Zwycięski wódz – generał Władysław Anders

Zwycięski wódz – generał Władysław Anders

gen-anders_1Miał coś z Rzymianina, jak mówiono o nim w kręgach szczególnie wojskowych. Fascynował otoczenie, nie tylko jako jako człowiek, w którym widziano bohatera najnowszej historii.

Stanisław Baliński, poeta przebywający w Anglii od 1940 roku, tak wspomina : „Odczuwałem do niego bezpośrednią ufność, jak do kogoś, kto posiada w sobie geniusz przewodnictwa. Płynęła od niego siła wewnętrzna, rozum, serdeczność, prostota pozbawiona wszelkiej sztuczności czy pozy, której tak często ulegają wielcy ludzie.”

Wzięci do niewoli w roku 1939-40 jeńcy polscy po zawarciu umowy ze Stalinem, jak mówi Feliks Konarski:

„Szli z twarzami szarymi jak popiół…
Z odległych kołchozów…
Nie widząc słońca ani gwiazd
Nie słysząc wichru złośliwego wycia,
Zmęczeni, głodni, bez życia,
Szli do wojska…

Jeden za drugim…jeden za drugim
Jak godziny cierpień i męczarni,
Które za nimi zostały…
Szli do Armii…”

Którą to armię objął gen. Anders jako dowódca, o której początkach wspomina w swojej książce „Bez ostatniego rozdziału”: 
„…po raz pierwszy zetknąłem się z 17-tysięczną rzeszą żołnierską, która oczekiwała mego przybycia. Do końca życia nie zapomnę ich wyglądu. Ogromna część bez butów i bez koszul. Wszyscy właściwie w łachmanach, częściowo w strzępach starych mundurów polskich, wychudli jak szkielety. Większość pokryta wrzodami wskutek awitaminozy. Ale ku zdumieniu towarzyszących mi bolszewików z gen. Żukowem na czele, wszyscy byli ogoleni. I cóż za wspaniała żołnierska postawa. Serce mi się ścisnęło, gdy patrzyłem na tych nędzarzy i zapytywałem w duchu, czy uda mi się z nich jeszcze zrobić wojsko i czy zdołają znieść oczekujące ich trudy wojenne. 

Ale, dość było popatrzeć w te błyszczące oczy, z których wyzierała wola i wiara.

Powoli przeszedłem szeregi…Starzy żołnierze płakali jak dzieci podczas pierwszego nabożeństwa po tych latach, gdy rozbrzmiała pieśń „Ojczyznę, wolność racz nam wrócić Panie…”, zdawało się, że otaczające lasy odpowiadają nam stokrotnym echem. Pierwszy i daj Boże ostatni raz w życiu przyjąłem defiladę żołnierzy bez butów. Uparli się, że chcą maszerować. Chcą pokazać bolszewikom, że bosymi, poranionymi nogami, potrafią na piasku wybić takt wojskowy jako początek swego marszu do Polski…”

Walczył w 1939 roku. Był ranny. Przebywał w niewoli sowieckiej, i w tym na Łubiance w Moskwie. A z tej nieludzkiej ziemi, na której znaleźli się wygnańcy polscy, wyprowadził jakby z niewoli egipskiej dziesiątki tysięcy Polaków. Dopiero na Bliskim Wschodzie odtworzył z nich autentyczną Armię Polską, która pod jego dowództwem odniosła jedno z największych zwycięstw nad Niemcami pod Monte Cassino.

Po skończonej wojnie, mimo hańby jałtańskiej gen. Anders wspierał swoich żołnierzy. To pod jego opieką wszyscy oni wraz z rodzinami znaleźli się w Anglii, gdzie mieli możliwość wyboru ułożenia sobie dalszego życia. Wielu z nich wróciło do Polski, inni emigrowali do przeróżnych krajów świata, lub zostali w Anglii. Generał Anders był nie tylko dowódcą, ale stał się również opiekunem, doradcą, przewodnikiem żołnierzy emigrantów i ich rodzin. Stąd refleksja. Może kiedyś po latach jakiś przyszły pisarz historyczny, następca Sienkiewicza, będzie pisać swoją „Trylogię” o naszych czasach. Wtedy na pewno weźmie za swojego bohatera niezwykłą postać Generała Władysława Andersa. Bo to właśnie On na tle niekończących się klęsk, zawodów, koszmarów okresu II wojny światowej, stanowił świetlany punkt powodzenia. I jak podkreśla poeta:

„Tworzył wielkość, którą sam w sobie czuł,
Wielkość z gromów zrodzoną i z burzy,
Przyszłą Polskę twardą, silną kuł,
Każdym piersi oddechem jej służył…”

Odszedł w dniu 12 maja 1970 roku już ostatni z grona dowódców z czasów II wojny światowej, zwycięski wódz, general Władysław Anders.

Myślę, że ostatni rozdział książki gen. Andersa „Bez ostatniego rozdziału” na pewno będzie dokończony po latach jako wielki epos historyczny na miarę epopei Mickiewicza, niosącej ludziom ufność w zwycięstwo sprawiedliwości a także pocieszenie, będące jednym z cennych uczuć ludzkich, a w tym w duszy całego narodu.

Krystyna Mrozik