościoła, miał być postawiony wyłącznie poza murami miasta, nie mógł posiadać wież i dzwonnicy oraz mógł być zbudowany tylko z nietrwałych materiałów takich jak drewno, piasek, słoma czy glina i dodatkowo jego budowa nie mogła przekroczyć roku. Prawdopodobnie Habsburgowie wierzyli, że wybudowanie takiej świątyni albo będzie niemożliwe, albo już na samym początku zniechęci ewentualnych budowniczych. Tak się jednak nie stało – Kościoły Pokoju stanęły we wszystkich trzech miastach Dolnego Śląska – z czego do współczesności przetrwały tylko dwa: w Jaworze i w Świdnicy (w Głogowie kościół, niestety, spłonął).

  • fot. Katarzyna Podjaska

            Podobno do budowy świątyni przyczynili się wszyscy ówcześnie mieszkający w Świdnicy ewangelicy – nawet ci najbiedniejsi mieli przynosić choćby po jednej desce. Jak można wyczytać na stronie internetowej Kościoła Pokoju: „jest (to budynek postawiony) na planie krzyża, zbudowany w technice szachulcowej (drewniany szkielet wypełniony masą z gliny i słomy)” – zgodnie z wolą cesarza użyto tylko materiałów nietrwałych.  I choć od wybudowania kościoła minęło już ponad 360 lat te nietrwałe materiały prezentują się nader wspaniale. Zresztą wpis na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO został uzasadniony właśnie w ten sposób:

            „W wyniku nakazów narzuconych przez ówcześnie panującą na tych obszarach austriacką monarchię Habsburgów, stawianie Kościołów Pokoju wymagało od budowniczych zastosowania pionierskich, kompleksowych rozwiązań konstrukcyjnych i architektonicznych, nigdy wcześniej nie praktykowanych, zwłaszcza na płaszczyźnie architektury drewnianej. Na ich zadziwiającą wyjątkowość składa się również fakt, iż pomimo powszechnego sceptycyzmu wobec trwałości i solidności wzniesionych obiektów, przetrwały one do dnia dzisiejszego. Kościoły Pokoju noszą wyjątkowe świadectwo rozwoju szczególnego rodzaju siły politycznej w dobie siedemnastowiecznej Europy, nasyconej ogromną duchową mocą i zaangażowaniem. Kościoły Pokoju w Jaworze i Świdnicy to największe w Europie obiekty sakralne zbudowane w konstrukcji szkieletowo-reglowej”

            Dziś na terenie placu Pokoju można zwiedzać nie tylko kościół ale także ewangelicki cmentarz – w XVII wieku jedyne miejsce pochówku wiernych, XVIII-wieczne dawne ewangelickie liceum (obecnie pensjonat Barokowy Zakątek http://kosciolpokoju.pl/noclegi-barokowy-zakatek/), dom dzwonnika z ogrodem lawendowym (obecnie Centrum Promocji i Partnerstwa UNESCO) oraz dom stróża (kawiarnia Baroccafe).

            Pokój to wartość bezwzględna, choć jednocześnie bardzo krucha. Kościół Pokoju w Świdnicy to oprócz zabytku i dziedzictwa kulturowego także bardzo czytelna metafora: to, że coś jest kruche, zbudowane z nietrwałych materiałów – nie oznacza jeszcze, że zostanie zniszczone – może przetrwać długie lata – wspólna praca i poczucie solidarności mogą zdziałać cuda. Obyśmy nigdy o tym nie zapomnieli…

Katarzyna Podjaska