„TAZ” donosi z Wrocławia: Nadodrze jak Kreuzberg

wroclaw
Wroclaw

Lewicowy, niemiecki dziennik „Tageszeitung” publikuje reportaż z Wrocławia, który szykuje się do roli Europejskiej Stolicy Kultury 2016.

Reporter Uwe Rada zwiedza ulice Wrocławia – nazywanego w artykule uparcie „Breslau” – dostrzegając wszędzie ślady historii miasta. Opowiadają też o niej sami wrocławianie, m.in. Wiola Wojnowska, która za 2 mln euro kupiła na Pl. Solnym kamienicę należącą przed wojną do żydowskiej rodziny Oppenheimów. Rewitalizacja zabytku kosztowała kolejne 2,5 mln euro. – Będziemy dzięki temu mieć tu miejsce, które jest częścią historii i kultury tego miasta – mówi właścicielka.
Rewitalizacja tej akurat kamienicy to tylko fragment większego planu, wspieranego przez samorząd. – Wrocław ma w końcu wskoczyć do pierwszej ligi miast europejskich. Chodzi o to, by to byłe niemieckie miasto stało się polskie, ale i o Europę. Bo to do niej należą oba miasta – i to z przeszłości , i obecne – mówi reporterowi „TAZ” prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz.

Nadodrze jak berliński Kreuzberg

wroclaw przed wojna
Wroclaw przed wojna
„We Wrocławiu opowiada się historię tego europejskiego miasta, wychodząc od jego mieszkańców” – pisze „TAZ”, która wspomina i żydowskich mieszkańców Wrocławia, i wojnę, i jej skutki, którymi były m.in. przesiedlenia Polaków. Także zmianę charakteru niektórych miejsc, m.in. Nadodrza, które w czasach PRL było jedną z najbardziej niebezpiecznych części Wrocławia. „Miasto długo zaniedbywało tę dzielnicę, rewitalizacja zaczęła się w 2009 roku. Dziś Nadodrze to 30 galerii sztuki i wielu nowych, młodych mieszkańców. Niektórzy porównują je z Kreuzbergiem” – czytamy.
„TAZ” wspomina też o innych miejscach i symbolach Wrocławia, które kojarzą się z tym miastem i stały się częścią jego dorobku kulturowego, m.in. o Pomarańczowej Alternatywie, kultowym mlecznym Barze Barbara, wystawach i imprezach kulturalnych, życiu studenckim w mieście.
Ale Europa to przecież coś więcej niż event i wrocławianie zwracają na to uwagę. – Europejska Stolica Kultury przypomina trochę sklep, w którym kupuje się imprezy. Ważne, by wszystko było ładnie opakowane i pokazane na wystawie. Potem interes się zwija i przenosi do innego europejskiego miasta – podsumowuje projekt Krzysztof Kopka, reżyser teatralny. Są też pozytywne głosy. – Po 2016 nadal chcemy być mostem między Warszawą a Berlinem – mówi Wiola Wojnowska.

Opr. Monika Margraf

dwlogo-print