Piosenka warszawskiej Syrenki. W rocznicę Powstania Warszawskiego

Warszawska_Syrenka_agajur_w

Hej, chłopcy, bagnet na broń!
Długa droga, daleka przed nami.
Mocne serca, a w ręku karabin,
Granaty w dłoniach i bagnet na broń! 
…Hej, chłopcy, bagnet na broń!
Długa droga, daleka, przed nami trud i znój.
Po zwycięstwo my, młodzi,  idziemy na bój, 
Granaty w dłoniach i bagnet na broń! (…)     

Wiosną 1939 roku stanął nad Wisłą w stolicy pomnik warszawskiej Syrenki. Warszawiacy z miejsca zaakceptowali ten nowy pomniczek, będący jednocześnie herbem miasta, dłuta znanej rzeżbiarki Ludwiki Nitschowej. W dzień przed Syrenką spotykały się matki z dziećmi, a wieczorami wyznaczali sobie miejsca spotkań zakochani,  i nawet warszawskie gołębie nie omijające innych pomników omijały z daleka Syrenkę. Może dlatego, że w odróżnieniu od Kopernika, Mickiewicza, Księcia Pepi i dzielnego szewca – pułkownika, Imć pana Kilińskiego, Syrenka była kobietą, czy też pół-kobietą i musiała wyglądać ładnie.

Zresztą wyglądała ładnie! Stąd zastanawiano się kto do tego pomnika pani Ludwiki Nitschowej pozował i wkrótce dowiedziano się, że była to młoda, urodziwa dziewczyna, magister etnograf z Uniwersytetu Warszawskiego a także debiutująca poetka – Krystyna Krahelska.

Oczywiście młodzi, poszukujący przygód warszawiacy, najczęściej studenci, zaczęli starać się o poznanie „posągowej dziewczyny”,  a nawet gorliwiej uczęszczać na wykłady uniwersyteckie, by choć z daleka zobaczyć „pannę z pomnika”. Niestety bez rezultatu, bo albo Syrenka obdarzona ogromnym poczuciem humoru pokpiwała sobie z tych zalotów, albo znikała na całe tygodnie i miesiące w swoich rodzinnych Mazurkach w powiecie baranowickim, o których to rodzinnych stronach napisała pracę magisterską.

I co może być bardzo dziwne, ale Syrenka nigdy nie była typową warszawianką, chociaż w Warszawie studiowała i później oddała za nią swoje życie, ranna  śmiertelnie w pierwszym dniu Powstania Warszawskiego.

Krytyna Krahelska była – jak to się wtedy mówiło – typową dziewczyną z Kresów Wschodnich: wysoka, postawna, zielonooka i jasnowłosa, ubrana w samodziałowy kostium tkany w jej rodzinnych stronach lub na ludowo w haftowane bluzki. Oczywiście na tle warszawskich elegantek, hołdujących często modzie paryskiej wyglądała trochę dziwnie, ale to właśnie dodawało jej uroku. Nie uznawała także fryzjerów: czesała się gładko, z przedziałkiem pośrodku, jakby „polizana przez krowę” – jak sama żartobliwie mówiła o sobie. I taką właśnie widzimy na warszawskim pomniku. Była również niesłychanie wrażliwa na piękno przyrody, na melancholyjny pejzaż swoich stron rodzinnych, za którymi tęskniła w dużym mieście i o których pisała przepiękne listy i wiersze. Można powiedzieć, że była naturą artystyczną. Śpiewała również tak pięknie, że słuchacze bywali bardzo wzruszeni, gdyż miała silny, piękny głos, którym się swobodnie posługiwała. Śpiewała piosenki polskie i białoruskie, dumki kresowe i inne utwory ludowe. Gdy nagrała na fonograf zasłyszane białoruskie utwory obrzędowe „Kupałę”, „Leto” i inne, to nawet znawcy myśleli, że są to nagrania autentycznej śpiewaczki ludowej. 

