Sierpniowa melodia

Powstanie_warszawskie_ulica_Marszałkowska_Chruściel_w

Dom Polski Syrena rozbrzmiewający „sierpniową melodią". Z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego, której upamiętnienia w sierpniu podjął się Polski Klub Seniora prowadzony przez Edwarda Białego.

Ostatnie polskie powstanie

Opłakujemy godzinę,
kiedy się wszystko zaczęło
kiedy padł pierwszy strzał.

Opłakujemy sześćdziesiąt trzy dni
i sześćdziesiąt trzy noce
walki. I godzinę,
kiedy się wszystko skończyło.

Kiedy na miejsce, gdzie żyło milion ludzi,
przyszła pustka po milionie ludzi.

Anna Świrszczyńska

Powstanie Warszawskie było buntem przeciwko pogwałceniu wolności. Było heroicznym krzykiem rozpaczy, rozdzierającym ciszę zmowy trzech osób, decydujących o losach narodów. Ilustrowały to, wręcz obrazowały przywołane wiersze Anny Świrszczyńskiej – uczestniczki Powstania ze zbioru „Budowałam barykadę”:

Do mojej córki

Córeczko, ja nie byłam bohaterką,
barykady pod ostrzałem budowali wszyscy.
Ale ja widziałam bohaterów
i o tym muszę powiedzieć.

Budując barykadę

Baliśmy się budując pod ostrzałem
barykadę.
         

Knajpiarz, kochanka jubilera, fryzjer
wszystko tchórze.
Upadła na ziemię służąca
dźwigając kamień z bruku, baliśmy się bardzo,

wszystko tchórze –
dozorca, straganiarka, emeryt.

Upadł na ziemię aptekarz
wlokąc drzwi od ubikacji,
baliśmy się jeszcze bardziej, szmuglerka,
krawcowa, tramwajarz
wszystko tchórze.

Upadł chłopak z poprawczaka
wlokąc worek z piaskiem,
więc baliśmy się
naprawdę.

Choć nikt nas nie zmuszał,
zbudowaliśmy barykadę
pod ostrzałem.

Strzelać w oczy człowieka
Pamięci Wieśka Rosińskiego

Miał piętnaście lat,
był najlepszym uczniem z polskiego.
Biegł z pistoletem
na wroga.

Zobaczył oczy człowieka,
powinien był strzelić w te oczy.
Zawahał się.
Leży na bruku.

Nie nauczyli go
na lekcjach polskiego
strzelać w oczy człowieka.

Mieli dwanaście lat

Dwu ich poszło rozbrajać żandarma,
jeden sypnął piaskiem w oczy, drugi
do kabury skoczył po pistolet.

Tylko jeden wrócił wieczorem do mamy
Z pistoletem.

Szczeniak

Kiedy zaczął rano ustawiać w bramie
Butelki z benzyną,
Stróż kl  ął jak  wściekły.

Szczeniak
wywalił mu język do pasa.

Wieczorem przynieśli go żołnierze,
podpalił czołg.

Stróż klął już ciszej, kopiąc na podwórzu
mały dołek dla Szczeniaka.

Żołnierz mówi do generała

Chodź ze mną, generale.
Pójdziemy razem
Zdobywać  pięściami
Karabiny maszynowe i armaty.

Kazałeś mi przecież zdobywać pięściami
Karabiny maszynowe i armaty.

Byli tak bardzo młodzi i różni: uczniowie, maturzyści, studenci konspiracyjnych uczelni, harcerze, roznosiciele rozkazów i meldunków, warszawskie andrusy, inteligencka młodzież – chłopcy i dziewczęta roznoszące broń w czasie akcji, pisarze, poeci i wielu innych.

Również walczyły regularne oddziały Armii Krajowej. I te oddziały reprezentowali na spotkaniach jedni z ostatnich już byli powstańcy-żołnierze, jak: Zbigniew Leman, Zygmunt Świstak, Kazimierz Podkuliński i jego niedawno zmarła żona Maria Sławińska-Podkulińska, pełniąca w Powstaniu funkcję sanitariuszki o pseudonimie „Isia”.

