Ziemia obiecana czy pułapka? [7] – Polonia bez taryfy ulgowej

Ziemia obiecana czy pułapka? [7] – Polonia bez taryfy ulgowej

Druga wojna światowa zmusiła Australię do zrewidowania związków z koroną brytyjską i oparcia się na mocniejszym sojuszniku.

Za jedyną i słuszną alternatywę uznano sojusz z USA. Doświadczenia wojenne wskazywały, iż w razie zbrojnego konfliktu, inwazji, mały naród nie jest w stanie obronić wybrzeża długości ponad 25 tys. km., zaś z zależnymi otaczającymi wyspami blisko 60 tys. km.. Hasło „Zwiększyć populację lub zginąć” stało się główną wytyczną powojennej polityki. Pod koniec 1945 r. po raz pierwszy w historii tego kraju ustanowione zostało Ministerstwo Imigracji, na którego czele stanął Arthur Calwell. Chwytliwym hasłem były względy humanitarne, wszak w zrujnowanej wojną Europie na przesiedlenie czekało półtora miliona „bezdomnych” ludzi. Za powiększeniem liczby ludności przemawiał również rozwijający się rynek, na którym zaszły głębokie przeobrażenia. Do 1939 r. 40% obrotów handlowych przypadło na Wielką Brytanię, podczas gdy np. wymiana z Japonią nieco ponad 4%. Po wojnie wielkość eksportu do Anglii spadła do 4%, do Japonii wzrosła do 29%. Barometrem tych zmian był przemysł samochodowy, który do wojny opierał się w 64% na produkcji brytyjskiej. W 1979 r. liczba dwóch i czterech kółek sprowadzonych z Japonii z jednego procenta wzrosła do 60%. Wszelako masowej imigracji obcych, a więc „nieanglojęzycznych”, sprzeciwiała się większość związków zawodowych. Minister Calwell zapewniał buńczucznie, że w każdej dziesiątce przybyszów znajdzie się nie więcej niż dwóch „nie-Brytyjczyków”. W rzeczywistości z ok. 2 mln, którzy osiedlili się na antypodach (1947-1972), tylko 50% pochodziło z Wysp Brytyjskich. Pozostali w kolejności liczbowej to Włosi, Grecy, Holendrzy, Polacy oraz inne narodowości. Melbourne dumne ze swej jednorodnej społecznej struktury, po wojnie stało się trzecim, największym w świecie skupiskiem Greków. Determinacja przybyszów zbudowania sobie podstaw stabilnego życia, pracowitość, tendencje do zachowania własnego języka, kultury, religii, budzić zaczęły u rdzennych Australijczyków niepokój, niekiedy uczucia nieprzyjazne. W krótkim czasie, na oczach stałych mieszkańców antypodów, tradycyjna, konserwatywna kultura brytyjska ustępować zaczęła miejsca elementom wielokulturowym. Rozpoczął się proces formowania jednego spójnego narodu, żyjącego w zgodzie, wzajemnym poszanowaniu, przestrzegającego prawa, składającego się z wielu nacji, kultur i religii.

Ziemia obiecana czy pułapka?
Sydney Harbour Bridge by Rodney Haywood fot. Wikipedia

Przełom lat 1945

1946 był trudnym okresem dla Polaków pozostających w zachodniej Europie. Tysiące ludzi musiały podjąć ważkie życiowe decyzje, wracać do kraju, pozostającego pod dominacją komunizmu, czy szansy życiowej szukać na Zachodzie. Kampania propagandowa władz brytyjskich, zachęcających do powrotu do Polski, skłoniła do wyjazdu 18% stanu osobowego wojska oraz znaczny procent zesłanych na przymusowe roboty do Niemiec. Polskie ośrodki polityczne pozostające na Zachodzie nie akceptowały powojennego terytorialnego kształtu Polski, a tym bardziej jej politycznego ustroju. Uważano, że pozostanie na Zachodzie stwarzało szansę dochodzenia praw kraju ujarzmionego przez Sowietów oraz możliwość oddziaływania na ważne międzynarodowe ośrodki polityczne. Zdemobilizowani żołnierze, którzy wybrali Zachód, otrzymywali wyszarzały mundur oraz odprawę – trzytygodniowy żołd, oczywiście niższy  od żołdu brytyjskiego żołnierza.

W latach owych cztery państwa przodowały w przyjmowaniu uchodźców z Europy: Anglia, USA, Izrael i Australia. Podstawowym wymogiem dla wszystkich udających się do Australii było podpisanie dwuletniego kontraktu na pracę fizyczną, z reguły na głuchej prowincji, z płacą poniżej stawek australijskich. Powszechnie zakorzeniony mit, że starczy dotrzeć do ziemi obiecanej, a reszty dokonają nieba, trzeba było zweryfikować. Pozostała ciężka praca, przystosowanie się do klimatu, nowego sposobu życia, języka i organizowanie swojskiego środowiska.

