W 300–lecie śmierci Ludwika XIV

W tym roku mija 300 lat od śmierci Króla Słońce, powalonego zabójczą gangreną nogi. Po wielu tygodniach cierpień – nie pomogła woda z chininą, ani mleko z oślicy! – Ludwik XIV wyzionął ducha błagając Boga o sukurs a – w chwilach przytomności – recytując wraz z zakonnikami i księżmi słowa modlitwy

Zgasł rankiem 1 września 1715 roku, „bez wysiłku, tak jak gaśnie świeczka” – zanotował markiz de Dangeau. W ostatniej godzinie nie towarzyszyła mu morganatyczna małżonka, Madame de Maintenon, dyskretnie usunęła się z dworu dwa dni wcześniej do Saint-Cyr, trochę obrażona, bo król wyraził nadzieję, iż zważywszy jej wiek ma nadzieję ujrzeć ją niedługo! Długie regnum dobiegło końca: Ludwik XIV panował 72 lata i sto dni! Lud najwidoczniej odczuwał potrzebę zmiany, po Francji krążyły pamflety z mało wytwornymi epitetami („bankrut”, „złodziej ludu”), które dobitnie świadczyły że sędziwy „faraon z Wersalu” nie był dla Francuzów – przynajmniej dla plebsu – żadną świętością. 

Louis_XIV_1648_Henri_Testelin
Louis XIV, 1648 foto. wikimedia/commons
Jest zagadką, że monarcha – który odcisnął takie piętno w dziejach Francji i Europy – przyszedł na świat nieomal cudem – po 22 latach oczekiwania na następcę tronu w powikłanych stosunkach matrymonialnych między Anną Austriaczką (de facto Hiszpanką, siostrą Filipa IV) a Ludwikiem XIII. Ich ślub – zawarty w r. 1615 – był następstwem politycznej gry między Paryżem a Madrytem, a oblubieńcy byli jeszcze dziećmi, oboje kończyli dopiero lat czternaście! Ich noc poślubna, skonsumowana pod presją obyczaju, poraniła ich psychikę do tego stopnia, że przez cztery lata unikali wspólnej sypialni. Oto jakie skutki może wywołać przedwczesny seks, nawet na królewskich dworach. Małżeńskie współżycie Anny i Ludwika XIII pozostaje dość enigmatyczne dla badaczy, w roku 1622 królowa poroniła. Od 1625 r. monarsza para żyła w separacji. Podobno kochankiem królowej był jej szwagier Gaston d’Orléans, także markiz de Montmorency, ścięty w r. 1632. A w r. 1631 królowa znowu poroniła. Różne plotki starano się zatuszować, a zwłaszcza te, które dotyczyły okresu przed połogiem w roku 1638. Ludwik XIV przyszedł na świat 5 września 1638 roku, mógł być owocem kolejnego zbliżenia między małżonkami po dłuższym okresie abstynencji. Ale krążyły plotki i śpiewano kuplety, że ojcem przyszłego Króla Słońce był kardynał Richelieu, potem że Mazarin. Ojcem mógł też być nieślubny syn Henryka IV Antoine de Bourbon, urodzony w 1607 r. ze związku z hrabiną Jacqueline de Moret. Ojcostwo kardynała zresztą odpada, bo w latach 1636–1639 Mazarin przebywał w Rzymie. Inne hipotezy to Rantzau, Créqui, Rochefort, Montemart. A w r. 1693 w Kolonii ukazało się dziełko „Miłostki Anny Austriaczki z panem C.D.R, prawdziwym ojcem Ludwika XIV” – czyli z hrabią de la Rivière, ściągniętego na dwór w celu prokreacji podobno przez samego kardynała Richelieu! Późniejsze badania wskazały na przewagę cech włoskich w fizjonomii, choć po matce Ludwik XIV dziedziczył cechy hiszpańskie z domieszką krwi Habsburgów. Wszystkie te hipotezy francuscy historycy umorzyli, aby nie wystawiać na szwank legalności sukcesji: tron Francji był niepodważalnym tabu i jako taki nie mógł podlegać rewizji na forum europejskim. I jeszcze jedno: w tamtej epoce połóg odbywał się w asyście dworu, świadkami narodzin Ludwika XIV było wiele osób. Wspominam o tym, by wykluczyć bajkę o bracie bliźniaku, którego rzekomo Król Słońce trzymał w Bastylii, a co z takim talentem opisał Dumas. Ów tajemniczy więzień w „żelaznej masce” (w istocie w masce z weluru) był traktowany dobrze, co by świadczyło o jego wysokich koligacjach. Jadał na porcelanie i chodził w jedwabiach. Nigdy nie ustalono jego tożsamości, pochowano go pod nazwiskiem Marchiali, co może sugerować, iż był nim włoski hrabia Matthioli więziony od 1679 roku. Sprawę komplikuje jednak fakt, że Matthioli zmarł około 1695 r., a Marchiali w r. 1703. A może więzień w masce z weluru był… ojcem Ludwika XIV? I trzymano go pod kluczem, aby nigdy nie zdradził tego sekretu stanu? A może tajemniczym więźniem był niejaki Marc de la Morelhie, który w papierach swego teścia znalazł sekretny raport z pośmiertnej autopsji Ludwika XIII? Fatalną notę o bezpłodności króla Morelhie zaniósł do ministra policji, co było niewybaczalnym błędem… Tym bardziej, że Anna Austriaczka powiła (21 września 1640 r.) drugiego syna, przyszłego Filipa d’Orléans! Czy i tym razem należało snuć hipotezy? W tym okresie królowa była w zażyłych stosunkach z kardynałerm Mazarin, którego kiedyś przedstawił jej kardynał Richelieu (zmarły w 1642) tymi słowy: „Myślę, że przypadnie do gustu Waszemu Majestatowi, bo przypomina Buckinghama!” (vide: Guy Breton, „Histoires d’amour de l’Histoire de France”, str. 336 ).

