Mama Merkel się biesi

Marek-Baterowicz_wNagła zmiana w stosunku do fali przybyszy idących do Niemiec rozczarowała wędrujący tłum uchodźców. Wprowadzono kontrolę dokumentów już na granicy, wstrzymano pociągi, a podobne środki zastosowano w Austrii. W parę dni potem Węgrzy kończyli wznoszenie muru, bo kolczasta zapora nie okazała się skuteczna. Obok policji rozlokowano wojsko, blokując migrantom szlak do Niemiec. Nie obeszło się bez protestów i gwałtowanych starć z węgierską policją, ale ostatecznie większość uchodźców wybrała nową drogę do mamy Merkel – przez ziemie Chorwacji i Słowenii. Szturm na pociągi idące na północ był spektakularny, niektórzy „wsiadali” przez okna! Czy uda im się dostać na terytorium Niemiec? Dotychczas cała masa uchodźców szła na Bawarię, z którą kanclerz Merkel nie skonsultowała się wcześniej i w końcu Monachium i okolice są już zatkane. Zaostrzenie przepisów granicznych (a więc zawieszenie umowy Schengen) ma potrwać przez miesiąc, co dalej? Być może na prośbę władz Bawarii Berlin i EU musiały wprowadzić te obostrzenia, ale i ciocia Aniela musiała uznać, że przeholowano otwierając granice nieudokumentowanym uchodźcom. Nie bez znaczenia jest tu i gwałt dokonany na 7-letniej dziewczynce w berlińskim parku. Sprawcą tej zbrodni był jakiś przybysz z Orientu. Zdarzają się i inne ekscesy imigrantów. Wszystko to wzburzyło opinię publiczną, rząd niemiecki nie mógł więc pozostać obojętny. Naciski Pegidy – ruchu antyimigranckiego – też robią swoje, a od niedawna słyszy się, że Pegida zamierza przekształcić się w partię, a jej profil polityczny zbliżony jest do greckiego Złotego Świtu. 

Droga przez Chorwację i Słowenię niestety nie ominie Austrii, która będzie ostatnią przeszkodą na szlaku do Niemiec, aliści znowu do granic Bawarii z każdym dniem mniej przyjaznej wobec uchodźców. Dworzec w Monachium to jedno wielkie koczowisko. Pytanie czy Austriacy przepuszczą rzekę uchodźców do mamy Merkel ? Nie wiadomo, bo 15 września w Berlinie, po spotkaniu z austriackim kanclerzem Wernerem Faymannem, pani kanclerz Merkel wypowiedziała te enigmatyczne słowa: „Pilną sprawą jest, aby Grecja i Włochy przygotowały szybko punkty rejestracji uchodźców, inaczej nie będzie możliwy równy rozdział uchodźców”(!) Najwidoczniej uzgodniła już z Austrią pewne usztywnienie przyjaznej polityki wobec wędrujących tłumów, a jeśli Słowenia zamyka granice to prawdopodobnie wie, że uchodźcy utkną na granicy z Austrią, a wtedy mała republika słoweńska miałaby gigantyczny problem z masami migrantów, którzy nie zamierzają powrócić do swoich ojczyzn, a wyłącznie chcą maszerować na północ z nadzieją osiedlenia się w państwach tak bogatych jak Niemcy i Szwecja. A do wyspy Lesbos płyną nowe tysiące uciekinierów z Syrii i innych krajów Wschodu. Z Afryki płyną za to w kierunku Sycylii. Jedna z oper komicznych Rossiniego nosi tytuł „Turek w Italii” (premiera w Mediolanie w r. 1814, więc jeszcze przed Waterloo!), ale dzisiaj zapewne kompozytor przewraca się w grobie!

