Ziemia obiecana czy pułapka? [6] – Z karnej kolonii demokratyczny kraj

Ziemia obiecana czy pułapka? [6] – Z karnej kolonii demokratyczny kraj

Ktoś o Australii powiedział, że jest to ogromny, lecz słabo zaludniony kraj, w którym młoda i twórcza społeczność znajduje dobrobyt i wolność. Australia – największa wyspa świata, położona między Pacyfikiem a Oceanem Indyjskim – to kraj kontrastów. Wraz z licznymi przyległymi wyspami, w tym Tasmanią, stanowi Związek Australijski, Commonwealth of Australia. To federacyjne państwo tworzy od 1 stycznia 1901 r. sześć stanów, mianowicie: Nowa Południowa Walia, Wiktoria, Queensland, Australia Południowa, Australia Zachodnia i Tasmania. Do stanów obecnie zalicza się również Północne Terytorium, które ma samorząd. Głową państwa (symboliczną) jest królowa Elżbieta II, którą reprezentuje gubernator generalny, a w stanach gubernator stanowy. Cały obszar Związku liczy ok.7500000 km kw., zamieszkuje go ponad 24 mln ludności, 3,1 na 1 km kw. Oficjalna nazwa ustroju – monarchia federacyjno-parlamentarna. Waluta dolar australijski = 100 centów. Największą grupę wierzącą stanowią katolicy 26 proc, anglikanie 24 proc, unitarianie 8 proc, nadto muzułmanie, buddyści, wyznawcy judaizmu. W przeszłości do głównych gałęzi gospodarki zaliczano rolnictwo, które obecnie dzięki 130 tys. farm (wiele zadłużonych) produkujących ponad 26 mln bydła i 100 mln owiec nadal odgrywa doniosłą rolę. W czasach bieżących większą rolę odgrywają minerały od szlachetnych począwszy, w których Australia wypełnia prawie całkowicie tablicę Mendelejewa. Nadto kopalnie, huty i inne gałęzie przemysłu, z których znaczna liczba podobnie jak banki znajduje się w rękach kapitału zagranicznego. Przyrost naturalny wynosi 16 na 1000 mieszkańców. Australia ma bardzo wysoki wskaźnik polityków zasiadających w parlamencie, jeden parlamentarzysta na ok. 14 tys. mieszkańców, podczas gdy w USA –  jeden na 20 tys., a na Wyspach Brytyjskich jeden na 80 tysięcy. Być może, że jakąś rolę odgrywa tu wielkość elektoratów, z których najmniejszy w centrum Sydney zajmuje powierzchnię 17,5 km kw., a największy Kalgoorlie 2300 tys. km kw. (Zachodnia Australia). Ten słabo zaludniony kontynent należy do wysoko zurbanizowanych krajów np. w NPW o powierzchni 800 tys. km kw. miasta zajmują tylko 3% powierzchni,  ale skupiają blisko 80% obywateli. Początkowo przybyszowi trudno ogarnąć ogrom przestrzeni, jaka dzieli choćby poszczególne stolice stanowe. Na przykład Perth (Austr. Zach.) dzieli od najbliższego miasta Adelajdy (Austr. Połudn.) odległość 2100 km, większa niż Londyn od Moskwy. Adelajdę od miasta Darwin dzieli ok. 3500 km, a od Sydney ponad 4. tys. km.

