Pozytywny furiat o wielkim zasobie tolerancji

Po sukcesie „Małych Gigantów” właściwie nie trzeba go przedstawiać, choć wyjątkową popularność wśród widzów ITVN zdobył już wcześniej jako niepokorny reporter „Dzień Dobry TVN”, któremu żaden temat nie straszny. Nie boi się wychodzić na ulicę i zadawać przechodniom często niewygodne pytania. Co ciekawe, a może najważniejsze: zaczepieni przez niego znienacka rozmówcy zawsze chętnie odpowiadają. Czego to zasługa? Czy z talentem do przygotowywania znakomitych reportaży z przymrużeniem oka można się urodzić? Jaki procent jego życia zajmuje praca? Co robi w wolnym czasie? Filip Chajzer opowiada o swoim fachu, a także o sobie.

Filip-Chajzer_Mali-Giganci_TVN-Grzegorz-Press9
fot.: TVN/Grzegorz Press

Filip Aleksander Chajzer (ur. 27 listopada 1984 w Warszawie) – polski dziennikarz radiowy i telewizyjny. Pracę dziennikarza zaczynał, pisząc m.in. dla „Super Expressu” i „Życia Warszawy”. Od jesieni 2009 do wiosny 2011 był reporterem serwisu informacyjnego „Stolica” w TVN Warszawa. Od maja 2011 przygotowuje relacje reporterskie dla codziennych i weekendowych wydań „Dzień Dobry TVN”. W wakacje 2014 poprowadził cztery wakacyjne odsłony tego programu „Dzień Dobry Wakacje” w duecie z Magdą Mołek, a od marca 2015 roku nowy format TVN „Mali Giganci”. W lipcu 2014 roku dołączył do zespołu Radiowej Czwórki, gdzie niezmiennie prowadzi audycję „Piątek, piąteczek, piątunio”. W 2013 otrzymał nagrodę MediaTory – konkursu organizowanego przez studentów dziennikarstwa, w kategorii „AkumulaTor”. W 2014 odebrał Wiktora w kategorii „Odkrycie Roku 2013”

Jak to jest, gdy się lubi, to co się robi?
Tak jest najlepiej, pełnia szczęścia, bo nie pracujesz wtedy ani jednego dnia tak naprawdę. Ja pracowałem tylko wtedy, kiedy pisałem dla gazety, bo za tym nie przepadałem. Nie lubiłem siedzieć w  jednym miejscu i ślęczeć przed monitorem. Ale od kiedy pojawiłem się w radiu, czerpałem samą przyjemność z tego, co robię.
Co sprawia Ci teraz największą radość w pracy reporterskiej i prezentera telewizyjnego?
To jak ludziom podoba się moja robota, gdy mam dobry feedback. Kiedy rano otwieram fejsa przy śniadaniu i dostaję naście pozytywnych wiadomości o emitowanym przed chwilą materiale, którego ja nawet nie widziałem, tylko montowałem wczoraj w nocy (śmiech). Taki jest też mój cel i cel tego programu, żeby ludzie rano obejrzeli coś, o czym potem będą mogli rozmawiać.
Czy mimo wszystko miewasz chwile zwątpienia w to, co robisz, bo np. czujesz, że materiał może być niewypałem, ale taki temat Ci zlecono? Jak reagujesz w takich sytuacjach? Starasz się rozbić mur czy odpuszczasz?
Nie ma tematów nie do zrobienia. Jak jest pozornie słaby, to po prostu trzeba go zrobić nie na 100%, a na 250% i już! Bo wtedy jest trudniej. A jak od razu idzie fajny, no to wystarczy na 100% (śmiech).
Czy coś Cię w ogóle w Twojej pracy irytuje?
Praca jest bardzo dużą częścią mojego życia i na pewno brakuje mi troszeczkę czasu prywatnego, ale staram się to wszystko wyważyć.
A nie czujesz czasem, że popadasz w monotonię, bo wałkujesz wciąż tylko reportaże?
Codziennie robię inny temat, spotykam nowych ludzi. W zeszłym roku miałem również okazję poprowadzić „Dzień Dobry Wakacje”, potem „Małych Gigantów”, więc w mojej pracy nie ma monotonii.

