Majeranek

Australijska kuchnia po macoszemu traktuje naszą polską przyprawę – majeranek. Robi poważny błąd, ponieważ ta niepozorna roślina jest szczególnie użyteczna pod palącym, wysuszającym słońcem rzeźbiącym na twarzy przedwczesne zmarszczki.
Majeranek ma wiele ukrytych zalet, wśród których dbałość o młody wygląd jest tylko niewiele znaczącym dla biochemii organizmu epizodem. Głównym bogactwem tej przyprawy jest rutyna, która unieczynnia wiele enzymów, np. pozbawia jadu oksydazę utleniającą witaminę C do kwasu szczawiowego. A to sprawia, że witamina ta – najważniejszy nasz antyutleniacz – działa dłużej i efektywniej. Bez współpracy rutyny z witaminą C łatwiej łapiemy infekcje, chorują stawy, niedomaga serce i szybciej pojawiają się zmarszczki, a słońce przyspiesza ten proces.
Inną zaletą majeranku jest inaktywacja hialuronidazy, enzymu rozklejającego ściany naczyń krwionośnych. Ze stałą dostawą rutyny w tej przyprawie wszystkie tętnice oraz żyły są mocniejsze, elastyczne, nie pękają – również te na twarzy i nie szpecą jej pajęczą siecią. Ubocznym efektem wielce satysfakcjonującym cały organizm, będzie brak drobnych wewnętrznych krwawień. Powinno także być zadowolone serce, ponieważ rutyna wspólnie z innymi flawonoidami usuwa z niego kwas mlekowy powstający przy każdym skurczu.

Anna Toott

zdrowystragan.blogspot.com