W dotychczasowej literaturze podkreśla się z naciskiem, że Australia jest najbardziej suchym kontynentem, a wielkie obszary „czerwonego środka” zajmują bezludne pustynie. Chociaż wyróżnia się tu sześć stref klimatycznych i trzy czasowe, pory roku przypadają na następujące miesiące: wiosna – od września do listopada, lato – od grudnia do lutego, jesień – od marca do maja, zima od czerwca do sierpnia. Są obszary, gdzie całe lata mijają bez opadów deszczu, po czym zdarzają się olbrzymie powodzie.Tropikalne huragany wdzierają się głęboko w ląd pustosząc nadbrzeżne osiedla jak i w głębi leżące miasta. Nie brak również groźnych pożarów, z których jeden (1994 r.) dotarł do granic Sydney niszcząc 190 zabudowań i 600 tys. ha gruntów. Tymczasem ostatnie rezultaty badań wykazały, że Australijczycy lekkomyślnie zużywają więcej wody niż inni mieszkańcy globu. Przeciętna roczna na głowę każdego mieszkańca wynosi ponad pół basenu olimpijskiego, nadto w ostatnich latach wzrosła. Najwięcej wody zużywa rolnictwo, które w tym klimacie wymaga intensywnej irygacji. W początkach br. w sercu pustyni Zachodniej Australii prowadząc wiercenia, natrafiono (na głębokości od 50 do 200 m) na podziemny obszar wodny długości ok. 700 km i szerokości 200 km, zawierający tryliony kilolitrów wody.
Izolacja kontynentu spowodowała zachowanie unikalnych gatunków zwierząt, z których najbardziej popularne są misie koala i kangury. Ocenia się, że od czasu przybycia białych na kontynent zniszczono ok. pół miliona niedźwiadków.
W słowniku aborygeńskim nazwa koala oznacza „ja nie piję”. Niemały problem do rozwiązania stanowi ogromne pogłowie kangurów, których liczba jest wciąż większa niż mieszkańców. To egzotyczne zwierzę zjada trzy razy więcej trawy niż owca, nadto spija cenną wodę narażając farmerów na straty. Odstrzałem nadwyżki kangurów zajmują się profesjonalni myśliwi, a dystrybucja skór i mięsa rocznie przynosi dziesiątki milionów dolarów. Największe szkody natomiast przynosi tzw. diabelska trójca, do której zalicza się króliki, lisy i dzikie koty. Pierwsze odnotowane próby walki z plagą królików podjął już w 1857 r. nasz rodak A. Blandowski.

Ziemia obiecana czy pułapka?
Panorama centrum Sydney fot. archiwum EA

Stolicą NPW jest Sydney, najstarsze i największe miasto tego kraju. W okresie przygotowań do olimpiady liczba mieszkańców (1999 r.) wzrosła ok. 60 tys., dzięki czemu ogólna liczba przekroczyła 4 mln. Do Melbourne w tym czasie napłynęło ok. 50 tys. (3417 tys.). Najbardziej zatłoczoną dzielnicą Sydney jest Kings Cross – 12 tys. mieszkańców na 1 km kw. Miasto z południa na północ wzdłuż wybrzeża Morza Tasmana rozciąga się na przestrzeni ok. 100 km, a od jego krawędzi ze wschodu na zachód w kierunku Błękitnych Gór 60 km. Wzdłuż wybrzeży ceny wynajmu mieszkań, kupna nieruchomości są dwa, trzy razy większe niż po stronie zachodniej. W dzielnicach metropolii figuruje ok. 100 ulic o nazwie Victoria i tylko cztery małe zaułki o brzmieniu polskim: Chopin, Curie, Polonia i Kościuszko. Rolę i znaczenie Sydney podnosi piękny naturalny Port Jackson, o którym pierwszy gubernator Phillip w raporcie do Londynu pisał, że może pomieścić 1000 okrętów zakotwiczonych jeden za drugim. Bezpieczne wejście do długiego gardła portu stanowi naturalny przesmyk w paśmie skał szerokości ok. 1,5 km. Zatokę przedłużają dwie nadające się do żeglugi rzeki Parramatta i Lane Cove, co w sumie stwarza ok. 240 km linii brzegowej portu, z której wiele odcinków posiada nowoczesne urządzenia przeładunkowe. Najgłębsze miejsce, 47 m, znajduje się tuż pod mostem Harbour Bridge, pod którym o pełnych żaglach przemknął w roku 1988 nasz „Dar Młodzieży”. Ale nie zawsze tak było. Ostatnio badania wykazały, iż 15 tys. lat wstecz, poziom Morza Tasmana okalającego Sydney był niższy o ok. 140 m i gdyby tak zostało, to obecna linia brzegowa wraz z łańcuchem pięknych plaż byłaby przesunięta w głąb morza o ok. 30 km. Plaże są niesłychanie ważnym elementem kultury mieszkańców Sydney. Jeszcze nie tak dawno władze kolonii w imię wiktoriańskiej moralności zabraniały kąpieli w miejscach publicznych pomiędzy 6.00 rano i 8.00 wieczorem oraz w dni świąteczne. W późniejszym okresie policja strzegła na plaży ścisłego podziału czasu, kiedy kobiety miały prawo wejść do wody, a po ich powrocie do szatni, z dobrodziejstw kąpieli mogła skorzystać płeć męska i to w kostiumach kąpielowych przypominających kombinezony, od szyi do kolan. Obecność Aborygenów na plaży razem z białymi była wprost nie do pomyślenia.

