Tam, gdzie życzenie kobiety jest prawem

Bezpieczna, legalna i rzadka – tak o aborcji w swoim kraju mówią Szwajcarzy

Korespondencja ze Szwajcarii

Podczas gdy Polki masowo wychodzą na ulicę, sprzeciwiając się dalszemu zaostrzaniu prawa aborcyjnego, Szwajcarki tę batalię mają już za sobą. Tu walka o liberalizację odbywała się nie na ulicy, ale poprzez zbieranie podpisów pod projektami ustaw, w kampaniach przed referendami i nad urnami do głosowania. Podobnie jak w przypadku praw wyborczych, które Szwajcarki wywalczyły dopiero w 1971 r., był to długi proces. W trzech kolejnych referendach z lat 70. i 80. liberalne projekty ustaw były odrzucane. Za to w 2 002 r. głosujący wyraŹnie opowiedzieli się za pozostawieniem decyzji kobietom. Niemal trzy czwarte było za dopuszczeniem aborcji na życzenie do 12. tygodnia ciąży.
Od momentu wprowadzenia w życie liberalnej ustawy liczba usuwanych ciąż regularnie spada. Za tym sukcesem stoi edukowanie społeczeństwa, powszechna, choć nieobowiązkowa, edukacja seksualna w szkołach, dostępność i powszechność środków antykoncepcyjnych. A także dostępna bez recepty pigułka po stosunku. – Szwajcaria jest dość liberalna obyczajowo. Była jednym z pierwszych krajów na świecie, które pokazały prezerwatywy na billboardach w kampaniach przestrzegających przed AIDS i HIV. Ważna jest edukacja seksualna, a tę dzieci zaczynają czasem już w przedszkolu. Oczywiście podczas zajęć dostosowanych do ich rozwoju i wieku – wskazuje dr Gesine Fuchs, politolożka z Uniwersytetu w Lucernie. Standardowo nastolatkom, które zaczynają współżycie, ginekolog dobiera odpowiednią antykoncepcję. Pod tym względem Szwajcaria jest zresztą modelowym krajem – ma najniższą na świecie liczbę nastoletnich ciąż (osiem na 1000 nastolatek). W porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi (57 ciąż na 1000 dziewcząt) marginalną. Wyraźnie spada też, i tak już niewielka, liczba aborcji wśród nastolatek. Na marginesie dodajmy, że dziewczyny między 16. a 18. rokiem życia nie potrzebują zgody rodziców na aborcję.