Na polecenie Merkel żołnierze niemieccy opuszczają koszary, pozostawiając je przybyszom zza morza, a sami będą spać w namiotach i używać polowych kuchni i łaźni. Jak wielkie serce mają dzisiaj Niemcy wobec ludów kolorowych, niegdyś traktowanych z wysoka. Tak można sądzić po decyzjach odgórnych i po apelach UE, ale przeciętny Niemiec inne ma zdanie o tak masowym napływie imigrantów. Coraz częściej dochodzi do ataków na ośrodku dla uchodźców, ilość tych ataków potroiła się w stosunku do roku ubiegłego. A problem pęcznieje z dnia na dzień, władze rekwirują nawet sale gimnastyczne w szkołach, by w nich urządzić pomieszczenia dla imigrantów, co niezbyt podoba się dyrektorom tychże szkół i samej młodzieży. Kontrowersje budzi decyzja o wykorzystaniu byłych obozów zagłady do zakwaterowaniu uchodźców. Jedynym plusem tej sytuacji jest to, że świat zobaczy, iż były to obozy niemieckie, a nie polskie jak podawano często w mediach. 

Władze Unii Europejskiej przydzielają na siłę kwoty uchodźców, jednak kraje grupy wyszehradzkiej, także republiki nadbałtyckie odmawiają ich przyjęcia, a nawet zamyślają wystąpienie z UE. Zapowiada to prezydent Słowacji Robert Fico, a Czesi i Węgrzy nie wykluczają ogłoszenia referendum co do secesji. Trudno się dziwić tym nastrojom, narody są oburzone posuniętą tak daleko ingerencją w wewnętrzne sprawy państw, ingerencją która całkowicie ignoruje ich suwerenność. 

Natomiast rząd pani premier Ewy Kopacz okazał daleko idącą uległość wobec dezyderatów UE i Niemiec i zamiast proponowanych nam 5-ciu tysięcy zgodził się na kwotę rzędu 7 tysięcy imigrantów. A może przyjmie więcej… Tym samym złamał solidarny front grupy wyszehradzkiej, ale jakie to ma znaczenie dla robotnej rusałki, która przekopała kiedyś teren smoleńskiej „katastrofy”! Kopacz woli zadowolić interesantów z UE, a kwestię repatriacji Polaków ze Wschodu traktuje lewą nogą, zwleka z ich przyjęciem, chociaż w regionie Donbasu też trwa wojna. Doszło nawet do skandalu, bo sejmowa komisja finansów – zdominowana przez PO – odebrała pieniądze dla Polaków ze Wschodu i przekazała je na uchodźców od mamy Merkel. Odebrano sumę 1 miliona 260 tysięcy złotych, a wniosek składała tu minister Piotrowska z MSW, jedna z marionetek pani premier Kopacz. Raz jeszcze ten niby polski rząd pokazał, że od repatriacji naszych rodaków żyjących na Wschodzie woli islamizację Polski.

Ostatni szczyt EU w sprawie kwot uchodźców (23.9) w Brukseli skończył się jakby polubownie, a nawet Merkel i Hollande przyznali rację Orbanowi akceptując aż pięć punktów z jego 6-punktowego planu rozwiązania kryzysu. Zgodzono się na oddzielenie uchodźców politycznych od ekonomicznych jeszcze przed granicami strefy Schengen, na stworzenie listy krajów bezpiecznych od wojny, na zwiększenie o 1% wpłat poszczególnych państw do unijnej kasy, co da 3 mld euro na ochronę granic Schengen. Następnie przyjęto pomysł nawiązania współpracy z krajami spoza UE – jak Turcja czy Rosja – w celu przezwyciężenia napływu imigrantów. Natomiast nie zgodzono się na ochronę granic Grecji pozostawiając to w gestii Aten. 

Przyjęcie tylu propozycji Orbana oznacza, że biurokraci z Brukseli, a także Niemcy i Francja zorientowały się, iż niekontrolowany najazd uchodźców – często bez żadnych dokumentów – może przynieść nieobliczalne problemy i zagrożenia dla stabilizacji i bezpieczeństwa wewnętrznego państw udzielających azylu. A rosnący opór społeczeństw niesie nawet ryzyko starć z imigrantami, które mogłyby przybrać charakter walk na kształt mini-wojny domowej. Dlatego niekontrolowany napływ uchodźców postanowiono ukrócić, co nie hamuje kolejnych fal amatorów azylu marzących o zasiłku od mamy Merkel. I nie wiadomo jak zakończy się ten wielki dramat ludów, pewną nadzieją jest nowe porozumienie kilku państw w intencji zakończenia wojny w Syrii.

Marek Baterowicz