Widmo zmian krąży nad Polską

Rozmowa z prof. zw. dr. hab. Stanisławem Flejterskim, wykładowcą Uniwersytetu Szczecińskiego, specjalizującym się w problematyce finansów i bankowości, członkiem  Komitetu Nauk o Finansach Polskiej Akademii Nauk.

Prof-Flejtersk_wiPanie profesorze, co się stało  w ostatnich tygodniach w naszym kraju? Czy  potrafi pan to opisać i objaśnić? Od wielu lat jest pan nauczycielem akademickim, poznał pan tysiące studentów. Co się stało  w maju i czerwcu 2015 roku?
– To niezwykle trudne pytanie…, sorry – ja jestem tylko ekonomistą. Obserwuję  oczywiście od lat życie publiczne, trudno się dziwić, mam troje dzieci i troje wnuków, mam się więc o kogo martwić. Jednak zapewne lepszymi adresatami takiego pytania byliby  reprezentanci politologii, socjologii, psychologii, etyki, może i neuronauk. Prof. Grzegorz  Kołodko pisze i mawia czasem – rzeczy dzieją się tak jak się dzieją, ponieważ wiele rzeczy dzieje się naraz”. Tę metaforę można zastosować do próby z definicji subiektywnego opisu  obecnej sytuacji w naszym kraju. Opisać, zrozumieć, objaśnić, zmierzyć, porównać, ocenić, przewidzieć, zaproponować… To gigantyczne wyzwanie dla wielu analityków i komentatorów. 
Z mojej perspektywy jedno jest pewne: mamy do czynienia ze splotem bardzo wielu przyczyn różnej natury. Nie lubię używać tego mało precyzyjnego słowa, ale mamy chyba  do czynienia z kryzysem niemal wszystkiego… zresztą nie tylko w Polsce…
Stefan Kisielewski pisał przed laty – „to nie kryzys, to rezultat”…

