Przez park na bosaka

Adelajdzki Teatr Stary zaprosił nas tym razem na spacer… przez park na bosaka. Sztukę o tym tytule zaprezentowano w sobotę i niedzielę, 10 i 11 września 2016 roku w The Parks Recreation and Sports Centre, Angle Park – stałym miejscu występów Teatru Starego.
Publiczność dopisała – potrzebne były dostawki – i nie zawiodła się. Sztuka jest bardzo śmieszna i to wraz z doskonałą grą aktorów było gwarancją dobrej zabawy. Zanim napiszę więcej o przedstawieniu, krótko o autorze. 

Ale zacznę od tłumacza – jest nim Andrzej Nejman, zdolny aktor teatralny i filmowy.

A autor – Neil Simon urodzony w 1927 roku w Nowym Jorku dramaturg, komediopisarz i scenarzysta filmowy najbardziej znany jest na Broadwayu. To tam wystawiał największe swoje hity teatralne i tam ma jako jedyny żyjący, teatr swego imienia. Zresztą, grają jego dzieła na całym świecie. A zaczynał od tekstów dla radia i telewizji. Jest on autorem ponad 30 scenariuszy filmowych – głównie komedii i tyleż samo sztuk i musicali, a za scenariusz do filmu „Dziewczyna na pożegnanie” otrzymał nagrodę Golden Globe. Miał też nominacje do nagród – Oscara i Emmy.
Jako pierwsza uznanie przyniosła mu właśnie sztuka „Przez park na bosaka”, którą rozsławiły takie gwiazdy jak Robert Redford, czy Jane Fonda. Utwór choć napisany pół wieku temu, nic nie stracił na aktualności. Jest to urocza komedia romantyczna nieco w amerykańskim stylu, ale dzięki tłumaczeniu (czy scenariuszowi), odbieramy ją jako sytuację z sąsiedztwa.

Poznajemy parę młodych ludzi którzy pierwsze 6 dni małżeństwa spędzili w luksusowym hotelu, a teraz właśnie wprowadzają się do świeżo wynajętego mieszkania. I tu zaczynają się schody. I w przenośni i dosłownie. Ona roztrzepana, trochę szalona romantyczka, doskonale zagrana przez Elwirę Byrt. On stateczny prawnik i rozważny pracoholik, ujmująco przedstawiony przez Piotra Utnickiego. Młodzi skrajnie różnią się od siebie charakterami. Zaczynają się prawdziwe problemy na które często wystawione są młode małżeństwa. Dokąd te wszystkie, bądź co bądź, przeciwności losu ich zaprowadzą? Zima jest pierwszym źródłem nadciągających problemów. Okazuje się bowiem, że kaloryfer w mieszkaniu jest zimny, a w suficie jest dziura, przez którą często wpada do mieszkania… śnieg. Mikroskopijna sypialka mieści tylko małe łóżko, a dostęp do szafy jest praktycznie niemożliwy. Mebli, wanny ani nawet kuchni brak, więc trudno nazwać tę sytuację normalnością.

  • polish news, polonia, polska gazeta, wiadomości polskie w australii, polish language papers in australia

W międzyczasie poznajemy troskliwą matkę o niespełnionych marzeniach w której rolę świetnie się wcieliła Jola Ratuszyńska, a dzięki parze młodych, ona też przeżywa swoje chwile uniesienia; oraz uroczo zagranego przez Ryszarda Tytułę, szarmanckiego utracjusza i dandysa Victora Velasco. Oprócz nich rozbawia nas do łez elektromonter – niezastąpiony Bogdan Lichtański i zmordowany wspomnianymi schodami, kurier – Mariusz Sterna.

Entuzjastycznie nastawiona Maja, usiłuje uporządkować nowe gniazdko przed przyjściem Pawła. Ten zaś widząc rzeczywistość jest po prostu zawiedziony nowym lokum, dziwnymi sąsiadami i sceptyczny wobec planów Mai w stosunku do jej matki. Przezabawny  język i mimika wykonawców, co rusz zmuszały publiczność do gromkiego śmiechu i braw. Na podstawie charakterów głównych bohaterów zauważamy, że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus. W narzeczeństwie zawsze łatwiej o kompromis, szczególnie jak się ze sobą nie mieszka, za to w małżeństwie… Pomimo że sztuka pierwszy raz ukazała się w 1963 roku, temat nic nie stracił na aktualności.

A skąd taki tytuł…?

W jednym z dialogów Maja zarzuca swemu świeżo upieczonemu mężowi brak fantazji w stylu, np. spaceru po parku na bosaka. Pawła przerażają realia – za oknem panuje temperatura -20 stopni (w domu zresztą jest niewiele lepiej). W jego racjonalnym podejściu do życia, taka ekstrawagancja jest po prostu czystym idiotyzmem. A jednak w końcu decyduje się na taki  krok, wszystko aby usatysfakcjonować swoją wybrankę. Czego się nie robi dla miłości…

Całość wzorowo reżyserowała i przygotowała scenariusz, niezmordowana Elwira Byrt. Trzeba jeszcze podkreślić profesjonalne przygotowanie dźwięku i światła przez Bogdana Wiencierza i duże zaangażowanie Basi Dworak, Krystyny Gałązkiewicz i Alicji Noetzel-Pacan oraz Bożeny Szadziewicz i Olimpii Niewiadomskiej w przygotowanie przedstawienia. A scenografia z rekwizytami była zrobiona bardzo profesjonalnie. Muzyka – Daniela Plicha.
Po raz kolejny zostaliśmy uraczeni porcją pysznej zabawy i przedniego humoru. Wszystkim ludziom teatru Starego życzymy dalszych sukcesów artystycznych i satysfakcji z pracy na rzecz środowiska polonijnego.

Tekst i zdjęcia Krzysztof Deja