Ziemia obiecana czy pułapka? [5] – Złota i biała Australia

Ziemia obiecana czy pułapka? [5] 
Złota i biała Australia

Jako pierwsi na złoża złota natrafili w Australii skazańcy. Znaleźli je w Błękitnych Górach (Blue Mountains), ale pod karą okrutnej chłosty zakazano im o tym mówić. Raport na temat sensacyjnego znaleziska sporządził w 1832 roku J. Mc Brien, jednak i ta informacja została zatajona przez władze. Na nowe, bogatsze złoża natrafił w 1839 roku polski geolog Paweł Strzelecki (1797-1873). Niestety, na osobistą prośbę gubernatora G. Gipsona fakt ten także zachowano w tajemnicy. Pierwszą oficjalną wiadomość o złotodajnych złożach ogłosił w roku 1851 E. Hargraves. Wydawca „NewYork Herald”, Gordon Bennet pisał, że w Australii kopie się nie grudki złota, nie uncje, lecz bryły ważące tony. Na antypody runęła fala żądnych bogactwa i przygód poszukiwaczy. Wkrótce liczba białych mieszkańców na kontynencie wzrosła do 1,2 mln (1860). W tym czasie obawiać się zaczęto inwazji Azjatów, którzy stanowić mogli zagrożenie dla rasy białej. Poglądy te uzasadniał gwałtowny napływ Chińczyków, około trzydziestu tysięcy, w tym kilka kobiet sprowadzono pokrętnymi drogami na złotodajne pola. Grupa ta, kontrolowana przez bogatych mandarynów, pracując w półniewolniczym systemie, była najtańszą, a przez to konkurencyjną siłą roboczą dla białych kopaczy. Ich mocodawcy tylko w jednym 1857 roku wywieźli do Chin za około pół miliona funtów złota, ilość na owe czasy ogromną. Wzrostowi liczby tzw. Yellow Hordes (Żółte Hordy) towarzyszyły coraz ostrzejsze protesty kopaczy, które w roku 1861 doprowadziły do krwawych rozruchów. W obliczu narastającego niezadowolenia podejmowane kroki legislacyjne nakładały podatek na nowo przyjeżdżających Chińczyków, jednocześnie coraz surowsze przepisy imigracyjne adresowane były również do nacji tzw. nieanglojęzycznych, a więc trudnych do asymilacji.

Ziemia obiecana czy pułapka poszukiwacze-złota
Poszukiwacze złota fot. Wikimedia Commons

Odkrycie złota wpłynęło nie tylko na rozwój gospodarczy, lecz także znacznie przyspieszyło zaludnienie. Doprowadziło również w 1854 roku do społecznego protestu, który skończył się rozlewem krwi. Poszukiwaczy złota opodatkowano sumą trzydziestu szylingów miesięcznie, łatwą do spłacenia dla szczęśliwców, którym się powiodło, natomiast zbyt wysoką dla tych, którym los nie dopisał. Egzekucją świadczeń na rzecz rządu zajmowała się policja, traktująca kopaczy w sposób przypominający obchodzenie się ze skazańcami. Pojmanych, z nieopłaconą licencją, przykuwano na wiele godzin do drzewa i dopiero po zakończeniu obławy, skutych, wieziono na rozprawę do magistratu. Obok konfliktu o licencje, radykalnie dojrzali politycznie przywódcy domagali się prawa wprowadzenia swoich przedstawicieli do władz legislacyjnych, wszak ich trud przynosił kolonii ogromne dochody. Zbuntowani kopacze pod komendą Irlandczyka Petera Lalora, Niemca F. Yemera i Włocha F. Carboniego zbudowali barykadę i, pomimo słabego uzbrojenia, podjęli walkę z wojskiem i policją. W trwającej zaledwie pół godziny bitwie poległo dwudziestu sześciu kopaczy, sześciu żołnierzy, z obu zaś stron zostało wielu rannych. Prawe skrzydło barykady, na czele konnego oddziału policji, atakował młodszy brat sławnego malarza Juliusza Kossaka, Władysław Kossak. P. Lalor, który w bitwie stracił rękę, po wielu miesiącach ukrywania się, przy olbrzymim poparciu społeczeństwa, wybrany został do parlamentu stanu Wiktoria.