Filip-Chajzer_Mali-Giganci_TVN-Grzegorz-Press94
fot.: TVN/Grzegorz Press
Filip-Chajzer_Mali-Giganci_TVN-Grzegorz-Press93
fot.: TVN/Grzegorz Press
Filip-Chajzer_Mali-Giganci_TVN-Grzegorz-Press7
fot.: TVN/Grzegorz Press

Co zatem robisz, żeby być coraz lepszym zawodowo?
Praca, praca, praca i jeszcze raz praca… ciężka praca.
Czyli warto w siebie zainwestować i włożyć wysiłek, aby osiągnąć satysfakcję w pracy?
Tak. Pamiętam swoje pierwsze materiały w TVN Warszawa, gdy stacja jeszcze nie ruszyła tylko robiliśmy do puszki, a materiał w ogóle nie był przeznaczony do emisji. Wszystko, co nakręciłem wydawało mi się, że jest ok, a potem oglądałem i miałem wrażenie, że to takie ciężkie, w ogóle bez puenty. I po rozmowie z moją ówczesną szefową, która powiedziała, że tych materiałów nie wystarczy zrobić dziesięć, kilkadziesiąt tylko setki, jeśli nie tysiące, żeby dopiero załapało, zrozumiałem, że trzeba ćwiczyć.
Sugerujesz, że naturalności, którą pokazujesz w swoich reportażach, można się nauczyć?
To jaką masz osobowość, to jest jedna rzecz, ale ta praca, zrobienie materiału, reportażu czy jak to zwać, to masa, małych technicznych kroków, które składają się na całość. To jest sztuka napisania scenariusza, który nawiązuje do obrazka, ale nie w sposób bezpośredni tylko taki, że opowiada go, jednocześnie nie dopowiadając do końca, bo tak naprawdę tekst dopowiada obraz. To też sztuka montażu, bo wszystko musi być później zmontowane tak, żeby dawało efekt.
Czy myślisz o sobie dalej w kontekście większej sławy?
Sława to jest słowo dla mnie obce.
Nie zaczepiają Cię ludzie na ulicach?
Zaczepiają, ale to jest wszystko bardzo ulotne. Do tego nie można się ani przyzwyczajać, ani nawet myśleć, że to o czymś świadczy. Liczy się tylko tu i teraz. Pięć, sześć, dziesięć minut, jak masz dużo szczęścia szesnaście, a potem cześć. Absolutnie nie można się z tym w żaden sposób wiązać. Jest fajnie, ale jutro może tego nie być… i też ma być fajnie. Najważniejsze to robić swoją robotę tak, jak się umie to robić najlepiej i już!
Czytasz, co inni piszą na Twój temat?
Czytam na swoim fanpage’u, bo tutaj wrzucam różne posty, więc tak komunikuję się z ludźmi. To jest gigantyczne ułatwienie zawodowe, na które pewnie inni nie mogą sobie pozwolić, bo może nie mają takiego odbioru. Ja ludzi do reportaży znajduję przez Facebooka. Mój fanpage, który liczy 200 tysięcy osób to genialne narzędzie do research’ów. Wrzucam posta – szukam ludzi takich i takich, którzy robią to i to, jutro w Warszawie kręcę – i mam chętnych.
Ale wychodzisz przecież z kamerą i zagadujesz przechodniów z zaskoczenia?
Tak, oczywiście. Tylko że, jak robimy materiały sprecyzowane i konkretne na przykład ostatnio o przedziwnych fobiach, to ciężko liczyć na to, że na ulicy spotkamy 20 osób, które akurat będą się bały motyli, ciem, klaunów albo lalek porcelanowych. A tacy ludzie zgłaszają się właśnie przez fejsa.
W swoich reportażach podkreślasz, że dopóki sam czegoś nie przetestujesz, to nie sądzisz, żeby ludzie traktowali te materiały wiarygodnie, starasz się być bardzo precyzyjny. Czy prywatnie jesteś również takim perfekcjonistą?