Druga fala polskiej imigracji głównie w ramach łączenia rodzin  dotarła na antypody po 1956 r, a trzecia, zwana „solidarnościową”, po 1980 roku. W ostatnim spisie ludności blisko 80 tys. obywateli przyznało się do polskiego rodowodu i porozumiewania się w domu w języku ojczystym. Szacunki własne liczbę rodaków podwyższają do ok 150 tys., z czego 20 tys. zadomowiło się w Sydney. Nieliczni z nich pozwolić sobie mogli na zamieszkanie w okolicy Opera House. Powodzeniem cieszyły się dzielnice jak Ashfield, Bankstown, Blacktown. Polacy mieli opinię pracowitych, oszczędnych, szanujących prawo, przywiązanych do tradycji i kościoła. Już wcześnie zaczęli tworzyć własne organizacje społeczno-kulturalne, kombatanckie, a nawet kluby sportowe. W celu koordynacji ich zadań powołana została Rada Naczelna Polskich Organizacji w Australii, której wieloletnim prezesem był generał Juliusz Kleeberg. W ramach tych stowarzyszeń stara generacja  zakładała szkółki sobotnie, gdzie uczono języka ojczystego i historii, zespoły taneczne, harcerstwo, biblioteki, a nawet gazety, opierające się raczej na przedrukach.

Ziemia obiecana czy pułapka?
Black Cockatoo (kakadu Banksa) fot. Wikipedia
[/caption]

Obecnie młodsze pokolenie otrzymuje w spadku cztery ośrodki polskie stanowiące wielomilionowy majątek. Największy z nich leży w sąsiedztwie olimpijskiego centrum w Homebush – Klub Polski w Ashfield. W jego wnętrzu znajduje się m.in. muzeum Wojska Polskiego, ostatnio wzbogacone ozdobną urną z ziemią z Westerplatte dar gdańskiego żeglarza – Mariusza Delgasa. drugi to Klub Polski Bankstown, zaś trzeci ośrodek „Orzeł Biały” w Cabramacie jest klubem, którego program dostosowany jest do zainteresowań seniorów. W drodze do czwartego ośrodka Polonia Sports Klub w dzielnicy Plumpton napotykamy piękny polski kościół w Marayong z wystrojem wnętrza przypominającym świątynię w kraju. Wokół kościoła wyrastają przytulne domy spokojnej starości z całkowicie polskojęzyczną  obsługą.

Ziemia obiecana czy pułapka?
Fort Denison, forteca wybudowana w XIX w. do obrony Sydney przed napadem obcych okrętów fot. archiwum EA

W życiu społecznym pierwszym celem napływających rzesz było zorganizowanie ośrodków, stowarzyszeń klubów, kościołów, gdzie można by się spotykać. Dla uniknięcia wielotorowości organizacyjnej i ideowej w styczniu 1950 r. powołano do życia, jak to określono, sejm społeczny – Naczelną Radę Polskich Organizacji w Australii (NRPO). Dopiero w 1966 r. na zjeździe ustalono wytyczne określające podstawowe cele: walkę na wszystkich frontach z komunizmem o wolność Polski oraz wspieranie, na wzór ośrodków politycznych w Londynie, inicjatyw w kraju zmierzających do podnoszenia ducha niepodległościowego. Nie brak krytycznych głosów, że tak liczne i różnorodne organizacje skupiały tylko 4% polskiej emigracji. Jednakże w Australii około 1980 r. liczba członków różnych stowarzyszeń, partii politycznych, związków społecznych w stosunku do elektoratu wynosiła też tylko 4%.Ten niewielki odsetek rodaków pozostawił po sobie budzącą uznanie materialną spuściznę: kluby, boiska, biblioteki, rzadziej kościoły itp. W roku 1949 w każdym stanie pojawiły się polskojęzyczne pisemka. Pierwszy numer 6-stronicowego „Przewodnika Katolickiego”, odbijanego na powielaczu, został wydany przez upartego aptekarza z Pomorza, później misjonarza w Chinach zasłużonego księdza K. E. Trzeciaka. Z pisma tego w Melbourne powstał znany do  dziś „Tygodnik Polski”. W 1942 r. w Sydney w uproszczonej formie i niewielkim formacie ukazały się „Wiadomości Polskie” redagowane przez znanego ze swych niepodległościowych poglądów J. Dunin-Karwickiego. Współpracownikiem obu pism zgoła przez pół wieku był nestor polonijnego  dziennikarstwa, Eugeniusz Bajkowski. Do nielicznych długowiecznych wydawnictw od 1968 r. należy również miesięcznik „Przegląd Katolicki” o wyraźnym profilu religijnym skrupulatnie redagowany przez ks. Antoniego Dudka. Znanym autorem tematów dotyczących naszego kościoła i skupionej wokół Polonii jest ks. Marian Szablewski z Adelajdy.