Ziemia obiecana czy pułapka?
Widok na piękne Góry Błękitne (Blue Mountains) z Evans Lookout fot. archiwum EA

Intensywna reklama turystyczna plaże w Sydney prezentuje jako najlepsze na świecie. (…). Bondi leżące ok. 7 km od centrum miasta prawdopodobnie wywodzi się od aborygeńskiej nazwy Boondye, co oznacza w przybliżeniu „szum, jaki czynią fale uderzające o skały”. Obok sławnych plaż miasto ma wiele symboli, z których najważniejsze są dwa obiekty: znany gmach opery oraz najdłuższy na świecie jednoprzęsłowy most tzw. Harbour Bridge łączący północne i południowe brzegi zatoki. W konkursie na projekt opery udział wzięło 233 architektów z 32 krajów, z których bezapelacyjne zwycięstwo odniósł (1957 r.) Duńczyk Joern Utzon. Koszt budowy planowano na 10 mln dol., wydano ponad 100 mln. Oficjalnego otwarcia tej nowoczesnej budowli o niepowtarzalnej architekturze dokonała w 1973 r. królowa Elżbieta. W kolejności drugim symbolem metropolii jest most mający duże znaczenie ekonomiczne. Jego wysokość mierzona od lustra wody wynosi 40 pięter. Ukończenie budowy mostu podczas dotkliwego kryzysu (1929-1932), kiedy to ponad 30% siły roboczej pozostawało bez pracy, uznać należy za wielki sukces władz miasta. Opłakany stan finansów miasta nie pozwolił na sprowadzenie farby, wobec czego z konieczności most pomalowano jedyną, wówczas dostępną na rynku sydnejskim koloru szarego. Oprócz „myta” za przejazd, most, którego żywot zaplanowano na 500 lat, „dorabia” ostatnio na koszty konserwacji i remontów w oryginalny sposób. Za drobne 120 dol. udostępnia się spacer po górnym przęśle (2-3 godziny), skąd roztacza się wspaniały widok na piękne miasto. Ze względu na duże zainteresowanie, konieczna jest telefoniczna rezerwacja, zgoda na sprawdzenie trzeźwości, czyli dmuchanie w balonik, miękkie obuwie, obowiązkowy ubiór – kombinezon przymocowany do szyny bezpieczeństwa stalową linką itd. Przychód w roku olimpijskim z tej ścieżki emocji wyniósł 40 mln dolarów, a biznes przynosił dalsze dochody w następnych latach. Spacer ten bez ubezpieczającego kombinezonu odbył były dowódca Polskiej Marynarki Wojennej admirał Romuald Waga. Most ma również swoją ponurą historię związaną z ludzkimi dramatami. W latach trzydziestych najwięcej zdesperowanych samobójców w otchłań morza skoczyło z Harbour Bridge oraz ze skał w okolicy The Gap na cyplu Waston Bay. O poszarpane podnóże The Gap, gdzie fale pieklą się niby w diabelskim kotle, w roku 1857 na oczach ludzi rozbił się statek „The Dunbar”. Ze 122 pasażerów cudem uratowała się tylko jedna osoba. Ze względu na zwykle wzburzone morze, w czasie kąpieli, nawet bez rekinów, zachować należy maksymalną  ostrożność.