Sporo miejsca zajęły nam te kwestie, a wypada jeszcze wspomnieć reakcję monarchy na narodziny potomka dynastii. Król w milczeniu spojrzał na niemowlę i odszedł nie uściskawszy Anny Austriaczki, która popadła w melancholię, a dwór w osłupienie. (G.Breton, idem, str. 329). Zachowanie Ludwika XIII wzbudziło wiele podejrzeń co do jego ojcostwa i wywołało pierwsze domysły, przedstawione potem w licznych broszurach.

Gdy Ludwik XIII zmarł (1643), następca tronu miał zaledwie 5 lat i Francję czekały lata regencji, a także zamieszek okresu Frondy, buntu książąt i Paryża. W tych burzliwych latach nawą monarchii sterowała Anna Austriaczka z pomocą kardynała Mazarin (gdy nie musiał usuwać się w cień pod presją Frondy), a czasem i księcia Condé, lawirując między frakcjami, a nawet uchodząc z Paryża do Saint-Germain. Z tą ucieczką wiążą się najbardziej traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa Ludwika XIV. Zbudzono go nocą z 5 na 6 stycznia 1649 r. (miał więc zaledwie 10 lat) i ubrano, podobnie jak i jego młodszego braciszka, a marszałek de Villeroy wyprowadził ich w mroźną noc do karety. Stary zamek w Saint-Germain był nieumeblowany, niektóre okna nie miały szyb, spano na słomie kupionej za słoną cenę. Polowe łóżka przeznaczono tylko dla Anny Austriaczki, kardynała i obu synów królewskich. Tej ucieczki Ludwik XIV nie zapomni, później wywoła u niego skłonność do absolutyzmu, aby w zarodku tłumić wszelkie przejawy feudalnych spisków i rewolty mieszczan czy plebsu. Pod tym względem był też pojętnym uczniem kardynała Mazarin, który do końca swych dni miał wpływ na polityką młodego króla. 

W r. 1651 obchodzono uroczyście w Paryżu pełnoletność Ludwika, kończył 13 lat. W dwa lata potem już ukuto ów słynny przydomek Króla Słońce, gdy podczas baletu (do libretta I.de Bensérade) śpiewano:
…Le Soleil qui me suit est un jeune Louis
(Słońce, co za mną podąża to młody Ludwik )
Młody król miał być gwiazdą rozpraszającą mroki, sam zresztą tańczył w tym balecie imponując gracją i sylwetką (mierzył 1,84 cm wbrew innym źródłom), a balet wystawiono pięciokrotnie. 