Ziemia obiecana czy pułapka?
Żeglarz portugalski (Blue Bottle), meduzy często występujące na plażach w Australii. Powodują bolesne oparzenia skóry. fot. Wikipedia

Czytelnictwo zawsze było najsłabszą stroną środowisk wychodźczych zresztą nie tylko polskich. Mizerne obroty nie pozwalały na opłacanie korespondentów, stąd łamy zawsze wypełniano przedrukami. W przekazie bieżących wydarzeń, zwłaszcza z Polski, poważną rolę odgrywa rządowa stacja radiowa SBS. Początki jej działalności w języku polskim sięgają lat siedemdziesiątych. W większych środowiskach działa sieć prywatnych sieci radiowych o zróżnicowanym poziomie, niemniej akcent polski często znajduje się w eterze.

W latach pięćdziesiątych zagubionym, zapracowanym uchodźcom najczęściej mieszkającym w garażach lub sublokatorskich pokojach powoli zaczęło układać się życie. Rosła liczba różnorodnych organizacji, które wbrew polityce zalecającej asymilację, za główny cel obrały sobie utrzymanie polskości, zwłaszcza wśród młodego pokolenia. Zapoczątkowano tworzenie zrębów polskiego szkolnictwa, tzw. szkółek sobotnich, pod hasłem wychowania dzieci w duchu polskim dla Boga i Ojczyzny, których koszty utrzymania pokrywali rodzice. Ogromne poświęcenie wykazywał i wykazuje aktyw społeczny, nauczyciele, mimo podstawowych braków uposażeń z zapałem wypełniający swe patriotyczne posłanie. Od lat sześćdziesiątych po dzień dzisiejszy we wszystkich większych skupiskach polonijnych działają zespoły młodzieżowe, taneczne, muzyczne i chóry. Ich nazwy świadczą o przywiązaniu do rodzimej kultury: Mazury, Tatry, Syrenka, Wisła, Kujawy, Wawel, Krakowiak, Polonez itp. Na festiwalach folklorystycznych w Australii jak i w Polsce wiele z nich zdobyło liczne wyróżnienia. W latach osiemdziesiątych za swą różnorodną twórczość (rzeźba, malarstwo, sztuka laserowa) uznanie zdobył stypendysta Fundacji im. W. Churchilla, Stanisław Ostoja-Kotkowski.

Ziemia obiecana czy pułapka?
Paszczak australijski (tawny frogmouth), sowa występująca w Australii fot. Wikipedia

Z kraju sprowadzano artystów estradowych, których liczba przez lata urosła do kilkudziesięciu. Zainteresowanie Polonii jak również australijskiej publiczności budziły koncerty Witolda Małcużyńskiego, Artura Rubinsteina bądź wielokrotnie koncertującego na rzecz „Solidarności” znanego pianisty australijskiego Rogera Woodwarda. We wrześniu 1967 r. tournée po Australii rozpoczął Zespół Pieśni i Tańca „Mazowsze”, który powrócił do kraju okrojony o artystów, którzy zdecydowali się na stały pobyt w Australii. Orkiestrę Symfoniczną Polskiego Radia pod dyrekcją Jana Krenza, A. Gawroński powitał wierszem:

Mieliśmy tu w Melbourne różne ojczyste sławy
Sportowców i handlowców, dyplomatów z Warszawy,
Lecz nie mieliśmy jeszcze,
bo to chyba nie sposób,
Polskiej orkiestry w sile pełnych stu osób!
Sto pięć skrzypiec, klarnetów, w drzewie, miedzi i blasze,
Sto pięć serc, które biją takim rytmem jak nasze!

Polonia gościła również osobistości kościoła.

Latem 1973 r. w Czterdziestym Międzynarodowym Kongresie Eucharystycznym uczestniczył kardynał Karol Wojtyła w asyście biskupa Szczepana Wesołego i biskupa Władysława Rubina. Trzynaście lat później z okazji wizyty Papieża Jana Pawła II, Australia przybrała odświętny wygląd, a jego pielgrzymka odbiła się głośnym echem w każdym zakątku kontynentu. Podczas tej wizyty Papież beatyfikował w Sydney pierwszą w historii tego kontynentu Mary Helen Mac Killop – założycielkę zakonu zajmującego się opieką nad bezdomnymi dziećmi.

