Najważniejsza jest oświata

Najważniejsza jest oświata. Rozmowa z Andżeliką Borys, przewodniczącą Rady Naczelnej Związku Polaków na Białorusi

Przyjechała Pani do kraju na zaproszenie naszych władz samorządowych…

Najważniejsza jest oświata. Andżelika Borys
Andżelika Borys
… i Zespołu „Lombard”, któremu organizowałam koncert w Białymstoku, bo władze Białorusi nie wpuściły ich na nasze terytorium i który 35 lat temu wydał swoja pierwszą płytę. Razem ze mną przyjechali także: Andrzej Pisalnik – rzecznik prasowy naszego Związku, Iness Todryk-Pisalnik – redaktor naczelną „Głosu znad Niemna na uchodźstwie” i Markiem Zaniewskim, który zajmuje się sportem. 
Rozmawialiśmy m.in. na temat współpracy samorządowej i tegorocznych wakacji letnich dla naszych dzieci z Białorusi. Chętnych na taki wyjazd, jest jak zawsze więcej niż miejsc. Musimy więc wybierać. Koncentrujemy się głównie na dzieciach uczących się języka polskiego. Język ojczysty jest dla nas zawsze, przy podejmowaniu tego rodzaju decyzji, najważniejszy.

Czym się obecnie Pani zajmuje? Jak wygląda sytuacja w kraju, w którym działają dwa Związki Polaków – jeden działający tam nieoficjalnie, bez rejestracji i drugi oficjalny, ale nie uznawany w Polsce?

– Zajmuję się oświata i kulturą polską na Białorusi oraz wszystkim, czym można się tam zajmować. Pilotuję też współpracę z samorządami, wyjazdy dzieci na kolonie, szkolenie metodyczne nauczycieli, zabezpieczanie ośrodków nauczania języka polskiego w podręczniki i pomoce, organizację imprez dla dzieci – m.in. konkurs ortograficzny. Wywiozłam np. ostatnio dzieci – zwycięzców tego konkursu do Rzymu. Pokazałam im praktycznie jak wygląda współpraca pomiędzy naszą Polonią a rodakami we Włoszech. 
Korzystając z faktu bycia członkiem Rady Oświaty Polonijnej przy pani minister Edukacji Narodowej zorganizowałam wyjazd studyjny dla naszych dyrektorów szkół i ośrodków, w których naucza się języka polskiego do Paryża, na zasadzie wzajemnej wymiany. 
Zorganizowałam też międzynarodowe spotkanie nauczycieli z całej Białorusi, na którym zaprezentowali swoje osiągnięcia w nauce języka polskiego. Brali w nim udział pedagodzy z Grodna, Mińska, Mohylewa, Baranowicz, Brześcia itd. 

Co jeszcze?

– Organizujemy ponadto wyjazdy i szkolenia dla naszych nauczycieli. W ubiegłym roku na takie dokształcanie wyjechało blisko 140 osób – na około 200, którzy uczą na Białorusi języka polskiego. Przygotowaliśmy obchody 10-lecia naszego Związku w Warszawie, w Sejmie RP. Zorganizowaliśmy tam okolicznościową wystawę jubileuszową. Koncentrujemy się głównie na kulturze i oświacie. Jestem obecnie przewodniczącą Rady Naczelnej Związku Polaków na Białorusi. Generalnie zaś pilotuję szeroki wachlarz, stąd dzisiejsze spotkanie samorządowe w Szczecinie z prezydentem miasta, który chce nam pomóc w zorganizowaniu tegorocznej akcji letniej dla naszych dzieci. Chcemy też, aby na wakacje wyjechali nasi nauczyciele i młodzież i wreszcie działacze.

Jak wygląda możliwość zjednoczenia Waszych dwóch Związków działających aktualnie na Białorusi? Kto może wam w tym pomóc?

– Do takiego podziału doszło z udziałem władz białoruskich. Powstała organizacja bardzo pro łukaszenkowska i druga – nasza, niezależna od władz białoruskich. Może watro więc rozpatrywać wariant oficjalnej rejestracji obu organizacji, tak jak to istnieje w wielu krajach świata, gdzie działa kilka organizacji polskich czy polonijnych. Tak jest np. na sąsiedniej Ukrainie. 
Myśmy taką propozycję wielokrotnie już zgłaszali do władz Republiki Białoruś. Niech i tu istnieją np. dwa związki pod jakąkolwiek nazwą. A Domy Polskie, które w tej chwili są jeszcze na Białorusi, powinny zostać otwarte dla wszystkich. Decyzja w tej sprawie powinna zapaść ponownie. Mam tu na myśli np. Iwieniec, Szczuczyn i Lidę, gdzie wcześniej działały szkoły społeczne nauczające języka polskiego. Dzisiaj ich tam już nie ma. Do Domu zaś Polskiego w Lidzie nie są nawet wpuszczani działacze lokalnego Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Lidzkiej. Uważam, że Domy Polskie powinny służyć wszystkim i być otwarte dla wszystkich.

Wspomniała Pani o likwidacji nauki języka polskiego…

– Na dziś w Domach Polskich na Białorusi nie ma nauczania języka polskiego. Są natomiast firmy komercyjne, sklepy itd. Warto postawić więc pytanie: na ile to władzom Białorusi zależy ta takim status quo?