Tym obecnym trzem żołnierzom w imieniu Klubu sekretarz Klubu – Stanisława Biały oraz prezes  Klubu Edward Biały złożyli rocznicowe gratulacje, a chór „Echo Polonia” prowadzony przez Dorotę i Hirka Dudkowskich zadedykował zawsze budzące wzruszenia pieśni powstańcze, jak: „Hej chłopcy, bagnet na broń”, „Pałacyk Michla”, „Warszawskie dzieci”, „O Natatlio” i inne. Szczególnie znana pieśń z repertuaru „Czerwonych Gitar” – „Biały krzyż”, którą z ogromną wrażliwością – z serca do serca śpiewając, przekazał solista chóru Hirek Dudkowski, podobnie jak przed laty, gdy równie żarliwie wyśpiewał „Żeby Polska była Polską” do słów Jana Pietrzaka.

Natomiast o tej pięknej postaci, tj. Marii Sławińskiej-Podkulińskiej, prywatnie „panienki z polskiego dworku” mówią pozostawione wzruszające wiersze, a przede wszystkim książka „Z prywatnej skrytki”, mająca obok innych cech, charakter pamiętnika, z której fragmenty o udziale autorki w Powstaniu Warszawskim przybliżyły Stanisława Biały i Elżbieta Koło.

 „Godzina W wybiła… Potem jeszcze kilka instrukcji, kilka uwag i cisza… O godzinie 16.50 założyłyśmy na rękawy naszych bluzek biało-czerwone opaski i wzięłyśmy nasze torby sanitarne. Punktualnie o godzinie 17.00 usłyszałyśmy syreny i pierwsze strzały od strony Placu Narutowicza. Stałyśmy w milczeniu i bezruchu, w głowach miałyśmy tysiące myśli… O godzinie 17.20 wyszłyśmy na ulicę, ja i moje koleżanki. Skręciłyśmy w Wawelską i pod ścianami domów szłyśmy w stronę Alei Niepodległości. Gdzieś blisko terkotał karabin maszynowy… Pobiegłyśmy szybko i pierwszy wstrząs. Pod ścianą domu leżał pierwszy ranny, młody, silny chłopak z przestrzeloną piersią. Ułożyłyśmy go delikatnie na noszach i wolno ruszyłyśmy do szpitala w Instytucie Marii Curie-Skłodowskiej. Po drodze minął nas oddział pędzących chłopców. Mieli granaty, butelki z benzyną i pistolety…

Wróciłyśmy na ulicę. Teraz już bzykały kulki karabinowe. Ludzie przebiegali chyłkiem i krykli się do bram. Od strony domu akademickiego ogień strzałów. Podobno jest tam dużo Niemców. Musiałyśmy zawrócić do Grójeckiej. Na środku jezdni, między szynami tramwajowymi, zobaczyłyśmy leżącą kobietę. Przy niej przykucnęło małe, dwu lub trzyletnie dziecko…podbiegłyśmy. Kobieta już nie żyła. Zaniosłyśmy ją na podwórze domu numer 43. Dziecko przygarnęła jakaś pani z pierwszego piętra. Płakało cicho zawodząc…

Szłyśmy pod murami domów ulicy Grójeckiej. Leżało tam trzech  rannych chłopców. Obok nich wybuchł granat. Byli strasznie poranieni. Jeden z nich miał rozpruty brzuch. Rana była zanieczyszczona wgniecionymi strzępami ubrania. Krew, wszędzie krew… Trzeba go zaraz nieść do szpitala. Ranny nie jęczał, tylko słabo oddychał. Szłyśmy, ostrożnie niosąc nosze. Straszny skurcz przeszył mu twarz. Szłam przy jego głowie. Przeraziłam się bardzo. Był blady, krople potu zrosiły mu czoło. Gdy stanęłyśmy w drzwiach szpitala, już nie żył. Pod rozpiętą koszulą na łańcuszku obok ryngrafu była mała tabliczka: Tadeusz Więckowski – „Junak”, ur. 1922.