Po zmianie poglądów politycznych, jako skrajny konserwatysta, we władzach tych zasiadał przez 27 lat. W międzyczasie ze składek społecznych zakupiono mu w prezencie 60 ha ziemi, z parlamentu otrzymał znaczną sumę czterech tysięcy funtów, co pozwoliło mu na dostatnie życie. Dziś jego imię nosi jedna z robotniczych dzielnic w Sydney – Lalor Park. Wydarzenia te stały się symbolem dla lewicy zgrupowanej w związkach zawodowych walczącej o skrócenie czasu pracy z 60 godzin tygodniowo do 48, który to przywilej pracownicy Australii uzyskali dużo wcześniej niż na Starym Kontynencie. Na pamiątkę tych osiągnięć w poszczególnych stanach, w różnym terminie obchodzony jest tzw. Labor Day (Dzień Pracy) lub Eight Hour Day (Ośmiogodzinny Dzień Pracy). W Sydney w defiladzie pierwszomajowej bierze udział około dwóch tysięcy osób, obok sztandarów związków zawodowych demonstranci niosą tylko portrety Marksa i Engelsa.

Ciężkie warunki pracy prowokowały wielu skazańców do ucieczki, tym bardziej że już w początkowym okresie kolonię zauroczyła wieść, że tam, na zachodzie, za Błękitnymi Górami jest granica chińska, za którą uciekinierzy są mile widziani. Większość desperatów skazywała się na śmierć głodową w nieznanym buszu, była zabijana przez krajowców, bądź – jeśli środków do życia poszukiwała na drodze rozboju – wcześniej lub później trafiała w ręce policji, która dostarczała delikwentów pod szubienicę. Plaga napadów i rabunków z bronią w ręku zmusiła władze do bezpardonowej walki, w wyniku której w jednym dziesięcioleciu wokół Sydney schwytano i powieszono blisko trzystu przestępców. Obok skazańców bandycki proceder uprawiali również miejscowi wykolejeńcy, których nazywano busz randżerami. Na wzór naszych Ondraszków czy Janosików w ludowych przekazach uchodzili za rabusiów bogaczy, oddających ponoć łupy biednym. Do ich grona zaliczany jest Ned Kelly (1855-1880) – romantyczny śmiałek występujący przeciwko władzy nękającej lud. Już ojciec Neda w swojej ojczystej Irlandii miał stałe konflikty z prawem (ostatnim była kradzież dwóch świń), za co m.in. został zesłany do Batony Bay. Kelly-senior wraz z matką, jak przystało na irlandzkich patriotów, wyznawał politykę antybrytyjską, nienawidził policji (w której nie brakowało zresztą typów spod ciemnej gwiazdy). Ned już od szesnastego roku życia oskarżany był o kradzież bydła, później o napady z bronią w ręku, z czasem o napady na banki, wreszcie o zabójstwa policjantów. Swój bandycki proceder uprawiał także zręczną antybrytyjską i antypolicyjną agitacją, miłą dla uszu prostych osadników, zwłaszcza Irlandczyków.

ziemia obiecana czy pulapka ned kelly
List gończy z 15 lutego 1879 fot. http://murderpedia.org