Najważniejsza jest oświata. Polacy na Białorusi
Zespół "Grodzieńskie Chabry"

 Co można więc zrobić?

– Niestety tego nie wiemy, możemy najwyżej się domyślać. Moim zdaniem potrzebny tu jest nacisk strony polskiej. Tylko takie działania mogą pomóc w rozwiązaniu obecnego problemu w nauczaniu języka polskiego. Uważam ponadto, że w obecnej sytuacji nie może być ani wygranych, ani przegranych. Trzeba doprowadzić, aby wszystkie organizacje miały legalny status. Trzeba w końcu doprowadzić do stanu, w którym Domy Polskie będą otwarte dla wszystkich organizacji polskich – a jest już ich na Białorusi zarejestrowanych dużo. A są to: Polska Macierz Szkolna na Białorusi, Forum Polskich Inicjatyw Lokalnych Brześcia i Obwodu Brzeskiego, Stowarzyszenie Lekarzy Polskich w Mińsku, Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe „Poloniczka”, organizacja kulturalna „Chór Cantus Cordis”, Polski Dziecięcy Zespół „Grodzieńskie Słowiki” czy polskie harcerstwo. W samym Brześciu istnieje dziś 6 zarejestrowanych organizacji. Są to m.in. różne kluby sportowe. Powtarzam raz jeszcze, warto rozważyć raz jeszcze ich dostęp do Domów Polskich, które pełniłyby wówczas funkcje centrów kulturalno-edukacyjnych.

 Kto może doprowadzić do uzyskania przez Wasz Związek legalnego statusu?

– Doprowadzić do tego tematu można wyłącznie na poziomie rządowym Polska-Białoruś. Czy takie jednak rozmowy zostaną wznowione? – trudno powiedzieć. Ostatnie były prowadzone w roku 2010 roku. Potem nie było już żadnych rozmów, bo w brutalny sposób została spałowana opozycja białoruska. Termin ich wznowienia zależy wyłącznie od strony białoruskiej. Wiele, jeśli nie wszystko, zależy tu wyłącznie od woli politycznej. Jest jednak mała nadzieja, że w obecnej sytuacji ekonomicznej, Białoruś ich ponownie nie zerwie. 
Podam przykład. W roku 2009 zabrano nam, przy pomocy milicji, Dom Polski w Iwieńcu. W tym samym czasie w Mińsku minister Sikorski podpisał umowę ze swoim białoruskim odpowiednikiem o małym ruchu granicznym, którego do dzisiaj nie wprowadzono w życie. Nie oddano nam też Domu Polskiego w Iwieńcu. 
Proponowałam wielokrotnie spotkanie okrągłego stołu, na zasadzie wzajemnej autonomii i poszanowania. Oni jednak samodzielnie takiej decyzji podjąć nie mogli. O wszystkich bowiem ich działaniach decydują władze Białorusi. I widocznie takiej zgody nie wyraziły. 

Gdzie szukacie więc sojuszników?    

– Naszymi sojusznikami są ludzie i nasi działacze, na których możemy zawsze liczyć. Budowanie struktur naszego Związku bez nich, byłoby zupełnie niemożliwe albo bardzo trudne.

A Konsulat RP i Ambasada?

– Mamy również pomoc od Ambasady RP i placówek dyplomatycznych. Generalnie jesteśmy wspierani przez rząd RP i dzięki tej pomocy możemy prowadzić swoją działalność, oczywiście najwięcej zależy od nas samych.

Najważniejsza jest oświata. Grodno panorama
Grodno

A jak wygląda Wasza współpraca z innymi organizacjami polskim w Grodnie?

– Tam gdzie można coś zrobić wspólnie, to robimy. Najważniejsza w tym wszystkim jest jednak oświata i szkolnictwo. A język polskie jest nagminnie wyrzucany ze szkół państwowych jako przedmiot. Likwidowane są także zajęcia fakultatywne z naszego języka. W tym roku zmniejszyła się o 2 tys. osób liczba uczących się polskiego. Białoruś bierze przykład z sąsiedniej Litwy, która utrudnia pracę polskim szkołom. Możemy dojść to tego, że język polski będzie nauczany na Białorusi tylko w kilku szkołach. Tak może się stać, kiedy naukę języka polskiego wyrzuci się z państwowego systemu nauczania. Na płatne kursy językowe niewielu przecież będzie stać. 
Tendencja do wyeliminowania nauki języka polskiego z systemu państwowego doprowadzić może do tego, że zostaną tylko 2 polskie szkoły – w Grodnie i Wołkowysku i kilka punktów przy parafiach katolickich. Stąd ważną sprawą jest nieustanne wspieranie oświaty, także przez polską stronę rządową. Aby ją wspierać, potrzebne są jednak decyzje polityczne i ustabilizowanie obecnej sytuacji i wzajemnych stosunków polsko-białoruskich. Szkoda, że tego nie rozumieją nasi koledzy z rządowego Związku i uważają, że wszystko jest w najlepszym porządku. Dochodzą też do nas sygnały, że w większości środowisk, w których mieszka dużo Polaków, katecheza odbywa się w języku białoruskim, a nie polskim…
Pozostaje więc nadzieja na lepszą przyszłość albo konkretne działania.

Rozmawiał Leszek Wątróbski
Zdjęcia LW