Jak w gorączce wróciłyśmy po dwóch pozostałych. Obaj mieli poranione nogi. Było już prawie ciemno, kiedy odniosłyśmy ostatniego. Jeden z nich oddał mi swój mały rewolwer mówiąc: „Weź to i oddaj komuś z naszcych, mnie na razie nie będzie potrzebny, a im się przyda”…

W nocy nieznajomy patrol przyniósł do szpitala Jurka. Miał strzaskaną nogę odłamkami pocisku. Zanieśli go na salę operacyjną. Gdy po jakimś czasie byłyśmy znów w szpitalu, poszłyśmy odwiedzić Jurka. Był przytomny. Poprosił mnie aby mu poprawić prawą nogę, bo bardzo boli. Uniosłam w górę koc i zobaczyłam tylko obandażowany kikut. Nogę, aż powyżej kolana miał amputowaną…

3 sierpnia nasi przypuścili szturm na monopol tytoniowy na ulicy Kaliskiej. Broniło się tam kilkunastu Niemców… Nieustannie warczały karabiny maszynowe. Z dachów strzelali pojedyńczo tzw. „gołębiarze”. Chłopcy mieli granaty, butelki z benzyną, pistolety. Znalazł się też jakiś karabin maszynowy, ale stale się zacinał i psuł. Kilku naszych chłopców było rannych, dwóch zabitych.

Dzień upalny, gorąco dokuczało wszystkim. Nosiłyśmy wodę i opatrywały rannych. Tylko raz udało nam się przedostać do szpitala z rannym. Na ulicę wybiegło z mieszkań kilka kobiet. Zaczęły nam pomagać. Jedna z nich została ciężko ranna. Katarzyna, nasza koleżanka dostała serię w krzyż i straciła przytomność… Jakaś kobieta wyrzuciła nam przez okno dwa białe prześcieradła, które pocięłyśmy na bandaże scyzorykami.

Ze strony Niemców zabarykadowanych w czerwonym budynku  szedł ostry ogień. Ułożyłyśmy naszych rannych na posłaniach z worków, gdyż dopiero o zmroku można będzie ruszyć z nimi do szpitala…” itd. Itd. Itd.

Po klęsce Powstania ta „panienka z polskiego dworku” o niezwykłej wrażliwości na ludzkie cierpienie, krzywdę, upodlenie ale w tym posiadająca wręcz przeogromną wolę życia, wyzwalającą w niej takie siły, które pozwolą jej uciec z transportu śmierci jadącego do niemieckiego obozu w Oświęcimiu.

Minikoncert „Sierniowa melodia” zamknął wiersz autorki „W rocznicę Powstania Warszawskiego”:

W rocznicę sierpnia
W warszawskich ruinach, na cichym cmentarzu
Gdzie nie ma grobów, a tylko tablica
Wśród starych murów ukryta w zieleni

Lata zmyły już krew… zwyczajna ulica
W rocznicę sierpnia tu tylko przechodzień
Stanie, poduma chwilę, papieros zapali
A potem ruch normalny, jakby w łaśnie nie tu…
Minęły lata, pustka, przechodniu idź dalej.

Ileż takich grobów milczących w tym mieście?
Nie ma nawet tablic, tylko krzyż na murze
I jakąś życzliwą ręką zasadzona róża,
Ciemne, szkarłatne płatki unosi ku górze…

Szybko miną lata, róże chwast wypleni
Tablice popękają, rozpadną się płyty
I nie będzie śladów, tylko te w pamięci.
Nowe staną domy, tam gdzie mogiły…

I kiedy będziesz już dorosły, synu
Gdy przyjdzie sierpień skwarem ociężały,
Stań na ulicy, zastanów się chwilę…
I szepnij!
Cześć poległym na tym polu chwały.

Krystyna Mrozik

fot. Chruściel​. Powstanie Warszawskie, ulica Marszałkowska – Wikipedia, wolna encyklopedia