Co szósta Szwajcarka, co piąta Polka

Express Australijski, Polish-Australian Express, polish news, Polonia, polska gazeta, wiadomości polskie w Australii, polish language papers in Australia, polish newspaper in Australia, Australia’s Polish newspaper, Polish ethnic group in Australia
foto. swissinfo.ch
Na stronie szwajcarskiej organizacji pro-choice SVSS kobiety opowiadają swoje historie. Najczęściej piszą te, dla których usunięcie płodu było bolesnym przeżyciem. Choć – jak wynika z listów – swoich decyzji raczej nie żałują. Często podkreślają, że w danej sytuacji była ona najlepszą z możliwych. Niektóre dopiero rozważają zabieg. Wszystkie przeżywają szok i niedowierzanie, że znalazły się w takiej sytuacji. Studentki, singielki, mężatki, 18- i 40-latki. Jak przekonują działaczki SVSS, niechciana ciąża może się przytrafić każdej kobiecie. Zdaniem organizacji kobiecych co piąta-szósta Szwajcarka przynajmniej raz w życiu miała aborcję (podobne statystyki podaje się w przypadku Polek). A 60% niechcianych ciąż to efekt zawodnej antykoncepcji. 
Helene, 21-letnia studentka, pisze: „Okres mi się spóŹniał, ale trwała sesja egzaminacyjna, byłam w dużym stresie i sądziłam, że to jest przyczyną. Test wyszedł pozytywny, a lekarz potwierdził ciążę, gdy byłam w szóstym tygodniu. Czułam się coraz gorzej fizycznie, ale też przytłoczona całą sytuacją. Mój chłopak odsunął się ode mnie. Nie chciałam dziecka i zdecydowałam się na aborcję. Czasem jest mi z tego powodu przykro, ale wiem, że to była dobra decyzja. Zabieg odbył się pod pełną narkozą i niemal natychmiast po nim poczułam się lepiej”. 
Mira, 31 lat, w stałym związku: „Od kilku lat jestem z młodszym o pięć lat partnerem, pochodzimy z Austrii. Ciąża była dla nas szokiem. Chcemy mieć razem dzieci, ale nie teraz, bo wkrótce przeprowadzamy się do nowego miasta i zmieniamy pracę. Przez pierwsze dni nie myśleliśmy o aborcji, ale potem pojawiła się ta myśl. Decyzja nie była łatwa. Zabieg był bezbolesny i po kilku godzinach wyszłam do domu. Czułam się dobrze, pierwszy raz od kilku tygodni nie miałam mdłości. Ale póŹniej przeżyłam kryzys, na dodatek pojawiły się bóle i krwawienia. Wierzę, że ten smutek jest zdrowy i pozwala przepracować przeżycia. I że kiedyś będę szczęśliwą mamą”. 
Swoimi dylematami dzieli się też Rosalie, mężatka, matka trójki dzieci: „Wkrótce mam mieć zabieg. To trudna decyzja, choć wiem, że racjonalna. Od siedmiu lat mam wspaniałą rodzinę, z trójką dzieci. Najmłodsze ma 10 miesięcy, a ja znów jestem w ciąży. I ani nie chcę aborcji, ani nie chcę ponownie ciąży, porodu, karmienia. Aborcja to bardzo osobista kwestia, gdzie każdy musi podjąć własną decyzję. Byłam przekonana, że ja nigdy nie będę musiała jej podejmować. Chwilami myślę: dałaś życie trójce dzieci, dlaczego nie dać go kolejnemu? A rozsądek odpowiada, że mam już rodzinę, a to byłby wysiłek dla ciała, stres, wyzwanie dla związku i obciążenie finansowe. Dziękuję za to forum. Świadomość, że inne pary też doświadczyły podobnych przeżyć, dylematów, pomaga”.
Zgodnie z prawem po spotkaniu z ginekologiem i wyznaczeniu terminu zabiegu kobieta, jeśli jest pewna swojej decyzji, nie musi się konsultować z drugim specjalistą. Jeśli ma wątpliwości, do jej dyspozycji jest psycholog lub konsultant z poradni rodzinnej. 
W 2015 r. ciążę usunęło nieco ponad 10 tys. mieszkanek Szwajcarii. Kilkaset mniej niż pięć lat temu. I zdecydowanie mniej niż wówczas, gdy w Szwajcarii aborcja na życzenie nie była legalna. Dziś ciążę usuwa tu zaledwie sześć na 1000 kobiet, co daje jedną z najniższych statystyk na świecie (w Polsce szacuje się, że może być ok. 35-42 aborcji na 1000 kobiet). Zdecydowana większość aborcji odbywa się przy użyciu tabletek poronnych. Zdaniem lekarzy to doświadczenie fizycznie bardziej bolesne, ale mniej traumatyzujące dla kobiet niż tradycyjny zabieg pod narkozą. Tabletki – te same, które Polki kupują na czarnym rynku, w internecie, z niepewnych Źródeł i często podrabiane – tutaj kobiety przyjmują w szpitalu, pod opieką lekarza. Tabletki stosuje się do siódmego tygodnia ciąży. I właśnie trzy czwarte zabiegów w Szwajcarii przeprowadza się przed ósmym tygodniem.

Turystyka kantonowa

Liczba legalnych aborcji spadła w Szwajcarii od lat 70. o ok. 30%. Bo również w poprzednich dekadach Szwajcarki usuwały niechciane ciąże. Mimo surowego prawa, przewidującego wysoką grzywnę i karę więzienia zarówno dla lekarza (pięć lat), jak i dla kobiety (trzy lata). Zazwyczaj legalnie, co wymagało wielu starañ. I we własnym kraju, choć często nie we własnym kantonie. Celem turystyki aborcyjnej były duże miasta, najlepiej protestanckie, takie jak Zurych, Genewa czy Lozanna. – Były wówczas duże różnice pomiędzy kantonami i w niektórych dostęp do aborcji był łatwiejszy. W dużych miastach można było znaleŹć szpital, lekarza, który przeprowadzał aborcję bez wskazań medycznych. Choć wymagało to opinii drugiego lekarza, zazwyczaj psychologa, który musiał potwierdzić, że ciąża jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia psychicznego kobiety – wyjaśnia Gesine Fuchs. Tak ciążę usunęła jedna z twarzy szwajcarskiego ruchu pro-choice, Doris Agazzi, która o swoich doświadczeniach z lat 70. opowiedziała w telewizji w kampanii poprzedzającej referendum z 2002 r. – Po potwierdzeniu ciąży przez ginekologa musiałam udać się do psychologa. Ten po wizycie wręczył mi do podpisania dokument stwierdzający, że mam niestabilną i depresyjną osobowość. Zaprotestowałam, ale psycholog powiedział, że jeśli chcę mieć legalny zabieg, muszę to podpisać. To moje najgorsze wspomnienie dotyczące tamtej historii – wspominała w jednym z wywiadów. 
Wraz z legalizacją aborcji na życzenie zniknęło podziemie aborcyjne. Ostatni wyrok za nielegalny zabieg zapadł w 1988 r.