– Tak, to rezultat. Przyczyn jak zwykle jest wiele – zewnętrznych i wewnętrznych,  obiektywnych i subiektywnych, ekonomicznych i pozaekonomicznych. Przede wszystkim trzeba sięgnąć do przyczyn fundamentalnych, do praźródeł. Choćby – z jednej strony – do skutków procesów globalizacyjnych, z drugiej strony do skutków polskiej neoliberalnej  transformacji i pośpiesznej prywatyzacji po roku 1989. Oba te wielkie procesy przyniosły ze sobą wiele znanych  pozytywnych zmian i nowych szans, ale pojawiły się też liczne problemy i wyzwania. Jedni stali się beneficjentami, inni poszkodowanymi, a nawet wykluczonymi. Wśród tych drugich są też liczni przedstawiciele młodego pokolenia, w tym absolwenci szkół wyższych. Popularne stało się pojęcie „prekariat”. Wielu spośród absolwentów ma  przyzwoite kwalifikacje i wysokie, uzasadnione oczekiwania oraz aspiracje. Parę lat temu powiedziałem w jednym z wywiadów, że „praca nie jest ważna, jest najważniejsza”. .Dzisiaj dodałbym – praca atrakcyjna,  dająca poczucie bezpieczeństwa, godziwie opłacana. Nie  tylko  w Londynie, Dublinie, Oslo ,Berlinie, lecz w Polsce, choćby w moim od prawie pół wieku  Szczecinie. Nie udało się na razie znaleźć remedium czy też panaceum na rozwiązanie problemu godnej pracy dla młodego pokolenia. Dodajmy dla pełności obrazu, że w niektórych innych krajach jest podobnie, a nawet jeszcze gorzej. Dodajmy też, że najlepsi absolwenci bardzo dobrze sobie radzą, a nawet są i będą coraz częściej obiektem rywalizacji między pracodawcami. Obraz mieni się więc wielością barw i odcieni…
Kto ponosi winę za taki stan rzeczy? Zagranica? Unia Europejska? Przedsiębiorcy? Finansiści, w tym bankowcy? A może politycy ?
– Sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą… Zapewne wszyscy po trochu… Skupmy się na chwilę na politykach, ich winy są bowiem ogromne i bezsporne. Osobiście mam ograniczone, a może i ostatnio wręcz zerowe zaufanie do tzw. „klasy” politycznej, zresztą zarówno koalicji, jak i opozycji. Jednych i drugich nie stać na ogół na profesjonalizm i  bezstronny, nietendencyjny (czyli bezpartyjny!) ogląd polskich spraw. Erozja wiarygodności jest widowiskowa, a liczba afer i skandali oszałamiająca. Do tego dochodzi wszechobecne zawłaszczanie państwa,  arogancja, obłuda i cynizm.  Nie dziwię  się więc, młodszym i nieco starszym Polakom, rozczarowanym, oburzonym czy zbuntowanym. Można zresztą odnieść wrażenie, że bunt stał się modny. Nawet spokojni, spolegliwi i cierpliwi  na ogół naukowcy, głównie humaniści, ośmielili się zorganizować niedawno „czarną procesję nauki”. Polacy obserwują  i oceniają krytycznie istniejący „system”,  nie bez powodu mają obecnie  pretensje do niemal wszystkich: do rządu, do parlamentu, prokuratorów, sędziów, IPN, służb, mediów… Sam też zaliczam się do niezadowolonych ze stanu polskich spraw, również z poziomu i stylu debaty publicznej. Jest się czym martwić… 
Jak to pogodzić ze znaną opinią o „złotym wieku” jakim miałoby być minione ponad ćwierćwiecze, jak się to ma do skądinąd – relatywnie niezłych wyników i rozmaitych sukcesów naszych przedsiębiorców ?
– Świat jest jeden, ale patrzymy nań przez różne okna… Polsk jest tyle ilu Polaków, jak powiedział niedawno jeden z najbardziej znanych polskich pisarzy. Jedni i drudzy, optymiści i pesymiści, mają sporo racji,  jedni i drudzy się trochę mylą… Potrzebny jest dystans i  umiar w ocenach. Rzeczywiście lata 1989-2015 to czas w polskiej, obfitującej w tragedie i dramaty, historii niezwykły. Polska jest inna, zmieniona, bogatsza. Trudno też  nie doceniać relatywnie wysokiej dynamiki wzrostu gospodarczego. Ale jest i druga strona medalu – nierówność, niesprawiedliwość, ubóstwo, wykluczenie, ponadto  rozmaite  kosztowne błędy i zaniechania. Dominuje short-term – thinking, a nie myślenie w kategoriach średnio – i długoterminowych. Więcej jest emocji niż rozumu, więcej wiary w cudowne rozwiązania (typu JOW) niż  cierpliwości i zdrowego rozsądku… Ale chyba taka bywa dynamika życia publicznego, zresztą nie tylko w Polsce.
Dlaczego więc znaczna część „antysystemowych” Polaków, również  młodych, bezkrytycznie wierzy w obietnice, tak łatwo formułowane zwłaszcza  w trakcie kampanii wyborczych? Naiwność, brak doświadczenia, krótka pamięć, brak  znajomości podstaw ekonomii i finansów ? Czyżby „ciemny lud” był rzeczywiście gotów wszystko kupić? I kto za to odpowiada – rodzice? = media? Nauczyciele gimnazjów i liceów? nauczyciele akademiccy ?
– Zapewne w jakimś stopniu wszyscy spośród wymienionych. O roli edukacji  ekonomicznej powiedziano i napisano wiele, sporo też się dzieje w tej dziedzinie. Trudno nie doceniać choćby wielu inicjatyw i przedsięwzięć edukacyjnych odbywających się pod auspicjami PTE oraz NBP. Na moim macierzystym wydziale z powodzeniem funkcjonuje  Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy dla uczniów klas piątych i szóstych. Jednak  wiele pracy przed nami. Ekonomia i finanse są najważniejsze, najciekawsze, najtrudniejsze. Podzielam w znacznym stopniu opinię prof. Karola Modzelewskiego, który podczas krakowskiego Kongresu Kultury Akademickiej mówił, że w królestwie testów młody człowiek zostaje od pierwszych lat edukacji szkolnej aż po wyższą uczelnię pozbawiony samodzielności umysłowej. Nie on stawia pytania i nie on formułuje odpowiedzi, musi tylko spośród odpowiedzi przedstawionych w teście wybrać tę jedyną właściwą. Testy uwalniają od męki samodzielnego myślenia…
Co dalej ?
– Nikt nie wie… Pewne są tylko zmiany, nic nie jest dane raz na zawsze. Upadło Cesarstwo Rzymskie, upadła PRL, upadł Związek Radziecki… Kiedyś byłem umiarkowanym  optymistą, dzisiaj jestem raczej sceptykiem, umiarkowanym pesymistą, choć na szczęście nie malkontentem…  A może nam się uda i nasza „mała rewolucja 2015” okaże się „twórczą destrukcją”, jeśli użyć tu znanego pojęcia autorstwa austriackiego ekonomisty Josepha Schumpetera. Nie chodzi o to, aby zmieniać, chodzi o to, aby zmieniać na lepsze. Potrzebujemy dobrej zmiany. Czy dokonają tego młodzi Polacy? Czy starczy rozumu , wiedzy, kompetencji, mądrości, wyobraźni, odpowiedzialności? Każdy ma swoich ulubionych muzyków… Ja  raczej  lubię  tych, którzy kiedyś  śpiewali: „ Każde pokolenie ma  własny czas, każde  pokolenie chce zmienić świat, każde pokolenie  odejdzie w cień”. Życie  toczy się dalej, róbmy swoje… oby lepiej niż do tej pory. Może uda się nie wrócić do niesławnej, autorytarnej tzw. IV RP i od razu przejść do lepszej, V-tej? Potrzebujemy raczej chleba niż igrzysk… Widmo zmian krąży nad Polską…

Rozmawiał Leszek Wątróbski