W ostatnim napadzie na osadę Glenrowan (obszar Melbourne) sterroryzowanym mieszkańcom kilka godzin wyjaśniał swoje poglądy na sprawy społeczne i wielką politykę. To ideowe wystąpienie przerwał silny oddział policji, w którym znalazło się dwóch Aborygenów tropicieli.
Do walki z mającym przewagę wrogiem Ned wystąpił w żelaznym pancerzu, który, niestety, nie chronił nóg i ramion. W tym nierównym starciu zginęło trzech członków gangu, m.in. brat Neda, zaś ranny w nogi przywódca dostarczony został do Melbourne, gdzie w roku 1880 został skazany na karę śmierci przez powieszenie. Jego dramatyczna postać stała się kanwą dla pieśni ludowych, wierszy i prac, a obecnie, po stu dwudziestu latach, za sprawą dwu wspomnianych aborygeńskich tropicieli, znalazła się w centrum uwagi australijskich mediów. Odgrzebane zostało zagadnienie podziału ośmiu  tysięcy funtów, sumy na owe czasy ogromnej, wyznaczonej za schwytanie Neda Kelly’ego. W spisie biorących udział w pościgu znalazło się dwóch tropicieli Wannamatta i Werannabe, którym przy niezbyt sprawiedliwym podziale przyznano tylko po pięćdziesiąt funtów, na dodatek sumy tej nigdy nie wypłacono. I oto ostatnio John Lee Johns, daleki krewny jednego z nich, upomniał się w imieniu obu tropicieli o  nagrodę,  której wysokość, po naliczeniu procentów za 120  lat, urosła do 40 milionów dolarów na jednego tropiciela. Nie posiadając prawniczego wykształcenia ani zbyt wielu pieniędzy na żarłocznych adwokatów, 67-letni emeryt siedem lat przepycha sprawę przez różne instancje sądowe i problem ten, nagłośniony przez media, miał trafić do Sądu Najwyższego, lecz prawdopodobnie jak wiele skarg Aborygenów zostanie zaklasyfikowany jako pretensje przedawnione.

Ziemia obiecana czy pułapka Peter-Lalor

Peter Lalor fot. Museum of Australian Democracy fot. Wikipedia

Wielka Brytania jako pierwsze mocarstwo zakazała w 1807 r. handlu niewolnikami. Wyspiarze zawsze darzyli siebie sentymentem, szanowali swój kraj. Byli przekonani, że są narodem wybranym i z woli Boga tylko oni znali tajemnicę sukcesu. Od wieków żywili głębokie przekonanie, że pragnienie ziemi, złota, wyższej pozycji społecznej jest przyczyną postępu, a ludzie pozbawieni tych ambicji są po prostu dzikusami. Człowiek, który nie miał ziemi, majątku, niczego nie produkował, w opinii Anglików nie mógł być jednostką wartościową. Wyspiarskie położenie sprzyjało utrwalaniu takich poglądów, szowinizmu, lekceważącej, butnej postawy wobec wielu – zwłaszcza kolorowych – narodowości, którym wyspiarze z reguły okazywali swoje poczucie wyższości. Z tym bagażem ideologii Anglo-Saxon-Protestants dokonali inwazji na antypody. Na tym gruncie wyrosła koncepcja White Australia Policy – skrótowo mówiąc: Australia dla Anglików, zaś obcych, a zwłaszcza kolorowych, tolerowano na tyle, na ile wymagały tego względy ekonomiczne. Niektórzy badacze próbują to usprawiedliwiać skomplikowaną sytuacją, w której w początkowym okresie znaleźli się tam Europejczycy.

W 1790 roku wokół Botany Bay doliczono się tylko około dwóch tysięcy białych mieszkańców, a dziesięć lat później – zaledwie pięć tysięcy. Do roku 1828 liczba ta wzrosła do ponad 33 tysięcy, z czego połowę stanowili wyjęci spod prawa skazańcy, zawsze skłonni do rozprawy ze swymi okrutnymi nadzorcami. Zaborczość, egoizm i jak wspomniano wyżej brak zrozumienia dla sytuacji tubylców sprawiły, że w chwilach słabości lub kryzysu biali przybysze nie mogli liczyć na przyjazne uczucia ze strony Aborygenów. Poczucie zagrożenia wzmagała wśród Europejczyków odległość od Wielkiej Brytanii, realna możliwość zalewu Azjatów napawała lękiem, wyzwalała wrogie postawy, nie zawsze słusznie określane jako przejawy rasizmu.

