W Mickiewiczowską rocznicę

– Umarł Gustaw – narodził się Konrad

Maryla pisze do Adama 18 sierpnia 1822 roku:

„Cierpisz, mój przyjacielu. Jesteś nieszczęśliwy, zaniedbujesz się… Zapomnij i mnie, mój przyjacielu. Jeśli tego trzeba dla twego szczęścia i spokoju. Gdyby trzeba było tylko miłości mojej dla twego szczęścia, byłbyś aż nadto szczęśliwy… Zapomnij o tej miłości, która jest twym nieszczęściem… Bądź wielki mój przyjacielu.”

Adam pisze do Maryli 17 października:

mickiewicz_adam„Ja ciebie szanuję i ubóstwiam jak niebiankę. Ale nie  mogę poskromić gwałtownych poruszeń, ile razy wspomnę, że ciebie straciłem na zawsze, że będę tylko widzem cudzego szczęścia, że o mnie zapomnisz; często w jednej tejże samej chwili proszę Boga, abyś była szczęśliwa, chociażbyś miała o mnie zapomnieć – i razem ledwo bym nie wołał abyś umarła – razem ze mną.”

W takim nastroju psychicznym, nastroju ducha znajdował się 23-letni nauczyciel kowieński, gdy tworzył jeden z najpłomienniejszych poematów miłosnych w literaturze świata – „Dziadów” cz. II i IV.

Od półtora roku Maryla Wereszczkówna jest żoną hrabiego Putkamera. Ślub z hrabią Wawrzyńcem odbył się na żądanie matki, oraz nakazu feudalnego obyczaju, a przede wszystkim wszechmocnego w tym czasie – interesu rodowego.  Poza tym Maryla nie była jeszcze wtedy na tyle zakochana w ubogim nauczycielu i na tyle odporna aby na swą modnie a la Titus uczesaną główkę ściągnąć bezlitosne potępienie całej swojej sfery.

Tymczasem, niedługo po ślubie Maryla z Adamem spotykają się i sprawa aktualnieje, a raczej wybucha, wręcz potężnieje. Dawna ckliwa sielanka miłosna przeobraża się w dramat dwojga dojrzałych przedwczesnym cierpieniem ludzi. Odtąd trzy lata upłyną im w ustawicznej udręce, w nieustannym oczekiwaniu na listy lub następne spotkanie.

Tym razem Maryla śmiało stawia czoła opinii publicznej zgorszonej tym niesłychanym na Litwie romansem. Nawet zaczyna palić lulkę. Rzecz nie dowiary na salonach! Hrabina – z fajką! Nawet poczciwy Jan Czeczot rumieni się ze wstydu. Tymczasem Mickiewicz wydaje pierwszy tom swoich „Poezji”, a nowość i piękno tych utworów wywołały zachwyt większości czytelników, a „na salonach – śmiech i oburzenie”.

Odtąd miłość ich staje się głośna – traci pozory tajemnicy, gdyż poeta tę miłość opiewa w żarliwych, namiętnych strofach swoich ballad i romansów. W tym „Dziady” wileńsko-kownieńskie, i to nie tylko cz. IV są pamiętnikiem miłosnym wyrosłym z krwi i kości najbardziej osobistych przeżyć poety, a tak lirycznym, że każde niemal słowo, każdy szczegół opisu, każdy skrawek ziemi, po której obydwoje chodzili, da się odtworzyć i ustalić w jego listach lub wspomnieniach przyjaciół.

Miłość mężczyzny i kobiety – sprawa tak przecież zwyczajna i tak odwieczna – teraz – pod czarodziejskim piórem Mickiewicza staje się nagle ogromną, wyjątkową i jedyną tragedią wszechludzką.

Ale Gustaw z IV cz. „Dziadów” to nie tylko samotny bohater walczący o prawo do osobistego szczęścia, gdyż dostrzegamy w nim coraz wyraźniej nieustraszoną twarz Konrada – kochającego ojczyznę, której „miłość nie na jednym spoczęła człowieku, nie na jednej rodzinie, nie na jednyn wieku”. Prawo do miłości łączy poeta z protestem społecznym. Samotność Gustawa jest pozorna. Takich jak on buntowników wobec feudalnego świata wydał przełom XVIII i XIX wieku. Samotnictwo tych bohaterów kończy się w celach więziennych, na polach Grochowa lub w „Kopalniach Syberyjskich rud”. Tam ginęli ci, którzy byli Gustawami, by po dojrzeniu, metamorfozie stać się Konradami. 