Koronację w katedrze w Reims celebrowano jednak dopiero 7 czerwca 1654 r., bowiem wcześniej istniało zagrożenie ze strony Hiszpanów w tym regionie. Od lat trwała wojna z Filipem IV mimo świetnego zwycięstwa pod Rocroi w r. 1643, którym Francuzi obalili mit niezwyciężonej armii hiszpańskiej. Po namaszczeniu świętymi olejami i włożeniu korony Karola Wielkiego, Ludwik XIV rozpoczął formalnie panowanie. W katedrze w Reims w obecności królowej matki, królowej Anglii – wdowy po Karolu I –, ambasadorów, parów Francji i książąt Kościoła ucałował klęcząc miecz cesarza Charlemagne. Kardynał Mazarin siedział osobno niczym architekt ceremonii. 

Te i inne wydarzenia z panowania Ludwika XIV przedstawia doskonała biografia króla, której autorem jest Jean-Christian Petitfils. Wydana w r. 1995 jest zarazem wnikliwą panoramą epoki. Natomiast polski czytelnik powinien przede wszystkim zapoznać się z „Pamiętnikami” Saint-Simona (ich przekład ukazał się w r.1961 w PIW-ie), gdzie wiele rozdziałów poświęconych jest Królowi Słońce. Wagę tych szczegółowych nieraz wspomnień podkreśla to, że książę Saint-Simon przebywał długie lata na dworze Ludwika XIV. Wyczuwa się niezwykłą obiektywność jego relacji, a obraz króla daleki jest od panegiryku, poczynając od jego lat młodzieńczych po opis agonii. 

„Wrodzone zdolności miał mniej niż przeciętne. Był jednak w stanie wykształcić je, oszlifować… otaczały go umysły wybitne w każdej dziedzinie. (…) Rzec można, iż urodził się po to, by nosić majestat. Wyróżniał się wśród wszystkich jak królowa wśród pszczół. Wzrost, postawa, wdzięk, uroda, wspaniały wyraz twarzy, który pozostał mu nawet wtedy, gdy piękno znikło, wyróżniały go do samej śmierci…” („Pamiętniki”, tom 1, str.39-40).
Co najmniej dwa rozdziały mówią o cechach charakteru Ludwika XIV, a inny jeszcze osobno omawia rozrzutność królewską. Saint-Simon obnaża słabostki króla, a nawet jego skryte przywary. A czyni to z talentem psychologa, który analizuje czyny Króla Słońce w kontekście dworu i jego doradców pojących go trucizną pochlebstw: „…polityką jego ministrów, którą go osaczyli, i dla własnej wielkości, potęgi i fortuny upoili go jego władzą, wielkością i sławą. Jeśli nie udało im się zagłuszyć w nim do szczętu wszelkiej dobroci, sprawiedliwości i danej mu od Boga chęci poznania prawdy, to przynajmniej uczynili go niemal nieczułym i bezustannie przeszkadzali mu korzystać z tych cnót, czego ofiarą padł on sam i całe królestwo. Z tych to źródeł dziwnych i trujących zrodziła się w nim owa pycha, (…) a gdyby nie lęk przed szatanem, który mu Bóg pozostawił nawet w najgorszych jego grzechach, byłby się kazał ubóstwiać i znalazłby bałwochwalców. Świadczą o tym jego pomniki (…) na przykład jego statua na placu Zwycięstwa. Byłem przy jej pogańskim poświęceniu, widziałem jaką rozkosz mu ona dała. Z tej pychy przyszło wszystko inne, co go zgubiło” („Pamiętniki”, tom I, str.45)

Pióro Saint-Simon’a jest niczym bezlitosny skalpel, ale zawsze obiektywny i to w każdym aspekcie królewskich poczynań. Jednym zdaniem potrafi też oddać gradację preferencji Króla Słońce jak np: „Stąd to pragnienie sławy, które odrywało go chwilami od miłostek”. Niewątpliwie listą oficjalnych metres, krótszych związków i przelotnych kochanek często na jedno popołudnie (mówiono wtedy, że król jest „chez les dames” czyli u pań) Ludwik XIV pobił rekord romansów Henryka IV, który nie był wcale umiarkowany. Sporo dzieł o tym wydano, a nie tak dawno o kobietach w życiu Ludwika pisała Antonia Fraser – „Love and Louis XIV” (London, 2006). (cdn.)

Marek Baterowicz