Ja od lasu uczyłam się patrzeć,
Ja od wiatru uczyłam się śpiewać…

pisała w jednym ze swoich wierszy. Później, bo w czasie okupacji niemieckiej, często śpiewała na konspiracyjnych spotkaniach. Po prostu czuła, że jej piosenki są ludziom potrzebne. Wtedy zaczęła sama komponować i układać teksty do swoich melodii. Tak powstała smutna, lecz jakże piękna kołysanka o zakopanej broni:

Smutna rzeka, księżyc po niej pływa,
Senne dłonie chyli nad nią klon.
Śpij, dziecino, nikt się nie odzywa –
Śpi w mogiłach zakopana broń (…)

Podobnie powstała najbardziej znana piosenka, która trafiła prawie do wszystkich oddziałów partyzanckich i powstańczych:

 Hej, chłopcy, bagnet na broń!

Także Krystynie Krahelskiej przypisuje się też autorstwo lub co najmniej współautorstwo piosenki „Dziś do ciebie przyjść nie mogę” ze względu na charakterystyczny dla niej liryczny i tak bardzo piękny styl.

Lata okupacji są dla niej szczególnie trudne. Tęskniła bardzo za domem rodzinnym, za matką i ojcem, którzy pozostali daleko za Bugiem. Przekradała się wiele razy przez granicę Generalnej Gubernii aby się spotkać z rodzicami. 

Działała w konspiracji jako kurierka, łączniczka, a później sanitariuszka. Do brata, lotnika polskiego w Anglii, walczącego w dywizjonach polskich  wysyłała tajną pocztą wzruszające listy, w których opisywała wszystkie sprawy dotyczące okupacyjnego życia. Listy tak piękne, że nie są one już prywatną korespondencją, ale autentyczną literaturą. Właśnie bratu poświęca wiele przejmujących wierszy: 

„wymódl mu – mała święta Krystyno –
Moc serca i ramion,
Daj niezawodność  sterom, linkom, śmigłu
I najmocniejszy daj silnik, i najpewniejsze skrzydła,
Żeby się na nich nie zawiódł.
Mała święta Krystyno, od złych myśli, złych przeczuć

Go zasłaniaj
– tak dużo musi mieć siły do walki
I do wytrwania.
I niech go nieprzyjacielskie pociski ominą.
Módl się za Stacha, mała święta Krystyno.”

W pierwszym dniu Powstania Warszawskiego melduje się w swoim pierwszym plutonie trzeciego szwadronu dywizjonu „Jeleń” 7 pułku ułanów Armii Krajowej. 

Zostaje sanitariuszką i ze swoim plutonem bierze natychmiast udział w natarciu od ulicy Polnej na tzw. Dom Prasy przy ulicy Marszałkowskiej. Jeden z powstańców otrzymuje postrzał w głowę. Krystyna opatruje go. Pada dwóch następnych. Zdążyła ich jeszcze opatrzyć, zanim sama została trafiona trzema kulami w prawe płuco. Po nieudanym ataku pluton wycofał się w stronę Politechniki. Chciano zabrać Krystynę. Jej ostatnie słowa jednak brzmiały: „Odejdźcie! Odsuńcie się! Zostawcie mnie!”. Mimo to podchorąży „Wrzos” usiłował dźwignąć dzielną i lubiana sanitariuszkę, ale i jego dosięga pocisk. Trafiony w głowę ginie na miejscu.

Dopiero wieczorem udaje się zabrać ciężko ranną Krystynę z miejsca walki: jeszcze żyła, jednak mimo operacji i wysiłków lekarzy umarła nad ranem w drugim dniu powstania. Odznaczono ją pośmiertnie Krzyżem Walecznych. 
Tak zginęła autorka pieśni „Hej, chłopcy! Bagnet na broń!”, której twarz uśmiecha się i dzisiaj do nas z pomnika warszawskiej Syrenki.

P.S. Artykuł poświęcam byłym żołnierzom Armii Krajowej i Powstańcom Warszawskim, również tym zamieszkałym w Melbourne. Są to Henryk Dudkowski, Wiesław Fiedler, Renata Hryniewska, Zbiniew Leman, Stefan Pietrzak, Kazimierz Podkuliński, Zygmunt Świstak i tym, co niedawno odeszli już na „wieczną wartę” jak Maria Sławińska-Podkulińska pseudonim „Isia” oraz Andrzej Weiss.

Krystyna Mrozik  

wikimedia creative commons fot. agajur