Ale Gustaw ma jeszcze potężniejszego sojusznika. Jest nim gmin – lud. Dziady – to prastary obrzęd ludowy – to trybunał moralny epoki, to sędzia i prawodawca współżycia społecznego. „Obrzędy fantastyczne – pisze poeta – przemawiały niegdyś silnie do mojej imaginacji – słuchałem bajek, opowieści i pieśni o nieboszczykach – a we wszystkich zmyśleniach można było dostrzec pewne dążenia moralne i pewną naukę.” 

Z niemałym lękiem oddawał Mickiewicz nowe poema do druku. Były one rękawicą rzuconą ówczesnemu światu salonów, modzie, gustom,  obyczajom. „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, głupstwo było, głupstwo będzie” – szydził z „Dziadów” Osiński – znany krytyk warszawski, wyrażając opinię klas panujących. Natomiast większość czytelników niewiele sobie robiła z tych sądów. Dla pokolenia przyszłych Belwederczyków Mickiewicz stał się piewcą buntu i walki. Poetą całego narodu – „Wodą i chlebem dusz”.

W dziesięć lat później – Drezno. Marzec 1832 – rok klęski powstania listopadowego. W ciągu niespełna miesiąca, w ekstazie, bólu i miłości, powstaje jedyny w swoim rodzaju poemat w literaturze świata – „Dziadów” cz. III. Poemat, o którym słynna pisarka francuska George Sand napisała: „Obrazów takich, jak Mickiewicz, ani Byron, ani Goethe, ani Dante nie zdołałby stworzyć od czasu łez i klątw proroków Syjonu. Żaden głos nie wzniósł się z taką siłą, aby śpiewać temat tak ogromny – upadek narodu.”

George Sand pisała prawdę. Bo dzieje ludzkie nie znają człowieka,  który by powiedział Bogu: „…żem pierwszy z ludzi i aniołów tłumu wart, żebyś ze mną władzą dzielił się na poły…”, że „ja i Ojczyzna – to jedno, nazywam się Milion, bo za miliony kocham i cierpię katusze”. Człowieka, który by do nieba zaniósł krzyk protestu i rozpaczy całego narodu i z taką gwałtownością domagał się rządu dusz – „Ja wydam Tobie krwawszą bitwę niźli Szatan. On walczy na rozumy – ja wyzwę na serca.” Takiego buntu, takiego żaru miłości społecznej nie zna literatura świata. Gdyż bohaterem poematu jest cały naród, pokolenie szklacheckich rewolucjonistów, ludzie autentyczni, prawdziwi, najlepsza młodzież a obok niej carskie kanalie. 

Niewiele znaczący proces garstki Filomatów wykorzystał Mickiewicz jako pretekst do napisania „Historii prześladowań i męczeństwie naszej ojczyzny”. „Kto zna … ówczesne wypadki, da świadectwo autorowi, że sceny… i charaktery skreślił sumiennie’’. Sumiennie? Genialnie! Wstrząsający reportaż, a zarazem tragiczne misterium – oto „Dziadów” cz. III.

Poemat „Dziady” drezdeńskie w porównaniu z kowieńskimi zrodził się z rany narodu po klęsce powstania listopadowego. Ale nie tylko. Powstał z udręki moralnej poety, który nie wziął udziału w walce, z przesadnego poczucia winy i zdrady wobec głosu własnego sumienia. Odkupić własną słabość może tylko czyn. Poezja, która „stare obali trony” „…Żyję tylko nadzieją” – tłumaczył Lelewelowi w liście z 23 marca – że „bezczynnie ręki na piersiach w trumnie nie złożę”. Dotrzymał słowa. Już tej samej nocy zaczął pisać III część „Dziadów”. Każda strofa tego poematu była jak huk armat spod Stoczka i Wawra.  Słyszał ją cały świat. Konrad – Mickiewicz począł „obalać trony”. Zdobył „rząd dusz”. Stąd przeszło 20 lat dzieje jego życia stały się dziejami narodu.

Ten wielki pielgrzym także z pomnika dłuta Bourdell’a w Paryżu, gdy w prawej ręce trzyma kostur pielgrzyma a drugą wskazuje kierunek – Polska, odszedł  26 listopada 1855 roku w Konstantynopolu. Wielki jego cień unosi się i unosić będzie nad pojawianiem się nowych pokoleń Polaków.

Idea przemiany, Gustawa w Konrada ukształtowała także pokolenie Kolumbów, które się sprawdziło w największym zrywie wolności, bo w Powstaniu Warszawskim, gdy przyświecać będą temu pokoleniu słowa TOBIE POLSKO, potwierdza to niedawno zmarły współczesny poeta tego pokolenia Tadeusz Różewicz.

„Chleb, który żywi i zachwyca,
Który się w krew narodu zmienia
Poezja Mickiewicza.
Sto lat nas karmi
Ten sam chleb
Siłą uczucia rozmnożony.”

Krystyna Mrozik