Ziemia obiecana czy pułapka?
Pelikan australijski – doskonały szybownik, rozpiętość skrzydeł 2,3-2,5 metra fot. archiwum EA

Angielski pisarz Trollope, który dotarł do Sydney już 1878  r.,  w swojej książce podkreśla niektóre cechy charakteru mieszkańców kolonii. Jego zdaniem czuli się upośledzeni w stosunku do kultury angielskiej i przy każdej okazji i czynności usprawiedliwiali się, że nie są w stanie zrobić czegoś tak, jak to jest wykonane w Anglii. Z drugiej strony zanotował fanfaronadę w podkreślaniu swoich personalnych osiągnięć, pomnażając je bez umiaru. Z ich relacji wynikało, że co drugi jest rekordzistą, lub dokonał czynów, o których innym się nie śniło. Inny autor R. Twopenys podkreślał, że Australijczycy mieli pociąg do kieliszka, byli bardziej aktywni, samodzielni, tolerancyjni od Europejczyków, a podział klasowy nie był tak sztywny jak w starej ojczyźnie. Odmiennie teraz patrzą na swoich sąsiadów „Kiwis”, czyli Nowozelandczycy.
Irytuje ich australijski akcent, traktowanie ich z pozycji wyższości i międzynarodowe sukcesy w sporcie. Nowozelandczycy nie ukrywają, że najserdeczniej przyjmują te australijskie ekipy sportowe, które skazane są na przegranie.
Jeszcze inaczej obecnie charakteryzuje się przeciętnego Australijczyka z ulicy. Przede wszystkim jest bez reszty zamiłowany w sporcie, ma się rozumieć narodowym (krykiet, piłka owalna), nie stroni od znacznych ilości piwa, gier hazardowych stanowiących jego drugą naturę. Nie może obyć się bez skromnego chociażby tatuażu, jest lojalny wobec swoich kolesiów (mates), szybko mówi, z reguły o ostatniej gonitwie, meczu futbolu, pieniądzach, seksie, samochodach lub zgoła o niczym.

Ziemia obiecana czy pułapka?
Red Bellied Black Snake – z około 200 gatunków najbardziej jadowitych węży świata, 86 występuje tylko w Australii. fot. archiwum EA

Barwną postacią peryferii, która na trwałe przeszła do historii, był wagabunda Swagmen. Był to osobnik, który nie przywiązywał się do okolicy, domu, środowiska, nawet rodziny. Musiał bez końca wędrować z węzełkiem na plecach, kocem przewiązanym przez ramię, kociołkiem i zapasem wody w jednej ręce i sękatym kijem w drugiej. Ten sposób życia postrzegany był jako zamiłowanie do wolności, ruchu w przestrzeni, ciągłej zmiany miejsca pobytu. Swagmen nie był żebrakiem, chociaż często na szlaku korzystał z gościny na zagubionych farmach, zawierał krótką umowę o pracę, będąc niekiedy przez nieuczciwych farmerów bez skrupułów wykorzystywany. W sumie był to uczciwy robotnik do czasu, kiedy zew buszu nie wezwał go „on the wallaby track”, rzec by można na szlak kangurów, na którym musiał maszerować dalej, inną drogą, przez nieznany busz ku swemu  przeznaczeniu. (cdn).

Dr Roman KorbanDr Roman Korban 
Urodził się w 1927 r. w Nadwórnej na Huculszczyźnie. Pod koniec wojny brał udział w ruchu oporu. Po jej zakończeniu w Klubie Sportowym Spójnia Gdańsk (obecnie SLA Sopot) zetknął się ze sportem, któremu  poświęcił wiele lat życia. Ukończył Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie. Stopień doktora uzyskał za pracę o historii sportu polonijnego w USA.  W latach 1947-1952 bronił barw reprezentacji Polski w biegach na średnim dystansie. Był kilkakrotnie rekordzistą Polski oraz czterokrotnym mistrzem Polski. Olimpijczyk z Helsinek (1952). Po zakończeniu kariery sportowej rozpoczął pracę trenerską. Pełnił funkcję Szefa Szkolenia Polskiego Związku Lekkiej Atletyki oraz przewodniczącego Centralnej Rady Trenerów. W Sydney, gdzie zamieszkuje od szeregu lat swą uwagę skupił również na polonijnym ruchu sportowym, historii Australii, a zwłaszcza ich pierwotnym mieszkańcom Aborygenom. Publikacja, w której obecnie przygotowuje ten temat, w polemiczny sposób traktuje wybrane fragmenty historii najstarszych mieszkańców kontynentu, skłoni do dysputy i wymiany poglądów.