W latach osiemdziesiątych w ramach humanitarnego programu rządu australijskiego napłynęła fala tzw. emigracji solidarnościowej (około 15 tys.) ożywiając działalność różnych organizacji, niestety nie na długo. Lepiej wykształcona niż powojenne masy, zajęła się zabezpieczeniem własnych spraw bytowych, kształceniem dzieci czyniąc to, z budzącą uznanie energią. W powszechnym spisie lat dziewięćdziesiątych nieco ponad 70 tys. osób podało miejsce swego urodzenia: Polska lub podkreśliło znajomość języka polskiego. Z tej liczby około 20 tys. osób zamieszkuje w Sydney.

Organizacje, stowarzyszenia, kluby polonijne zawsze odgrywały doniosłą rolę w życiu emigracji, integrowały środowisko, były ośrodkami krzewiącymi elementy polskiej kultury. Powojenna emigracja, która z takim samym zaparciem budowała te ośrodki, ze względu na swój wiek odwiedza je jednak coraz rzadziej. Młodzież urodzona na antypodach (zresztą nie tylko polska) po ukończeniu szkół, uniwersytetów nie kwapi się do akcentowania na co dzień swego etnicznego pochodzenia i wspierania ośrodków narodowych, stąd z upływem czasu tracą one na znaczeniu.

Globalizacja ma swoje prawa. W ruchu stawiającym sobie cel, obronę przed wynarodowieniem, kluczową rolę odgrywa kościół. Należy podkreślić, że na tym lądzie budowę europejskiej cywilizacji na nigdy nieoranym ugorze, pierwszymi kładącymi podwaliny pod białe osadnictwo byli przestępcy, a ich nadzorcami osobnicy o charakterze sadystów. Mimo wielu trudnych, a nawet pożałowania godnych okresów w dziejach tego kraju, jego dorobek zalicza się do przodujących osiągnięć ludzkości. W okresie zaledwie dwóch wieków zbudowano państwo o wysokim stopniu zamożności, demokratycznym ustroju, o wielokulturowej polityce, udzielające schronienia tysiącom, milionom, głodnych, uciśnionych, poszukujących bezpiecznych, stabilnych warunków życiowych.

Bez skazańców, których zesłano w liczbie około 160 tys. osób, Australia do 1921 r. wchłonęła ok. 1 mln emigrantów. Do 1970 r. liczba ta urosła do ok. 3 mln osób, zaś do 2000 r. spis ludności wykazał napływ ok. 6 mln emigrantów. W okresie budowania zrębów cywilizowanej Australii w sumie liczbę Aborygenów na całym kontynencie szacowano na ok. 300 tys. osób.

W obchodach 200-lecia istnienia Związku Australijskiego jedną z większych atrakcji stanowić miały żaglowce, których załogi zaproszono z 5-letnim wyprzedzeniem. Wśród 50 jednostek z 20 państw, swą majestatyczną sylwetką wyróżniał się Dar Młodzieży, który pod pełnymi żaglami nie tylko zawinął do Port Jackson, lecz budząc sensację śmiało przepłynął pod historycznym Harbour Bridge. W obchodach tych aktywny udział wzięła również Polonia australijska, która stała się integralną częścią narodu australijskiego nie zrywając swoich związków duchowych z krajem pochodzenia – Polską, które na emigracji wywołują nieskończoną liczbę wzruszających wspomnień, tęsknotę, miłość, szacunek, troskę o jej dobro.     

Zdjęcia Wikimedia Commons

Dr Roman KorbanDr Roman Korban 
Urodził się w 1927 r. w Nadwórnej na Huculszczyźnie. Pod koniec wojny brał udział w ruchu oporu. Po jej zakończeniu w Klubie Sportowym Spójnia Gdańsk (obecnie SLA Sopot) zetknął się ze sportem, któremu  poświęcił wiele lat życia. Ukończył Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie. Stopień doktora uzyskał za pracę o historii sportu polonijnego w USA.  W latach 1947-1952 bronił barw reprezentacji Polski w biegach na średnim dystansie. Był kilkakrotnie rekordzistą Polski oraz czterokrotnym mistrzem Polski. Olimpijczyk z Helsinek (1952). Po zakończeniu kariery sportowej rozpoczął pracę trenerską. Pełnił funkcję Szefa Szkolenia Polskiego Związku Lekkiej Atletyki oraz przewodniczącego Centralnej Rady Trenerów. W Sydney, gdzie zamieszkuje od szeregu lat swą uwagę skupił również na polonijnym ruchu sportowym, historii Australii, a zwłaszcza ich pierwotnym mieszkańcom Aborygenom. Publikacja, w której obecnie przygotowuje ten temat, w polemiczny sposób traktuje wybrane fragmenty historii najstarszych mieszkańców kontynentu, skłoni do dysputy i wymiany poglądów.