Od 1 stycznia 1901 roku świętuje się powstanie tzw. Commonwealth of Australia (Wspólnota Australijska lub Związek Australijski). Na tym zacofanym o tysiące lat kontynencie, 123 lata po założeniu przez Brytyjczyków dla Brytyjczyków karnej kolonii, głównie dzięki nim wyrosło nowoczesne, demokratyczne państwo. Idea jedności wszystkich kolonii, wspólnego organu legislacyjnego tudzież federalnego rządu nie wszystkim przypadła do gustu. Wręcz przeciwnie, w miarę rozwoju gospodarczego poszczególne skupiska ludności, oddalone od siebie nie o setki, lecz o tysiące kilometrów, dążyły do samodzielności, separacji od NPW (Nowa Południowa Walia), która z upoważnienia i w imieniu Londynu pełniła rolę centrum administracyjnego. Ostatecznie, obok wielu innych czynników, znaczący wpływ na kształt systemu politycznego wywarła decyzja Londynu o wycofaniu z kolonii (ze względu na koszty) oddziałów wojska angielskiego w 1870 r., co zmusiło Australijczyków do organizacji własnych, wspólnych sił zbrojnych. Niemałą rolę odegrały kolonialne apetyty, mianowicie zwrócono się do Londynu z propozycją objęcia we władanie Nowej Gwinei oraz innych wysp Pacyfiku, oczywiście z powierzeniem ich administracji Australii. Także kryzys ekonomiczny pogłębiony aż ośmioletnią suszą (1895-1903) skłonił do szukania wspólnych rozwiązań, co z czasem zaakceptowały  wszystkie kolonie.

Zjednoczeniowe dążenia odpowiadały również koronie, która dążyła do uwolnienia się od całkowitej odpowiedzialności za bezpieczeństwo i przyszłość Australii. Kompromisowo rozwiązano problem stolicy, o którą walczyły Melbourne i Sydney, a którą zbudowano od podstaw pomiędzy tymi miastami i nazwano Canberra. Nazwa ta pochodzi prawdopodobnie z „plemiennego” języka Komberra, oznaczającego „miejsce spotkań”. Kamień węgielny położono w roku 1913, a w 1927 w nowej stolicy odbyły się pierwsze obrady; dziś miasto można zaliczyć do najpiękniejszych stolic świata. Najwyższym autorytetem w nowym państwie pozostał monarcha brytyjski, którego na co dzień reprezentuje gubernator generalny. Z tą symboliczną w dzisiejszych czasach zależnością od korony brytyjskiej obywatele antypodów zżyli się do tego stopnia, że w plebiscycie przeprowadzonym w 1999 roku wypowiedzieli się za utrzymaniem status quo i słyszeć nie chcą o zmianie modelu politycznego Australii, czyli przemianowaniu kraju na republikę.

W tekście pierwszej konstytucji, podpisanym w 1900 roku przez królową Wiktorię, wyraźnie zaznaczono dążenie do pomniejszenia roli ludów kolorowych. Dla ograniczenia ich napływu, zagrażającego „czystości białej rasy”, parlament uchwalił labirynt przepisów restrykcyjnych (1901) oraz pozbawił prawa wyborczego Azjatów, Afrykanów, Aborygenów i kryminalistów. Tubylcy nadal stanowili dla ekip rządzących kłopotliwe środowisko i po próbach fizycznego ich unicestwienia, spędzenia do rezerwatów, ignorowania ich obecności zaczęto szukać rozwiązań, bardziej odpowiadających duchowi nowych czasów.

