Spór o Puszczę Białowieską
 – globaliści vs lokaliści

fot. wikimedia/CC0

OPINIE

Spór o Puszczę Białowieską jest w swej istocie konfliktem między „globalistami” a „lokalistami”. Ci pierwsi uważają, że we wszystkich sprawach spornych, dotyczących ochrony przyrody, prawo i zobowiązania międzynarodowe są nadrzędne wobec ustaleń państwowych, lokalnych. Ci drudzy — odwrotnie.

Poniższy tekst niekoniecznie jest próbą obiektywnego spojrzenia na sytuację, ale wyłuszczeniem swoich racji z punktu widzenia rządu, który w tym sporze staje po stronie „lokalistów”.

Wg archiwalnych danych, powierzchnia polskiej części Puszczy Białowieskiej to 580 km². Wg nowszych, nieco więcej. Zapewne zalesiono jakieś obszary przylegające bezpośrednio do puszczy. Pomińmy je w naszych rozważaniach, w końcu są to wtórne, mało interesujące przyrodniczo uprawy leśne, na dodatek młode. Umówmy się zatem, że mamy do wypicia 580 butelek wódki. Tyle że od niepamiętnych czasów, bo od lat trzydziestych 47 butelek nie wolno wypić (Białowieski Park Narodowy). Nie wolno też pić z paru kieliszków (sieć rezerwatów poza Parkiem). 47 km² to pierwotna powierzchnia Parku. Aż przychodzą do władzy ekolodzy-postępowcy i proponują walkę z alkoholizmem: wódki wcale pić nie wolno = całość Puszczy będzie parkiem narodowym. To wywołuje wściekłość pijaków (mieszkańców Puszczy i okolic) i trudno się im dziwić. Pili od wieków. Wreszcie w 1996 roku zawarty zostaje kompromis: Park Narodowy powiększony zostaje do rozmiarów 106 km². Ze 106 butelek i kieliszków pić nie wolno. Ale nie z postępowcami takie numery. Oni nie poddają się nigdy i w skrytości ducha knują plan, któremu na imię: wszystko będzie nasze, nic się nie napijecie. Białowieski Park Narodowy od dawna uznany jest za światowy rezerwat biosfery UNESCO, co zapewnia mu niejaki, międzynarodowy status i zarząd. Ale to nie wystarcza. Z czasem UNESCO uzna za światowe dziedzictwo przyrody Puszczę Białowieską, a więc wszystkie butelki wódki. Ponadto, Puszcza Białowieska włączona zostaje do europejskiej sieci Natura 2000, co zapewni jej oświeconą opiekę Unii Europejskiej; mało tego rząd polski ogłasza moratorium na wycinkę drzew w Puszczy: nie wolno wycinać, ani nawet prowadzić cięć sanitarnych w drzewostanach 100-letnich i starszych, a „100-letnie” to takie, gdzie ilość drzew powyżej 100 lat wynosi 10 lub więcej procent na hektar. Innymi słowy: z pozostałych butelek pić wolno, ale tylko po 13-tej i z bardzo małych kieliszków, po 1 kieliszku dziennie. Zasady ochrony ścisłej wprowadzone są tylnymi drzwiami: znowu nie wolno pić wódki, mimo że tylko 106 butelek jest pod ochroną. Pijacy czują się zrobieni w balona: uczciwie dotrzymali kompromisowej umowy i zrezygnowali ze 106 butelek. Ale postępowcy nie zwykli dotrzymywać dżentelmeńskich umów, to bolszewicy. Teraz mają potężnych karbowych: UNESCO i UE.

fot. Wikimedia/CC0

Aż do władzy dochodzi PiS, a wraz z nim nadpijak Szyszko i mówi: nie tak się umawialiśmy: nie pijemy ze 106 butelek i kieliszków, ale z reszty jak najbardziej — tak i mam w nosie, co sobie o mnie pomyślicie. 1/3 nadleśnictw istotnie zostaje wyłączona z cięć sanitarnych, podobnie jak ścisłe rezerwaty przyrody, gdzie indziej tniemy.

Nauczeni kolektywnego działania i dobrej, bolszewickiej propagandy postępowcy imają się wszelkich metod, a to ekoterroryzmu (akcje Greenpeace’u), a gdy ten okazuje się mało skuteczny, fałszywego lamentu propagandowego: „zagłada Puszczy”, wreszcie wzywają na pomoc karbowych z UE.

W latach 1812-14 zawitała z wizytą do Puszczy armia Napoleona. I co zobaczyła? Gradację kornika drukarza! Nie było wtedy sztucznych zalesień świerkowych, nadmiaru roślinożerców, globalnego ocieplenia. O tym ostatnim armia francuska wkrótce się przekona. Bo mechanizm samoregulacji w naturze, choć imponujący, nie jest doskonały. 10 gatunków dzięciołów tak wtedy, jak obecnie, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, bez wolnych sobót, niczym Wincenty Pstrowski będzie „fedrować” pnie świerków, zżerając korniki i nie da rady.

Oczywiście, kornik Puszczy nie zniszczy, nawet jeśli nic nie będziemy robić. Gradacja kiedyś się skończy. Ale nie zniszczy jej również nadpijak Szyszko, nawet jeśli w 100% wykona swój plan. A zaoszczędzi to części świerkowych drzewostanów przedwczesnej śmierci.

Bo podstawowy błąd obrońców przyrody polega na przeciwstawieniu człowieka naturze: każda działalność ludzka jest przeciw naturze, dlatego należy człowieka od natury odseparować. Tymczasem, jest zupełnie inaczej: każda działalność człowieka jest jednocześnie i ochroną i użytkowaniem zasobów naturalnych. Natura istnieje wszędzie: i w puszczy i w sadzonym, sosnowym lesie. Po roślinności runa poznajemy, czy jesteśmy w borze suchym, borze wilgotnym mieszanym, czy w lesie świeżym. Natura obecna jest nawet w polu ornym, inne chwasty rosną w życie, inne w kartoflach, nawet na tej samej glebie. Możemy przez wiele pokoleń użytkować las gospodarczo i zachować wiele jego naturalnych walorów (nie wszystkie). To, czy jakiś fragment zamierzamy chronić, wykorzystywać umiarkowanie lub intensywnie zależy od nas i naszych potrzeb. I możliwości: zdarza się, że jesteśmy bezradni.

Nadpijak Szyszko był zdecydowanym zwolennikiem ochrony wilka, gdy jego populacja była w Polsce mała i nie waha się strzelać do wilków, gdy jest ich na tyle dużo, że zaczynają zżerać owce rolnikom. Zapomnieliśmy o podstawowym Bogu wszelkiego, praktycznego działania, któremu na imię zdrowy rozsądek. Puszcza to nie tylko przyroda, ale i ludzie Puszczy, którzy ją znają, a nie tylko swoim istnieniem zagrażają. Kiedy nadpijak Szyszko mówi o odrodzeniu bartnictwa, to daje propozycję sensownego życia w Puszczy ludziom Puszczy. To samo dotyczy myślistwa. I zakazu strzelania do zwierząt w rezerwatach. A jeżeli z tym wiążą się jakieś dochody, to czemu nie? Tutaj też odpowiedzią jest zdrowy rozsądek: kiedy polować, kiedy chronić i jak zachować to w stanie jakiej-takiej równowagi…

Jerzy Gawin