Publiczna „sprawa prywatna” 

Szwajcaria zna twarze kobiet, które miały aborcję. Choćby wspomnianą już Doris Agazzi. Aktywnie zaangażowana w lokalnym Kościele protestanckim nie spotkała się z aktami nienawiści po opowiedzeniu swojej historii w telewizji. Owszem, dostała parę nieprzyjemnych listów czy mejli, ale w miejscowej społeczności nikt nie traktował jej inaczej czy gorzej. Ludzie często podchodzili, mówiąc, że podziwiają jej odwagę opowiedzenia o sobie tak otwarcie. Czasem dodawali po prostu, że aborcja jest niezgodna z ich przekonaniami. – To dla mnie ważne, by powiedzieć, że jako chrześcijanin też możesz opowiedzieć się za aborcją. To kwestia solidarności. Okrucieñstwem jest zmuszać kobietę, by nosiła dziecko, którego nie chce – mówiła w wywiadzie.
Jeszcze lepiej znana jest aktywistka i polityczka Anne-Marie Rey, która przez kilka dekad walczyła o legalizację prawa do aborcji. Sama zabiegowi poddała się jako młoda kobieta. I jak wielokrotnie mówiła, nigdy tej decyzji nie żałowała. Później z mężem mieli trójkę dzieci. Rey niemal do koñca życia angażowała się w działania ruchu pro-choice.
Na forum dla cudzoziemców w Szwajcarii Jane dzieli się swoim problemem. Jest w szóstym tygodniu ciąży i podjęła decyzję o aborcji, której chce się poddać jak najszybciej. Szuka w Lozannie mówiącego po angielsku lekarza. Pod jej postem kilkanaście odpowiedzi od kobiet, które doradzają lekarzy, podpowiadają, jak najszybciej zgłosić się na zabieg, trzymają kciuki, by wszystko poszło po jej myśli. Żadnego hejtu, porad, by zmieniła decyzję. Dominują rzeczowość i życzliwość. – Oczywiście doświadczenia związane z aborcją to nie jest temat, o którym w Szwajcarii rozmawia się przy lunchu, ale też nie absolutne tabu. Czasami kobiety mówią o tym rodzinie, przyjaciołom – stwierdza dr Fuchs. 
Wydaje się, że w stabilnej Szwajcarii aborcyjnemu status quo nic nie zagraża. W końcu poprzednie prawo obowiązywało tu przez 66 lat. Jednak w 2014 r. temat aborcji powrócił – za sprawą kolejnego referendum, tym razem dotyczącego finansowania zabiegu. Kampania „Finansowanie aborcji prywatną sprawą”, zainicjowana przez ugrupowania katolickie, okazała się jednak porażką inicjatorów. Niemal 70% głosujących chciało dalszego finansowania w ramach podstawowego ubezpieczenia zdrowotnego. – Decyzja o tym, czy dokona się zabiegu, nie powinna mieć nic wspólnego z myśleniem o jego kosztach. Aborcja powinna być wyłącznie kwestią wyboru moralnego i decyzji kobiety. I nie może być tylko dla bogatych – tak o swojej decyzji mówili Szwajcarzy. Nie podobała im się też zakładana w projekcie nierówność płci – za zabieg miałaby płacić kobieta.
Jak twierdzą niektórzy, kampania związana z finansowaniem aborcji była dla konserwatystów pierwszym krokiem, by w przyszłości podważyć liberalne prawo. – W Szwajcarii jest wiele grup pro-life, którym nie podoba się obowiązująca ustawa. Jeżeli jednak inicjatywa zdobyła większość w referendum, musiałby się znaleźć istotny powód, by forsować zmiany – zaznacza dr Fuchs. Na razie, gdy liczba aborcji systematycznie spada, a w kraju od kilkunastu lat rodzi się coraz więcej dzieci, takiego powodu nie ma.

Iwona Aleksandra Hałgas
Źródło: Przegląd