W 1902 roku poczytny „The Sydney Morning Herald” komentując nową konstytucję podkreślał, że prawo wyborcze dla Aborygenów byłoby zbytecznym przywilejem, ponieważ rasa ta po prostu wymiera. W dyskusji parlamentarnej natomiast usiłowano udowodnić, że tubylcy nie dorośli „do korzystania z prawa wyborczego dostępnego dla wszystkich »British Subject« (brytyjski poddany), co udowodnili sami nie włączając się w życie polityczno-gospodarcze kraju”. Wydarzenia te oficjalnie wprowadzały w życie zasady White Australia Policy, faworyzujące białą rasę i niejako z urzędu wyznaczające jej kierowniczą rolę w społeczeństwie. W 1918 roku rząd podjął kolejną kontrowersyjną decyzję, za którą gorzką cenę przyszło płacić obecnym pokoleniom. W nadziei, że przyspieszy to proces asymilacji Aborygenów, na mocy ustawy odbierano rodzicom „zaniedbane” dzieci i oddawano je na wychowanie (z obowiązkiem posyłania do szkoły) europejskim instytucjom, rodzinom i organizacjom kościelnym. Prawo to obejmowało także młodzież z rodzin białych mieszkańców, ale w mniejszym stopniu. Dodać należy, że już wcześniej podejmowano próby zmuszania tubylców do posyłania swoich dzieci do szkoły pod karą utraty przydziałów żywnościowych, które otrzymywali w ramach pomocy socjalnej. Ustawodawcy mieli nadzieję, że ta metoda przyczyni się do wychowania pewnej liczby młodzieży w duchu kultury europejskiej, która potem będzie oddziaływać na środowisko, przyspieszając proces asymilacji. Polityka ta objęła ponoć około 10% dzieci i z punktu widzenia dzisiejszej moralności i prawodawstwa budzi powszechne zgorszenie, tym bardziej że dzieciom tym utrudniano kontakty z rodziną. Nie da się zaprzeczyć, że wiele spośród nich spotkał srogi los. Wszelako określenie „stolen generation” (skradzione pokolenie) nie jest adekwatne do liczby tych młodych ludzi. Co więcej, wielu aborygeńskich polityków, ludzi sukcesu wywodzi się z grupy, która od dzieciństwa korzystała z dobrodziejstw europejskiego  systemu edukacyjnego.

Widoczną poprawę sytuacji przyniosły lata przed II wojną światową, kiedy to w 1937 r. rząd oficjalnie ogłosił zasady tzw. polityki asymilacyjnej, czyli zwiększenia uprawnień i włączenia aborygeńskiej grupy etnicznej do społeczności australijskiej. Następne doniosłe akty prawne, mające na celu uchylenie dyskryminacji i przyznanie Aborygenom pełnych praw obywatelskich, ujrzały światło dzienne dopiero po II wojnie światowej. Najważniejszy zrodził się w powszechnym referendum (1967 r.), w którym aż 90,8% obywateli poparło projekt rządowy wykreślenia z konstytucji wszelkich przepisów dotyczących dyskryminacji rasowej, godzących zresztą nie tylko w Aborygenów, i przyznanie dotychczas dyskryminowanym pełni praw obywatelskich.

Terra nullius ziemia niczyja to określenie przetrwało setki lat. Na jego podstawie Brytyjczycy prawnie uzasadniali okupację antypodów. Eddie Mabo był wodzem 300-osobowej grupy plemiennej Meriam, zamieszkałej na zabitej deskami wysepce w obrębie Cieśniny Torresa (bliżej Nowej Gwinei niż półwyspu Cape York). Na wyspie, w jedynym sklepie, działał tylko jeden telefon, edukacją dzieci zajmował się tylko jeden nauczyciel, natomiast od lat, z powodu braku zatrudnienia, wszyscy mieszkańcy żyli z zasiłku dla bezrobotnych. W 1982 r. Mabo, w asyście czwórki starszyzny, zjawił się w sądzie, domagając się zwrotu malutkiej wyspy Murray Island, należącej niegdyś do jego plemienia. Przy tej okazji Mabo odważył się na krok, który podważał historyczne uzasadnienie podbojów antypodów. W pozwie do sądu domagano się unieważnienia brytyjskiej formuły prawnej „Terra Nullius”, na podstawie której kontynent ten został włączony do korony brytyjskiej. Od samego początku pozew natrafiał na olbrzymie przeszkody. Sąd potrzebował np. trzech miesięcy czasu na sprawdzenie informacji, czy kapitan Cook w ogóle dotarł do brzegów Australii. Po blisko 10 latach zmagań Sąd Najwyższy stosunkiem głosów 6:1 wydał historyczną decyzję, że Anglo-Saxon-Protestants nie zawładnęli kontynentem „niczyim”, bo na tym lądzie od wielu tysięcy lat żyło w sumie około 2000 aborygeńskich pokoleń, które z tytułu zasiedzenia nabyły do tej ziemi prawo własności.