Staram się być przede wszystkim ludzki i taki sam, jak w życiu – taki sam jestem przed kamerą. Chyba tak to ma działać, żeby nie odgrywać jakiejś roli. Ta osoba, którą widzą ludzie, to rzeczywiście jestem ja i podobnie wygląda to też po godzinach pracy.
Jak w takim razie określiłbyś swój charakter? Jakim jesteś typem człowieka?
Pozytywny furiat… i mój optymizm jest naturalny, mam jego świadomość. Natomiast bardzo łatwo też się denerwuję. Tkwi we mnie takie dziecko, bardzo mała rzecz potrafi mnie zdenerwować i śmiesznie wtedy reaguję.
Nie masz momentu, że rzucasz scenariuszem, mikrofonem albo wkurzasz się, bo ktoś z Twoich ludzi z Facebooka nie przyszedł, a materiał masz oddać za pół godziny na montaż?
Nie.
Przy takim natłoku zajęć i myśli, rzeczywiście trudno, aby organizm nie potrzebował odpoczynku. Pewnie zdarza się, że pęka Ci głowa. Co wtedy robisz? Czy masz jakąś odskocznię? Co Cię rozluźnia?
Rower. Uwielbiam jeździć na rowerze. Jak jest wiosna, samochód mogę odstawiać do garażu. Mam kilka rowerów, do wyboru do koloru.
Jakie tereny preferujesz? Leśne?
Nie, szosę, ale jeszcze dwa lata temu intensywnie jeździłem na góralu po lesie, a potem przerzuciłem się na cruisery czyli rowery miejskie na szerokiej oponie z długą kierownicą. I miałem jeden taki rower – świetny i bardzo wygodny. Teraz z kolei poszedłem do sklepu i okazało się, że mój rower jest jeszcze w wersji przedłużonej. Wygląda jak chopper taki wielki motor. Właśnie jadę go zaraz odebrać.
Jakie tematy krążą Ci jeszcze w głowie, które chciałbyś zrealizować?
Tematów spływa tak naprawdę kilka dziennie i mam ze sobą rozpiskę na dobre dwa tygodnie w przód. A co bym chciał? Marzy mi się coś swojego, co będzie w stanie zbudować markę na lata, ale też nagranie muzycznego przeboju lata, który stanie się hitem. Chodzi o materiał przedstawiający, jak w prosty sposób opanować wszystkie dyskoteki na Półwyspie Helskim aż po Szczecin i całe wybrzeże, dalej łącznie z Zakopanem. Chciałbym pokazać system opracowywania czegoś takiego, jak trzeba napisać tekst, ułożyć muzykę i potem komputerowo dostosować głos. Mandaryna stanowi najlepszy przykład. Nie miała pojęcia o śpiewaniu, a wystąpiła w Sopocie. I to nie jest przecież byle co.
Zatem na koniec tak pozytywnie życzę Ci nagrania wymarzonego hitu lata i realizacji swojego programu. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała 
Katarzyna Suchenia (ITVN)

Zachęcamy do oglądania „Dzień dobry wakacje” w każdą sobotę i niedzielę o godz. 16:30 (EST – Melbourne, Sydney)

Materiał ten został opublikowany na łamach EPA dzięki współpracy polskiej telewizji TVN i australijskiej firmy EuroskyMedia – jedynego oficjalnego dystrybutora Polskiej Telewizji iPTV na terenie Australii i Nowej Zelandii. Program iTVN można odbierać w Australii i NZ zakupując pakiet polskich programów telewizyjnych w EuroskyMedia. Wśród ofert programowych 12 programów telewizyjnych w języku polskim, 70 stacji radiowych po polsku, dodatkowe kanały anglojęzyczne – abonament już od $25/miesięcznie. EuroskyMedia Pty Ltd, tel: 1300 771 453, www.eurosky.com.au, info@eurosky.com.au