Eddie Mabo Ziemia obiecana czy pulapka
Eddie Mabo fot. Wikipedia
W świetle obecnego australijskiego prawodawstwa ich potomkowie mają prawo ubiegać się o zwrot zagrabionych terytoriów bądź domagać się rekompensaty finansowej. Decyzja ta przeszła do historii pod nazwą „Mabo Legacy” (Zapis) i była celebrowana przez  Aborygenów jako wielkie wyjątkowe święto, niestety, bez inicjatora tych wydarzeń, który w wieku 52 lat zmarł na raka. Z drugiej strony wywołała ona falę niezadowolenia w przemyśle wydobywczym, wśród farmerów, a nawet zwykłych właścicieli nieruchomości, zaniepokojonych, że ich uczciwie kupiony dach nad głową może być objęty roszczeniami tubylców, tym bardziej, że w razie wygrania procesu Aborygeni swej ojcowizny nie poświęcają na pola uprawne, nadal nie orzą, nie sieją, nie zbierają, tylko z reguły liczą na bogactwa mineralne. Decyzja ta nie rozstrzygnęła wielu dalszych kłopotliwych kwestii, np. jak daleko ma sięgać prawo tubylców do ich ziemi oraz jak mają udowodnić swoją własność, skoro nie stosowali pisma. Jak dalece problem jest skomplikowany, świadczy orzeczenie starszyzny niektórych plemion, w którym stwierdza się, że roszczenie pretensji do ziemi od lat zamieszkałej m.in. przez białych podlega według prawa czarnoskórych Aborygenów karze śmierci.
Dekrety rządowe nie rozwiązują automatycznie problemów społecznych, dlatego odrobienie zaległości dzielących Aborygenów od głównego nurtu społecznego wymaga wspólnego wysiłku i czasu.

Powolny, choć stały postęp w dziedzinie ustawodawstwa oraz wzrost nakładów państwowych skierowanych docelowo na potrzeby Aborygenów nie wypełniły jeszcze wszystkich luk dzielących ich od przeciętnych Australijczyków. Blisko 70% tubylców przekształciło się w mieszczuchów, pozostali żyją na prowincji lub bardziej odległych peryferiach, korzystając z najnowszych wynalazków współczesnej cywilizacji. Czasy koczowania, życia w naturalnych warunkach, zdobywania pożywienia zaostrzonym kijem czy oszczepem należą do odległej przeszłości. Jednak mimo wpływu cywilizacji europejskiej, tubylcy gniewnym głosem zwracają uwagę na nierówności m. in. w kwestiach zdrowotnych, a nawet związanym z tym problemem długości życia, gdzie znacznie ustępują mieszkańcom kontynentu. Jest to ważna, ale nie prosta sprawa i dla jej analizy należy głębiej spojrzeć poza dane występujące w tabelach, bowiem uwarunkowania historyczne, pasywne postawy zainteresowanych odgrywają tutaj rolę decydującą. Badania archeologiczne szczątków ludów pierwotnych wskazują niezbicie, że ich ubożuchna kultura materialna, dieta, higiena, odzienie, schorzenia, drastycznie skracały cykl życiowy. W jednym z autorytatywnych źródeł badawczych na 187 czaszek odkryto tylko 3 osobników, którzy dożyli do wieku 50 lat, a kilku do ok. 35 roku. Pozostała masa swój pobyt na tym padole kończyła pomiędzy 20 a 25 rokiem życia. I Armada dotarła do brzegów Australii w 1788 r. i zastała tu czarnoskórych żyjących w jaskiniowej stagnacji z reguły w w/w przedziale wiekowym, stąd ich cofnięcie czy postęp należy liczyć od tej granicy. Jak z tej tabeli wynika dzięki stopniowej z czasem wszechstronnej pomocy władz, życie Aborygenów uległo znacznemu wydłużeniu od 25 lat do ok. 59, tj. wzrost o 34 lata – 136 %.

Zupełnie inaczej problem ten przedstawia się w przypadku białej wolnej emigracji, której napływ szerszym strumieniem rozpoczął się od ok. 1900 r.. W okresie tym na starym kontynencie średnia długość życia, nie tylko zamożnych środowisk lecz mas pracujących wzrosła do poziomu 50 lat. Trend ten nie uległ osłabieniu również w Australii, gdzie od punktu wyjściowego 50 lat do przełomu 2000 roku podźwignęła się do 78 lat czyli wzrosła o 28 lat (56%) a więc znacznie poniżej średniej czarnych mieszkańców kontynentu. Tak więc z większości urzędowych tabel, na które powołują się Aborygeni wyziera więcej polityki niż rzeczowej analizy.
W roku 2009 w rządowym rozdzielniku stypendiów dla zdolnych studentów znalazły się 3 tys. aborygeńskich nazwisk oraz 11 tys. pozycji wyselekcjonowano dla młodzieży wszystkich innych grup etnicznych. Fakt ten został nagłośniony jako politycznie niepoprawny akt bez słowa przypomnienia, że w 20-milionowej populacji aborygeńska grupa etniczna stanowi zaledwie 2% ludności, a więc proporcje te nie krzywdzą jej, a wręcz przeciwnie są niekorzystne dla pokolenia bielszej populacji. Jednakże nadal widoczne jest nienadążanie za ogólnym postępem społecznym, za co winę przypisuje się zarówno uwarunkowaniom historycznym, jak i pasywnym postawom samych Aborygenów. (…)
Można przytoczyć więcej dowodów na nienadążanie Aborygenów za ogólnym rozwojem dynamicznego społeczeństwa australijskiego. Jednak pomimo narosłych przez lata sprzeczności, braku wzajemnego zrozumienia i wspólnego języka, czasy dyskryminacji Aborygenów należą do przeszłości. Co więcej, silne lobby polityczne wynegocjowało dla krajowców wiele przywilejów i ułatwień, które zaczynają budzić zazdrość w innych grupach etnicznych. Obecnie ok. 386 tys. Aborygenów stanowi 2% ludności Australii. Dopiero w 1972 r. zaprojektowano flagę, w której czarny oznacza Aborygenów, żółty słońce,  czerwony matkę-ziemię. (cdn)

Dr Roman KorbanDr Roman Korban 
Urodził się w 1927 r. w Nadwórnej na Huculszczyźnie. Pod koniec wojny brał udział w ruchu oporu. Po jej zakończeniu w Klubie Sportowym Spójnia Gdańsk (obecnie SLA Sopot) zetknął się ze sportem, któremu  poświęcił wiele lat życia. Ukończył Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie. Stopień doktora uzyskał za pracę o historii sportu polonijnego w USA.  W latach 1947-1952 bronił barw reprezentacji Polski w biegach na średnim dystansie. Był kilkakrotnie rekordzistą Polski oraz czterokrotnym mistrzem Polski. Olimpijczyk z Helsinek (1952). Po zakończeniu kariery sportowej rozpoczął pracę trenerską. Pełnił funkcję Szefa Szkolenia Polskiego Związku Lekkiej Atletyki oraz przewodniczącego Centralnej Rady Trenerów. W Sydney, gdzie zamieszkuje od szeregu lat swą uwagę skupił również na polonijnym ruchu sportowym, historii Australii, a zwłaszcza ich pierwotnym mieszkańcom Aborygenom. Publikacja, w której obecnie przygotowuje ten temat, w polemiczny sposób traktuje wybrane fragmenty historii najstarszych mieszkańców kontynentu, skłoni do dysputy i wymiany poglądów.